Od trzech sesji rosną obroty na rynku terminowym, podczas gdy na kasowym pozostają właściwie bez zmian. Znacząco rosła w tym tygodniu liczba otwartych pozycji(LOP) na kontraktach na indeks WIG20. Sam indeks stracił zaś wczoraj sporo na wartości. O co więc w tej grze chodzi?
Na dzisiejszej sesji indeks WIG20 oddał i to ze sporym okładem cały wzrost jaki osiągnął w tym tygodniu. Spadek zresztą był do przewidzenia (dywidenda na KGHM) i ostatecznie sięgnął 2,2 proc.
Od początku tygodnia mamy na parkiecie dość letnią atmosferę. W ciągu dwóch sesji indeks WIG20 wzrósł o 0,7 proc. Tak cherlawej dynamiki nie ma nawet amerykański Dow Jones.
Nie tak dawno analitycy rzucili hasło „letniej hossy”. Hasło samo w sobie jest bardzo atrakcyjne i co bardziej naiwni inwestorzy zapewne w nie uwierzyli.
Choć może trudno w to uwierzyć, ale na dzisiejszej sesji obroty mogą być jeszcze mniejsze niż wczoraj. W USA trwa długi weekend, za sprawą Dnia Niepodległości.
Dzisiejsza sesja odbyła się. W tym miejscu można zakończyć komentarz, bo trudno emocjonować się rynkiem na którym handluje się jedną spółką. Obroty dziś na całym rynku wyniosły około 500 mln zł, z czego ponad 170 mln przypadło na walory KGHM.
Notowania w ostatnim tygodniu były sporym zaskoczeniem, zarówno dla niżej podpisanego, jak i większości analityków. Przypomnijmy, że przed ubiegłotygodniowymi wzrostami, wskaźnik Wigometr wskazywał na spadki.
Jak zapewne większość inwestorów zauważyła, wczoraj giełdy w USA oszalały ze szczęścia.
Od początku tygodnia, do rozpoczęcia dzisiejszych notowań indeks WIG20 zyskiwał 8,29 proc. Przez pierwsze trzy dni tygodnia indeks szerokiego rynku WIG zanotował wzrost o 6,8 proc., jeszcze mniej, bo 3,07 proc. zyskał w tym czasie MIDWIG. To porównaniu pokazuje, jaki charakter miały ostatnie wzrosty.
Nad dzisiejszą sesją będzie dominowało widmo FED, które krąży nad rynkami finansowymi - by zacytować klasyka. Decyzję rezerwy federalnej w sprawie stóp poznamy już dziś, tyle że nie będzie miała ona jeszcze wpływu na notowania.
Na rynku nie milkły dziś komentarze, po wczorajszej sesji, podczas której wzrost ( właściwie jego skala) zaskoczył niemal wszystkich uczestników rynku (przynajmniej tych, którzy są obecni w mediach).
W porannym komentarzu przestrzegaliśmy przed wyciąganiem daleko idących wniosków z ostatnich wzrostów.
Tydzień zaczął się bardzo leniwie, przynajmniej jeśli chodzi o Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Obroty rzędu 500 mln zł oznaczają, że inwestorzy wczoraj sprzedali papiery wartościowe za równowartość 250 mln zł.
W porannym komentarzu, który nosił wszystko mówiący tytuł - "Spadki pewne jak w banku" - zawarta została prognoza, że czeka nas w najbliższych dniach spora przecena akcji. Dzisiejsza sesja mogłaby przeczyć tej tezie. Mogłaby, gdyby wzrost nie został wygenerowany sztucznie i nie służył tylko do wyprzedania części portfeli inwestycyjnych.
W ostatnim tygodniu analitycy pytani przez GPW opowiedzieli się za wzrostami. Te prognozy potwierdziły się we wskazaniach WIG20.
Miało być dziś ciekawie i zdecydowanie było. W komentarzu przed sesją snuliśmy kasandryczne wizje na temat testu linii wsparcia na poziomie 2450 pkt. na WIG20. Spadki w trakcie notowań ciągłych dotarły jednak tylko do 2580 pkt. Cztery razy podczas sesji niedźwiedzie usiłowały doprowadzić do przeceny, niemniej im się nie udało.
Wczoraj mieliśmy nagły zwrot na rynku. Z plus 2 proc. zjechaliśmy na minus 1. Oznacza to jedno – odwrócenie krótkoterminowej tendencji na rynku.
W ciągu ostatnich trzech sesji WIG20 zyskał już 3,09 proc. Patrząc na zmiany cen poszczególnych spółek można pomyśleć, że na GPW trwa w najlepsze hossa.