Bez względu na wybory i działania polityków gospodarka w minionym roku miała się dobrze. Jedynie wzrost PKB nie dopisał. Nie dość, że był niższy od planowanego, to w dodatku znacznie niższy niż w 2004 roku.
Nerwowa sytuacja na salonach politycznych i coraz bardziej zadłużone państwo nie przeszkadza jednak naszemu narodowemu parkietowi w kontynuacji hossy. Coraz więcej firm chce być notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Money.pl podsumowuje dziś rok 2005 na krajowym parkiecie.
Święta i koniec roku są okazją do zadumy i podsumowań. Dla dzieci jednak aspekt metafizyczny jest nieistotny. Ich interesuje tylko co znajdą pod choinką lub choineczką - jak mawiają specjaliści od zdrabniania z branży telefonii komórkowej. Podobnie jest z inwestorami giełdowymi.
Wzrost kursów spółek na początku roku, nie wynikający z logicznych przesłanek, nazywamy „efektem stycznia”. Oczywiście ten fenomen można racjonalnie wytłumaczyć, trzeba jednak pamiętać, że nie jest to zasada ścisła i sprawdzająca się za każdym razem.
Czasem już tak jest, że czekamy na korektę, która nie przychodzi. Obserwując przebieg kilku ostatnich sesji można zwątpić w to, że kiedykolwiek nadejdzie. Niestety takie są prawa rynku, że do korekty dojść musi. Na razie jednak inwestorzy nie pozwalają spaść indeksom.
Tydzień zaczął nam się od wzrostów. Widocznie inwestorzy uznali, że jak spadać, to z wysokiego konia. W efekcie zanotowaliśmy 8 nowych rekordów na głównych indeksach WGPW.
Przebieg notowań w tym tygodniu powinien być swoistym barometrem siły rynku w najbliższym czasie. Jeśli rynek zachowa względną równowagę można być pewnym dalszych wzrostów, ale dopiero na początku przyszłego roku.
No i wykrakaliśmy. We wczorajszym komentarzu udało się przewidzieć spadki na rynku w końcowej części sesji. Należy podkreślić, że stało się to możliwe dzięki spadkom na akcjach KGHM, dotychczasowej lokomotywy wzrostów. Inwestorzy uważali, że walory te są już dość mocno przewartościowane, stąd spadek na czwartkowej sesji tych miedziowych walorów o 1,7 proc. Spadki zaliczyły również walory Prokomu, PKO BP, oraz Orlenu.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz dla czwartkowej sesji to kontynuowanie wzrostów, ale tylko w pierwszej części sesji. Po południu przewagę powinni zdobyć sprzedający. W piątek będziemy mieli niestety do czynienia raczej ze spadkami.
Generalnie na rynku z tak niskimi obrotami każdy scenariusz jest prawdopodobny. Najbardziej jednak ten, że rynek będzie dryfował aż do początku stycznia, nieznacznie tracąc na wartości.
Wszystko przemawia za tym, że we wtorek na GPW nadal będziemy mieli do czynienia ze wzrostami, co oznacza że będziemy mieli nowy rekord na WIG20.
Początek tygodnia na warszawskim parkiecie powinien być zdominowany przez wzrosty, które większość graczy wykorzysta do zamknięcia swoich pozycji. W efekcie od czwartku większość indeksów powinna zacząć spadać.
Piątkowa sesja nie powinna się okazać zbyt ciekawa. Należy się spodziewać raczej delikatnych spadków zarówno indeksu WIG, jak i wspomnianego wcześniej WIG20. Uwaga kapitału spekulacyjnego będzie się zapewne skupiać na akcjach spółek średnich, dzięki czemu indeks MIDWIG może znowu zyskać trochę punktów.
O ile łatwo było przewidzieć korektę jaka nastąpiła na środowej sesji na walorach Budopolu i Capital Partners, o tyle sytuacja na parkiecie staje się coraz mniej przewidywalna. Zagadką jest dalsze zachowanie się indeksów i poszczególnych spółek.
Na wtorkowej sesji warszawskiej GPW najwięcej zyskały akcje dwóch spółek: Budopolu i Capital Partners. Poszukując czarnego konia najbliższych notowań giełdowych warto zwrócić uwagę na Computer Service Suport.
Wczorajsze spadki sprowadziły indeks WIG20 poniżej ważnych wsparć. Nie ma się specjalnie czemu dziwić, gdyż ostatnie wyniki finansowe największych spółek rozczarowały. Wygląda jednak na to, że naszą narodową specjalnością stają się giełdowe średniaki.