Jeśli ktoś będzie tego żałować, że byliśmy potęgą węglową w Europie, to przypomnę, że za Piasta Kołodzieja byliśmy tysiąc lat temu potęgą w kołodziejstwie, czy też w bednarstwie. I też już nie jesteśmy.
Po ćwierćwieczu sukcesów liberalnej ekonomii - od początku lat 80. ub. wieku do połowy obecnej dekady - pojawiło się coś na kształt zbiorowej amnezji.
Do łask powracają rozmaite pomysły, przerabiane już przed laty. Z fatalnym zresztą skutkiem.
Kawaleryjska polityka prezydenta Sakaszwilego, to jedno, rosyjskie zachowanie w i wobec Gruzji to drugie, a polityka energetyczna Polski to jeszcze coś innego.
2/3 naszego eksportu to zasługa oddziałów i filii firm międzynarodowych. Ich eksport oparty jest na wysokim poziomie inwestycji, wysokim poziomie wykorzystania mocy produkcyjnych.
Niektóre polskie regiony rozwijają się tak szybko, że mogą już w nieodległych latach utracić prawo do unijnych dotacji. Przyznaje się je bowiem tylko regionom, których PKB na mieszkańca jest niższy o określony procent od średniej unijnej.
Wiele mówi się i pisze o niedoinwestowaniu energetyki.
Lord Acton, dziewiętnastowieczny brytyjski historyk, sformułował niegdyś sentencję, że władza korumpuje, zaś władza dyktatorska korumpuje absolutnie.
Przedsiębiorca wtedy ma szanse osiągnięcia zysku, gdy jego starania spotykają się z odzewem społecznym w postaci popytu.
Polityka antyinflacyjna wymaga od rządzących cięć w budżecie i restrykcji monetarnych.
Nie wiem, czy to nadejście sezonu ogórkowego, czy wieczna potrzeba epatowania sensacjami spowodowała wysyp artykułów i wypowiedzi o tym, jak to straszne rzeczy dzieją się z emeryturami z tzw. drugiego filara.
Przez Polskę przetoczyła się fala typowego ekologicznego dmuchania w gwizdek.
Irlandzkie nie eurotraktatowi dało okazję do wielu bardzo nierozsądnych wypowiedzi zarówno co do przyczyn owego nie, jak i co do jego skutków.
Tyle mamy siły związków zawodowych, ile państwowej własności. Tak samo wypłacania poborów za okres strajku.
Jakiś biskup anglikański obwieścił wszem i wobec, że ci, którzy nie walczą z globalnym ociepleniem są równie źli, jak austriacki potwór Fritzl, ponieważ tak samo nie dbają o przyszłość swoich dzieci.
Nie przedsiębiorcy, ale urzędnicy mają najwięcej do stracenia przy budowaniu infrastruktury drogowej. Grozi im zainteresowanie ze strony NIK lub prokuratury. Nagrodą zaś może być jedynie pozostanie na stanowisku.
Jeszcze kilka lat temu Wielka Brytania wymieniana była wraz z USA, Nową Zelandią, Irlandią i Australią wśród najbardziej liberalnych zachodnich gospodarek.
Dzielni, acz mało rozsądni obrońcy antyprywatyzacyjnych okopów, nie wierzyli, że alternatywą do wszyscy jest właśnie nikt. I tak najczęściej potoczyły się losy tych przedsiębiorstw, które bankrutowały jedno po drugim.
Nawet fura publicznych pieniędzy, połączona z najlepszą wolą urzędników, nie wygr z siłą oddziaływania prywatnej własności.
Warto zastanowić się jednak, co nas czekałoby, gdyby tak dostał zadyszki.