Zapowiedzi niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta, iż będą działać na rzecz pozostawienia Grecji w strefie euro, a także słowa szefa Europejskiego Banku Centralnego, który dał do zrozumienia, iż Grexit nie jest brany pod uwagę, to najczęstsze wytłumaczenia dzisiejszego odbicia na rynkach, które można znaleźć w rynkowych komentarzach.
Wyjście Grecji ze strefy euro staje się coraz bardziej prawdopodobne. Inwestorzy bardziej obawiają się jednak czegoś innego.
Coraz więcej inwestorów szykuje się na nowe wybory w Grecji. Przez to euro traci.
Po tym jak szef PASOK zrezygnował w sobotę z misji utworzenia nowego rządu, a niedzielne negocjacje z inicjatywy prezydenta Karolosa Papuliasa nie przyniosły porozumienia, dramatycznie wzrosło prawdopodobieństwo rozpisania nowych wyborów na czerwiec.
Bardziej spekulacyjnie nastawieni inwestorzy nie będą pchać się w coś, co nie daje aż tak dużych stóp zwrotu, a wiąże się z coraz większym ryzykiem.
Na koniec maja można oczekiwać, że euro będzie kosztować 4,35 zł, a pod koniec wakacji kurs wspólnej waluty może wzrosnąć do 4,50-4,60 zł.
Obawy, iż szef lewicowej SYRIZY będzie chciał mieć swój czas w mediach okazały się słuszne.
Kluczowe pytanie, które zadaje sobie wielu inwestorów brzmi – czy obserwowane w końcu kwietnia wyraźne wyjście notowań górą.
Nieco lepsze dane o dynamice nowych zamówień w niemieckim przemyśle w marcu stały się pretekstem do wybicia notowań ponad poziom 1,3030.
Na rynek wróciły spekulacje na temat QE3, abstrahując od faktu, iż podstawy do takiego ruchu ze strony FED nie są zbyt duże.
Argumenty, jakie przytoczyli analitycy agencji S&P uzasadniając cięcie ratingu dla Hiszpanii nie powinny być żadnym zaskoczeniem – timing samego posunięcia tak, ale nie oczekujmy, że agencje będą precyzyjnie zapowiadać swoje ruchy.
Czy Helikopter-Ben znów wybawi rynki decydując się na kolejny dodruk pieniądza? Oczywiście, że nie, ale nadzieja zawsze jest – na to liczą niektórzy inwestorzy w efekcie dziś rano dolar nieznacznie traci na wartości.
Informacje na temat wyników aukcji obligacji organizowanej przez EFSF, jakie pojawiły się około godz. 15:30, stały się dodatkowym pretekstem do wzrostów wspólnej waluty.
Negatywne nastroje wywołane przez złe wieści z Europy, zaczynają ustępować „nadziei" związanej z kończącym się jutro posiedzeniem amerykańskiego FED.
Słabsze dane z europejskiego przemysłu sugerują kolejną odsłonę problemów, jakie będą czekać strefę euro w najbliższych miesiącach.
Inwestorzy są teraz w klinczu, ale to nie może potrwać wiecznie.
Plotki na temat możliwego cięcia ratingu Francji przez agencję Moody's z gruntu należało uznać za mało wiarygodne. Niemniej trafiły na podatny grunt, gdyż inwestorzy czują coraz większy strach przed potencjalną wygraną eurosceptycznego Francois Hollande'a w wyborach prezydenckich, a pierwsze rozdanie już w najbliższą niedzielę -22 kwietnia.
Opublikowane dzisiaj wyniki aukcji hiszpańskich i francuskich obligacji nie stały się mocnym impulsem dla rynku.
Rentowności obligacji Hiszpanii dynamicznie pną się w górę, ciągnąc za sobą pozostałe peryferia (głównie Włochy).
Przyczynić się do może wystąpienie Bena Bernanke, które ma być poświęcone walce z kryzysem finansowym. W kontekście ostatnich mieszanych danych z USA i częściowo gołębich wypowiedzi członków FED może ono wyraźnie zaważyć na rynkach.