
Autor: Anna Anagnostopulu
Mój wujek, pół Grek, pół Polak, zwykł mawiać: Kultura wyszła z Grecji i już do niej nie wróciła. Jako osoba mieszkająca nad morzem Śródziemnym od 20 lat, poznał tę prawdę szybciej niż reszta Europy. Unijni komisarze dopiero niedawno zrozumieli, że mottem życiowym współczesnych Greków jest pokrewne hiszpańskiej mańanie wyrażenie: siga-siga.
Grekom się nigdzie nie spieszy. Nie spieszy im się w młodości, bo studia - w tym podręczniki, a nierzadko i akademiki - są darmowe. Nie spieszy im się w pracy, bo jeszcze do niedawna raz zdobyta państwowa posada gwarantowała zatrudnienie do końca życia. Nie spieszy się im się wreszcie z płaceniem podatków, bo kraj zżera korupcja. Przekonanie o zepsuciu władzy jest na tyle powszechne, że zdrobnienie wyrazu koperta oznacza po grecku łapówkę.
Jedyną osobą, której się w Grecji spieszyło, był Jeorios Papandreu, który za swoją nadgorliwość zapłacił wysoką cenę. Dziedzic politycznej dynastii, która wydała na świat trzech premierów Grecji, jako pierwszy mówi o problemach kraju otwarcie i, co gorsza, na forum międzynarodowym.
To Papandreu przyznał, że odziedziczył po swoich poprzednikach zaniżone statystyki długu publicznego oraz niewydolny system socjalny, którą całą swą słabość obnażył, gdy minął boom turystyczny w kraju. Tymczasem wielu Greków jest przekonanych, że gdyby premier siedział cicho i nadal zamiatał problemy pod dywan, kryzysu by nie było, a unijne dotacje płynęłyby do Grecji szerokim strumieniem.
Choćby więc plan ratunkowy dla kraju podpisało nie pięciu, jak chce Unia, ale i stu greckich polityków, nie ma gwarancji powodzenia reform. Żeby uratować strefę euro nie trzeba jednak wyrzucać Grecji z Unii, czy, jak chcieliby niektórzy, wyprzedawać greckich wysp Niemcom a zabytków Szwajcarom, pozostawiając w kraju tylko kozy i oliwki.
Wystarczyłoby, żeby przeciętny mieszkaniec Aten lub Salonik popijając swoją popołudniową frappe przyznał niechętnie: sami jesteśmy sobie winni i zamiast strajkować, wziął się do roboty. Mam nadzieję, że Lukas Papademos wie, jak przekonać do tego rodaków.
Autorka felietonu jest dziennikarzem portalu Money.pl
| Więcej o problemach Grecji w Money.pl | |
|
Dramatyczny apel. Stawką strefa euro Jeorjos Prowopulos nazwał utworzenie nowego rządu imperatywem. |
|
Grecy przekazują sprzeczne informacje Główne partie polityczne są bliskie porozumienia w sprawie nowego rządu. |
|
Bankructwo Grecji jest nieuchronne Zdaniem ekonomistów takiego kroku nie uda się uniknąć. Spowoduje to wstrząs na rynkach. |
Powyższy felieton nie przedstawia stanowiska redakcji Money.pl - jest wyrazem osobistych opinii autora.
Re: Gdyby premier siedział cicho, nie byłoby kryzysu
Re: Gdyby premier siedział cicho, nie byłoby kryzysu
Re: Gdyby premier siedział cicho, nie byłoby kryzysu
Re: Gdyby premier siedział cicho, nie byłoby kryzysu
Re: Gdyby premier siedział cicho, nie byłoby kryzysu
Re: Gdyby premier siedział cicho, nie byłoby kryzysu
Ba ten kto brał nie tylko nie ma zamiaru oddać, ale dalej jeszcze żąda aby mu dawano.
Niedługo takie stawianie sprawy nazywane będzie "grecki sposób".
Kiedyś Polacy poznali już mentalność Greków. Stad powiedzenie "nie udawaj Greka".