Na skróty
Money.plArchiwumMoim zdaniemPrywatyzacja: lek na całe zło?
2004-04-13 09:52
Prywatyzacja: lek na całe zło?

Prywatyzacja: lek na całe zło?

Autor: Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich

Poleć artykuł:
Niedawno miałem przyjemność uczestniczyć w seminarium na temat usług użyteczności publicznej. Jak ważne są one w naszym codziennym życiu przypominamy sobie codziennie rano: myjemy się wodą z publicznych wodociągów, jedziemy do pracy miejskimi tramwajami i autobusami (szczęściarze z Warszawy - metrem), biegamy od urzędu do urzędu po publicznych chodnikach itd.

W czasie seminarium zastanawialiśmy się jak daleko powinna sięgać w Polsce prywatyzacja, takich i wielu innych usług. Słuszne wydają mi się postulaty zwolenników pozostawienia w rękach państwa firm o charakterze strategicznym, takich jak porty lotnicze czy sieci energetyczne. Nie twierdzę, że nie pomogłaby im przynajmniej częściowa prywatyzacja, jak to ma być na przykład w przypadku słynnej już grupy G8, ale większościowe pakiety powinny pozostać po stronie skarbu państwa. Co z innymi zakładami? Prywatyzować, prywatyzować i jeszcze raz - prywatyzować.

Trzeba też znosić - tam gdzie to możliwe - monopole państwowych molochów. Konkurencja i wolny rynek sprzyjają konsumentom. Współzawodnictwo między dostawcami usług czy produktów zawsze skutkuje większą dbałością o zaspokojenie potrzeb klienta. Co jednak zrobić, jeśli monopolu znieść się nie da, a potrzeba pieniędzy na inwestycje?
Wyobraźmy sobie sytuację w której dokonano prywatyzacji i sprzedaży większościowego pakietu akcji prywatnemu inwestorowi firmy, która jest praktycznym monopolistą na rynku usług telekomunikacyjnych. Dzień po uroczystym bankiecie nowy właściciel ma odpowiedzieć na prośbę mieszkańców osiedla w dużym mieście i z małej wioski. Obie dotyczą tej samej sprawy - budowy sieci telekomunikacyjnej i podłączenia telefonów. Jestem pewien, nie tylko jako prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich, ale również jako prywatny przedsiębiorca, że prośba mieszkańców miasta zostanie spełniona. I z równą pewnością mogę powiedzieć, że mieszkańcy mniejszej miejscowości będą musieli jeszcze długo poczekać o ile w ogóle doczekają się gniazdek telefonicznych w swoich domach. Dlaczego? Wynika to z prostej kalkulacji - podciągnięcie odpowiednich kabli w mieście będzie na pewno kosztowało zdecydowanie mniej (a i zwróci się szybciej) niż gdziekolwiek indziej. A jak świat światem - prywatni inwestorzy działają przede wszystkim dla zysku, choć uczciwie trzeba przyznać, że nie brakuje działań pro publico bono, jednak raczej w innych aspektach życia.

Wydawać by się mogło, że z tej lekcji płynie jasny i logiczny wniosek - nie sprzedawać takich firm za żadną cenę. Cóż jednak zrobić, kiedy państwo nie ma pieniędzy na niezbędne inwestycje, które są obowiązkiem firm działających w sektorze użyteczności publicznej? Kiedy istnieje zagrożenie, że ani w dużym, ani w małym mieście nie będzie telefonów? Współdziałać. To słowo klucz, które jest najlepszym lekarstwem na bolączki polskiego sektora usług użyteczności publicznej. Takie współdziałanie sektora publicznego i prywatnych inwestorów nosi nazwę partnerstwa publiczno - prawnego. W Wielkiej Brytanii taka formuła istnieje już od 1993 roku i w ramach takiej współpracy zrealizowano już projekty o łącznej wartości około 50 miliardów euro. Budowa remiz strażackich, szpitali, przejęcie przez prywatnych inwestorów obsługi zakładów karnych - to tylko niektóre przykłady możliwości jakie stwarza PPP.

W tej chwili trwają międzyresortowe konsultacje na temat ustawy o PPP. W kwietniu trafi on prawdopodobnie pod obrady Rady Ministrów. Co z niego wynika? Po pierwsze, żeby w ogóle mogła być mowa o PPP musi ono dotyczyć sfery publicznej. Na przykład budowa centrum spedycyjnego, nawet jeśli będzie prowadzone z udziałem gminy nie jest partnerstwem prywatno - publicznym, bo ustawowym działaniem gminy nie jest działalność na rynku logistycznym. Taka inwestycja to zwykła komercyjna spółka. Po drugie to partner prywatny ma ponieść lub zorganizować nakład finansowy na wykonanie przedsięwzięcia będącego przedmiotem PPP. Po trzecie inwestor dla PPP musi być wybrany w jawnym procesie, na zasadach konkursu.

Już teraz w Polsce mamy przykłady takiego partnerstwa - na przykład budowa autostrad. Daleko nam jeszcze do brytyjskiego ideału, ale cieszy fakt, że wreszcie jest wola polityczna do wprowadzenia nowych przepisów, które pozwolą nam lepiej funkcjonować na rynkach Unii Europejskiej. PPP oznacza bowiem polepszenie jakości życia nie tylko mieszkańców, ale również i przedsiębiorców, choćby poprzez poprawę stanu naszej infrastruktury - dróg i innych. Przypomnę, że ten właśnie czynnik często wpływa na przegraną Polski w wyścigu o zagraniczne inwestycje.
Z partnerstwa publiczno - prywatnego płyną właściwie tylko korzyści, dlatego Konfederacja Pracodawców Polskich apeluje o jak najszybsze uchwalenie konsultowanego teraz projektu ustawy.

Konfederacja Pracodawców Polskich to duża organizacja. Przez 15 lat swojej działalności cały czas aktywnie się rozwijała, a naszą dumą są nasi członkowie. Wśród nich 85 procent stanowią przedsiębiorcy prywatni. Pozostałe 15 procent to duże i bardzo duże firmy państwowe, działające w tak zwanym sektorze publicznym. Myślę o kopalniach, hutach, kolejach. To firmy, które działają na zasadzie przedsiębiorstw komercyjnych, których właścicielem jest państwo lub związki publiczno - prawne o charakterze lokalnym. Zatrudniają około 3 milionów Polaków. Po 15 latach prywatyzacji w Polsce wciąż istnieje ponad 1700 spółek z udziałem skarbu państwa oraz ponad 1600 przedsiębiorstw państwowych. Te liczby dobrze oddają znaczenie własności publicznej w naszej gospodarce. Rządowa strategia gospodarcza zakłada dalszą prywatyzację tych firm. W przyszłym roku udział własności publicznej w gospodarce ma wynosić od 10 do 15 procent.

Nigdy nie będzie tak, że państwo pozbędzie się wszystkich swoich zakładów. Takie myślenie to utopia. Warto przypomnieć zwolennikom całkowitej liberalizacji rynku, że prawdziwa różnica między usługami użyteczności publicznej, a innymi usługami polega na tym, że państwo ma obowiązek zapewnienia każdemu obywatelowi dostępu do pakietu pewnych podstawowych usług. Wychodząc z założenia, że istnieją racjonalne podstawy funkcjonowania obok firm prywatnych i tych które prowadzone będą w systemie partnerstwa publiczno - prywatnego, firm państwowych, należy dążyć do tego, aby te ostatnie zostały w pełni poddane działaniom rynku, ukierunkowane na osiąganie zysków i poddane normalnym siłom konkurencji. Wymaga to zarówno wprowadzenia twardych ograniczeń budżetowych jak i zasady jak najpełniejszego samofinansowania. Konfederacja Pracodawców Polskich takie działania wspierała, wspiera i będzie wspierać, pro publico bono.
Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich

Powyższy felieton nie przedstawia stanowiska redakcji Money.pl - jest wyrazem osobistych opinii autora. 




Wodociagi w Poznaniu nie są "publiczne" a "grobelne"

vv / .* / 2004-07-13 16:25
...cokolwiek to by nie znaczyło :)))

Re: Prywatyzacja: lek na całe zło?

gulugul / .* / 2004-04-21 10:36
W Finlandii tereny pozamiejskie były dramatycznie słabo ztelefonizowane - dopiero gdy państwowa telekomunikacja została sprzedana prywatnym firmom Finowie osiągneli 2,5 telefona na obywatela.

Re: Prywatyzacja: lek na całe zło?

ek / .* / 2004-04-17 08:37
Cóż za laik te banialuki pisał?Pojęcie duże i małe przedsiębiorstwo, to pojęcie względne. Dla rekina, to Orlen za mało, natomiast dla Koziej Wólki, były państwowy Zakład szewski to dużo.Również i pojęcie Skarbu Państwa jest bzdurą. Jeżeli zakład mieści się na terenie określonej gminy - na które to regiony podzielona jest cała Polska - to zakład, tak jak grunt powinien być własnością gminy. I to ona będzie decydowała o tym czy gospodarować, czy też sprzedać lub wydzierżawić. Gminy posiadając potencjał przemysłowy przejmą odpowiedzialność za bezrobocie. Taki stan wpłynie na likwidację centralnej administracji w 70 %, która nie będzie miała czym "zarządzać". O tym czy sprzedawać, decydować mieli właściciele, czyli naród, a nie pajace, które za łapówy sprzedały majątek za parę groszy, a naród pozostał bez kapitału. Administracja środki te przeżarła.

Re: Prywatyzacja: lek na całe zło?

jwm / .* / 2004-04-15 08:50
No cóż, skoro plajtują sprywatyzowani, to jednak w polskim wykonaniu to plater na protezie.

Re: Prywatyzacja: lek na całe zło?

Piotr z Wybrzeża / .* / 2004-04-13 16:03
Co to za debilizm skrajny.Takie opinie , że trza wszystko oddać darmo prywaciarzom.Niestety panoczki, ze służby zdrowia na przykład, nie da się uczynić dochodowego interesu, co chcą ci rządziciele nasi [ nie nasi ]. Bo wówczas redukcja kosztów to była by redukcja ciężko chorych. Wiadomo, pawulon i polskie pogotowie, a dalej to ju "skórki"...Taka jest Polska. Reforma służby zdrowia , polegająca na ściąganiu maksymalnej składki , przy jednoczesnej redukcji systemu opieki zdrowotnej do postaci propagandowego kadłubka, i przachwytywaniu tej składki przez : administrację zdrowia, tzw. fundusze i układy wysysania kasy z budżetu, to istota reformy.TO SAMO TYCZY SIĘ REFORMY EMERYTALNEJ !!!! Tylko jej skutki są , będą odłożone w czasie, czyli WYDYMANIE NARODU Z EMERYTUR odbędzie się za 20-30 lat . I się nie łudźcie , że tu , tam coś ktoś zmieni. Celem było wydymanie narodo polskiego z : małego przemysłu terenowego, dającego miejsca pracy w powiatach, średniego przemysłu i handlu , dającego miejsca pracy w ogóle , i wielkiego przemysłu typu huty i kopalnie i inne , które oprócz tego co powyższe , stanowiły o stabilności gospodarczej i walutowej jako takiej.
George / .* / 2004-04-17 08:23
To jest niezłe: "kopalnie i huty stanowiły o stabilności gospodarczej i walutowej". A jak ustabilizowały kraj, widzieliśmy to w latach 80-tych.
move54 / .* / 2004-04-13 16:14
Autor tego "komentarza" cierpi na rozdwojenie jazni: najpierw twierdzi, ze nie powinno sie prywatyzowac, a potem wskazuje na polityczne przekrety panstwowe na wielka i mala skale. Wlasnie z powodu upolitycznienia gospodarki trzeba ja sprywatyzowac. Takich paranoi jak NFZ, ZUS czy Poltax nie uniknelo sie NIGDZIE, nawet w cytowanej Wielkiej Brytanii, gdzie "sluzba zdrowia" dziala nawet gorzej niz u nas, czy we Francji (gdzie jeszcze wieksze paranoje niz u nas sa na porzadku dziennym). Jednym z powodow, dla ktorych trzeba sprywatyzowac niemal wszystko, jest niemoznosc efektywnego dzialania panstwa w ogole, z zasady i z doswiadczenia.

Re: Prywatyzacja: lek na całe zło?

on / .* / 2004-04-13 14:44
No tak, a potem przyjdzie obcy kapital i wszysko pozamiata. Wystarczy spojrzec na zwolnienia w TP SA. A co bylo w Banku Zachodnim WBK. To samo. Prywatyzacja = bezrobocie dla kolejnych Polaków
move54 / .* / 2004-04-13 16:18
Jezeli w panstwowym przerosty zatrudnienia sa tak absurdalne, to nie ma innej drogi. Jeden konsultant polskiej firmy, ktora restrukturyzowala duzy panstwowy "bank", twierdzi, ze znalezli taki proces, ktory mogl byc z powodzeniem wykonany przez jedna kobiete, a wykonywalo go kilkadziesiat kobiet. Ogolnie, nie jest tak zle, bo racjonalizacja (czytaj w polskich warunkach: obnizenie) zatrudnienia pozwala na podniesienie produktywnosci firm. Konkurencja obniza ceny, w rekach klienta zostaje wiecej pieniedzy i zatrudnieni moga znalezc zatrudnienie gdzie indziej. Taki mechanizm dziala chocby w USA, gdzie przy polityce "hire and fire" (zatrudniaj i zwalniaj) bezrobocie wynosi w tej chwili ok. 5.2%. Cos za cos - albo obniza sie bezrobocie w dlugim terminie, albo w krotkim. W Polsce metoda "chronienia" zatrudnienia dala bezrobocie rzedu 20%. Chroncie dalej.
kjh / .* / 2004-04-13 16:32
Niestety, dla znakomitej wiekszosci z nas - Polakow - liczy sie to, co mamy dzisiaj. Nikt nie patrzy w przyszlosc. Co mnie interesuje nadzieja, ze za kilka lat bedzie lepiej, skoro dzisiaj nie ma pracy, bo wyrzucono mnie ze sprwaytzowanego molocha. Ja chce zyc dzisiaj. I nie zycze nikomu, bo spotkal go wlasnie taki sam los. A prywatyzacja - kazda wlasnie sie z tym wiaze
Kuba / .* / 2004-04-16 18:43
Heh - imho dziwne (choć bardzo powszechne) myślenie. "Jakim prawem jakiś zasrany prezesik ma mnie wyrzucić ze SWOJEJ firmy, bo mu już jestem niepotrzebny. A co mnie opchodzi że on ma przerost zatrudnienia. Mnie się należy praca i koniec." Część molochów trzyma się tylko dzięki dotacjom państwa. Czyli albo restrukturyzacja albo wykopyrtnie się cała firma. Doskonale rozumiem strach przed zwolnieniem, ale nie rozumiem ludzi którzy winią zarząd, że ich zwolnił. Zatrudniając się u kogoś jesteś niestety zależny od jego widzi mi się. Załuż własną firmę i sytuacja ulegnie zmianie ;)pozdrawiam

Re: Prywatyzacja: lek na całe zło?

George / .* / 2004-04-13 14:31
Pan prezydent KPP raczył sobie zażartować, podając autostrady jako argument za PPP. O ile znam życie, PPP zawsze będzie prowadziło do mniejszych lub większych "przekrętów", szczególnie w Polsce, kraju w którym kombinatorstwo i skłonności kryminalne wrosły w tkankę społeczną i stały się jej integralną częścią. Ostatecznie cały czas w polityce i gospodarce decydujący głos mają ludzie, których moralność została ukształtowana w PRL-u i którzy nabyte skłonności w pełni mogli rozwinąć i wykorzystać dopiero w tzw. III RP. Moim zdaniem - teza autora o konieczności prywatyzacji jest jak najbardziej słuszna z tym, że musi być bezwarunkowa. Jedynymi zdaniami państwa są: ustanawianie praw i dbanie o ich respektowanie oraz obrona kraju. Teza o koniecznych czy też jak mawiają miłośnicy państwowych gospodarek - naturalnych monopolach jest błędna i niemożliwa do obrony.

Podobne artykuły
Najnowsze w Money.pl