
Autor: Maciej Miskiewicz
Prezes PiS wygłosił wczoraj małe kontrexpose. Przedstawił swoją wizję strategii, jaką rządzący Polską powinni przyjąć, by zwycięsko wyjść z konfrontacji z wyzwaniami jakie stawia przed nami coraz bardziej nieprzewidywalna rzeczywistość.
Oprócz intrygujących stwierdzeń o braku wody w naszym kraju i emerytalnej ruletce w OFE - podobno tylko jeden na trzydziestu odkładających na starość ma szansę na godziwe wypłaty - znalazła się też konkretna deklaracja. Jarosław Kaczyński nie chce, by Polska wchodziła do strefy euro.
I tu prezes PiS ma rację. Gdy eurozoną targa kryzys o niespotykanych wcześniej rozmiarach i trudnych do przewidzenia skutkach, pchanie się do takiego towarzystwa byłoby świadectwem dalece idącej nieroztropności.
Problem tylko w argumentacji. Lider największej partii opozycyjnej powołuje się na przykład Czech, których rząd podobno stwierdził, że dziś sytuacja jest już inna niż wtedy, gdy podpisując traktat akcesyjny - podobnie jak Polska - nasi południowi sąsiedzi zobowiązali się do przyjęcia wspólnej waluty. Zapisanym wówczas zobowiązaniem nie trzeba się więc przejmować.
Co dalej z kursami walut?
Czytaj prognozę dla złotego
To argument, delikatnie rzecz ujmując, dyskusyjny. Idąc tym tropem, każdy kto wziął kredyt we franku w banku, gdy szwajcarska waluta dołowała na poziomie 2 zł, dziś, gdy CHF kosztuje ponad 3,6 zł mógłby stwierdzić, że spłata pożyczki to już nie jego sprawa.
Podobnie zajmujący się wypłatą dotacji, unijni urzędnicy z Brukseli którzy akceptują wnioski o dofinansowanie budowy nowych dróg i wsparcie dla rolników, mogliby argumentować, że dziś Polska to już zupełnie inny kraj niż w 2004 roku. Pieniądze więc nam się nie należą.
Kluczowy argument jest zupełnie inny. W obecnej sytuacji nawet euroentuzjaści muszą przyznać, że możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na zmieniające się okoliczności poprzez prowadzenie własnej polityki walutowej - nawet za cenę niepewności która szarga nerwy kilkuset tysięcy polskich rodzin zadłużonych we frankach i euro - jest czymś wyjątkowo cennym. Bo gdyby instrukcje płynęły z Brukseli, kłopot mógłby być dużo większy.
Na szczęście wiele wskazuje na to, że: prezydent Komorowski, premier Tusk i minister Rostowski zdają sobie sprawę z tego, że dopóki pożar w eurolandzie nie zostanie ostatecznie ugaszony, mówienie o jakiejkolwiek realnej perspektywie przyjęcia wspólnej waluty nad Wisłą jest równie uzasadnione, co nadzieje na to, że w Warszawie będziemy mieli Budapeszt.
Autor jest dziennikarzem Money.pl
Zajrzyj na fanpage autora na Facebooku
| Czytaj więcej o kłopotach strefy euro |
|
|
Francja chce zwiększenia roli EBC Deklaracja padła na kilka godzin przed miniszczytem francusko-niemiecko-włoskim w Strasburgu. |
|
"Traktat UE jak puszka Pandory". Nie otwierać Wspólne papiery byłyby ratunkiem dla krajów z problemami finansowymi, bo gwarantowałyby je państwa z najwyższą oceną wiarygodności. |
Powyższy felieton nie przedstawia stanowiska redakcji Money.pl - jest wyrazem osobistych opinii autora.
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
nIe spelniamy warunków do wejścia i w związku z tym nie jest to sprawa szybka. Gdyby jednak rząd ogłosił że chcemy jak najszybciej wejśc do strefy euro wraz z określeniem kursu równowagi po jakim bylibyśmy skłonni przystąpić - np 3,60 lub 3,80 pomogłoby to ustabilizować złotego. Ponadto wszelkie procesy integracyjne odbędą się bez nas. Wolę żeby Polska była biedakiem na dorobku niż królem slumsów.
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
Gdyby dziś pojźrał z grobu po ojczyźnie swojej,
Zawołałby co garła: Wracam znowu, skądem,
Żebym tak srogim z Polską nie ginął nierządem
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
Re: Zgadzam się z Kaczyńskim w sprawie euro
"...Dochodzą do mnie różne plotki na temat finansów Jarosława Kaczyńskiego, ale nie tylko z plotek widać, że Jarosław Kaczyński prawie zbankrutował. Oświadczenie majątkowe mówi więcej niż plotki, nie ma już 110 tysięcy oszczędności, pojawiło się 200 tysięcy długu. Dotąd własnościowe mieszkanie zmieniło status, Kaczyński zbył 1/6 znanej kwatery na Żoliborzu. Powód tej finansowej zapaści, jak głosi plotka, jest jeden – Jarosław walczy o życie swojej matki i nie zastanawia się nad kosztami. Plotkuję na wstępie, ponieważ w nawale komentarzy, analiz i tym podobnych niewiele kosztujących sądów, często zapominamy, że za politykiem, przynajmniej niektórym, kryje się, mimo wszystko, przysłowiowy człowiek. Patrząc na człowieka Kaczyńskiego, choćbym nie chciał, ciarki mi biegną po grzbiecie, nie zamieniłbym się na jego fatalne położenie. Zabawne media i usłużni celebryci z Hołdysem na czele, nie puszczają żadnego tematu. Ostatnio pan muzyk wyśmiał zgon Alika, w końcu okazja jak każda inna, a nawet więcej niż każda inna, bo wyjątkowo zabawna. Brat odszedł w okolicznościach, które każdego żyjącego brata muszą, jeśli nie rzucić na glebę, to przynajmniej na kolana. Matka jest ostatnią osobą, z którą kaleki emocjonalnie Kaczyński, czuje więź emocjonalną. Wątpię, aby podobnie było z Martą Kaczyńską i tak daleko grzebać w psychice Kaczyńskiego nie chcę, ale na pewno nie jest to człowiek wylewny i poukładany „uczuciowo”. Jest jaki jest i jego rzecz, mnie interesuje kontekst osobistych przeżyć, ponieważ tutaj również, jeśli nie przede wszystkim dopatrywałbym się ostatnich ruchów politycznych Kaczyńskiego. Pewnie zabrzmi to mało elegancko, ale obok silnej emocji skierowanej do matki, drugą silną emocję Jarosław Kaczyński kieruje do partii. Ostatnia miłość Kaczyńskiego, to jego dziecko – PiS.
Byłaby przesada w tym porównaniu gdyby Jarosław nie zachowywał się w kwestii PiS, tak jak zachowują się najbardziej zapobiegliwi, a być może przewrażliwieni rodzice. Każdy kto zbliży się do dziecka Kaczyńskiego, zostanie przegoniony, odpędzony, warknie się na niego, podniesie krzyk. Jak już pisałem wcześniej, fatalnym przykładem do ilustracji tego stanu rzeczy jest Ziobro z Kurskim, na tych akurat warczałbym dość głośno. Gorzej, że partyjny instynkt macierzyński Kaczyńskiego, płoszy nie tylko ludzi-wilki, ale odstrasza ewentualne nauczycielki, trenerów, promotorów i przyjaciół dziecka Kaczyńskiego. W efekcie wokół PiS kręci się parę wiejskich bab z dużym cycem, które do pozamiatania chałupy, czy uwarzenia zalewajki i niczego więcej się nie nadają. Jarosław Kaczyński jest wszystkim dla swojego dziecka i jego dziecko dla niego. Niańczy, uczy, trenuje, przyjaźni się, ale taka ślepa miłość jest klasycznym inkubatorem. Każdy odpowiedzialny rodzic wie, że dziecko musi uczyć się życia z rówieśnikami, musi sobie radzić w grupie, musi samodzielnie zawiązywać sznurowadła, trzymać nóż w prawej ręce i widelec w lewej. Powinno przyprowadzać do domu swoich kolegów i koleżanki i samo składać rewizyty. Gdy dziecko jest pozbawione tych narzędzi socjalizacyjnych, zwyczajnie dziczeje i bez inkubatora ginie. Dokładnie tak się dzieje z PiS, jeśli patrzeć na tę partię jako oddzielny podmiot widać całkiem przyzwoitą formację, jak na polskie warunki, a już na pewno jedyną, na którą w ogóle da się patrzeć. Natomiast gdy wypuścić PiS na polityczne podwórko, wróci z podpitym okiem, usmarkanym nosem i stłuczonym kolanem. Wtedy ojciec i matka, Jarosław Kaczyński, utuli, pogłaszcze, pogoni ostatnich kolegów pytających, czy PiS może wyjść na podwórko.
Rozumiem Kaczyńskiego jako człowieka, wręcz zastanawiam się nad fenomenem mechanizmu psychologicznego w jaki wyposażyła go Bozia. Z jednej strony kompletne kalectwo emocjonalne, z drugiej niesamowita, nieludzka siła determinacji, wola przetrwania i zachowania swoich pozycji. Niestety dramat osobisty Jarosława Kaczyńskiego jest jednocześnie dramatem politycznym i chyba czas najwyższy, żebym napisał dlaczego się w tym w ogóle grzebię. Otóż wysłuchałem w ciągu jednego dnia, bardzo dobrego przemówienia Kaczyńskiego, dotyczącego kryzysu. Prezes podzielił kryzys logicznie i dokładnie tak jak on wygląda. Żadna rewelacja, podział sam się narzuca: kryzys światowy, kryzys europejski, kryzys polski. Do tego podziału przypisał możliwe reakcje, nie będę ich tu szczegółowo streszczał, podam jeden przykład. Lekarstwem na kryzys europejski jest zakaz pedałowania do strefy euro i wykorzystywanie środków europejskich, dopóki da się je wyrywać, przy ty stanowcze odcięcie od interesów banków francuskich i niemieckich. Banały? W zasadzie tak, tylko nikt, poza Kaczyńskim, głośnie nie chce tego powiedzieć. W zamian w znanej telewizji nastąpiła całkowita redukcja roli eksperta, przy zachowaniu siły eksperckiej. Wychodzi jakiś krawciarz w czerwonych szelkach i dosłownie tak recenzuje: „Absolutnie fałszywa diagnoza i całkiem niepoważne leka
Po co go tak "rozbierać", szkoda czasu i klawiatury.
Leśnych Dziadków jest w Polsce wiele, tyle ze żyją z prawdziwej pracy, renty czy emerytury, a nie z kuglowania w polityce bez żadnych efektów dla tych, którzy go utrzymują - czyli nas, niebogatych obywateli.
Na swoje mizerne usprawiedliwienie ma chyba to, że bardzo podobnie zachowuje się olbrzymia większość tych z tzw "klasy politycznej", jak się sami- rozśmieszająco - nazwali.
Ten podział kryzysu powinna stanowczym akademickim tonem wypowiedzieć jedna pani profesor, a drugi pan profesor w studio TVN winien miażdżyć dyżurnego Niesiołowskiego, Piterę, czy Szejnfelda. Kaczyńskiego już się nawet nie chce sprzedajnym żurnalistom miażdżyć, wystarczy im jedno zdanie i mają fajrant. Z kolei profesorowie nie garną się do prezesa, bo za Błaszczaków, Kuchcińskich, Suskich oczami świecić nie chcą i ja się im zupełnie nie dziwię. Ci profesorowie nawet gdyby byli, musieliby się tłumaczyć, z wierszyków o wielkim prezesie, deklamowanych przez góralską dziatwę. Gdyby dziecko Kaczyńskiego miało odpowiednie guwernantki, jedna z nich przyjechałby pierwsza na Podhale i mając pojęcie jak funkcjonują media, bez trudu wybiłaby senatorowi Kogutowi dziecięce czapkowanie, które dowodzi, że Jarosław jest mężem stanu. Żal patrzeć, jak jedyna dająca się akceptować partia polityczna, ślepą miłością swojego prezesa, nie daje sobie pomóc i non stop wraca usmarkana z podwórka. Proszę ewentualnych komentujących, aby się dwa razy zastanowili, zwłaszcza przed pisaniem łatwych recenzji pod tytułem zajmijmy się kryzysem, bo ja właśnie zająłem się kryzysem. Dwa potężne obozy: Komorowski i Tusk szarpią polskie sukno i wycierają nim na przemian niemieckie oficerki i ruskie walonki. Jeden prezes w roli człowieka od wszystkiego, nie jest w stanie temu zapobiec. Ten, który uważa, że Polska i PiS to jedno, jest po prostu głupi, natomiast ten, który uważa, że PiS może pomóc Polsce powinien do prezesa dotrzeć, prośbą, groźbą, lamentem, łomotem i głaskaniem, jak kto potrafi. Ja kolejny raz spróbowałem jak umiem.
..."
Z blogu Matki Kurki
A nasza złotówka stabilna
Bo te wypowiedzi nie odzwierciedlają realiów a teorie. Socjalizm budowany o teorie upadł
Ile lat ma? 2008 rok pamięta? wiele firm zawierało takie transakcje wtedy, pamięta jakie były konsekwencje? Prowadzenie firmy to nie powinna być gra w kasynie Jak myśli??
On pisze o zabezpieczeniu transakcji a a Ty piszesz o spekulacji/
Za oszczędzone 0,5 mln właściciel firmy ma zamiar przyjąć i przeszkolić nowych pracowników.
Akurat!