Obserwując ostatnio losy planu Hausnera oraz zachowanie złotego, zastanawiam się czy aby nie będziemy mieli ataku spekulacyjnego na naszą walutę. Wówczas jedyną obroną może okazać się, tak jak na Węgrzech, znaczące podnoszenie stóp procentowych, co skutecznie zatrzyma nasz wzrost gospodarczy i jeszcze bardziej utrudni przeprowadzenie reformy wydatków publicznych.
Trzeba zacisnąć pasa. Nic nie wskazuje na to, aby wzrosły nasze pensje, a tymczasem ceny pójdą w górę. Na dodatek więcej będziemy musieli oddać fiskusowi. Tak zapowiada się cały 2004 rok.
Lansowany w mediach, genialny w samoocenie, program gospodarczy, szumnie tytułowany „Przedsiębiorczość, rozwój, praca” czas najwyższy pogrzebać pod murem na cmentarzu programów gospodarczych lewicy. Niestety nie będzie to takie proste, coraz mniej wolnych kwater, a chętnych do pochówku inicjatyw rządzącej socjaldemokracji przybywa znacznie szybciej, niż grabarz nadąża z kopaniem grobów
Doły lewicy oraz jej związkowe skrzydła nie chcą żadnych ograniczeń i cięć wydatków. Wg nich to właśnie dystrybucja jest drogą zarówno do sukcesu gospodarczego jak i przyszłego wyborczego. Stąd propozycja ekstra podatku dochodowego min. dla banków i firm ubezpieczeniowych, 50% stawka podatku dla „bogaczy” którzy ośmielają się zarabiać ponad 18 tys. zł. brutto miesięcznie, oraz nowy podatek gospodarczy od obrotu – który mierzy w hipermarkety
Polska funduszami stoi, a raczej się już chwieje, żeby nie powiedzieć dosadniej, że tu i ówdzie leży. Fundusze zdominowały polskie finanse publiczne - cokolwiek praktycznie jest finansowane czy obsługiwane przez państwo, musi mieć swojego pośrednika w postaci funduszu, agencji, specjalnego urzędu o odrębnym budżecie, pozostającemu poza kontrolą centralną
Pierwotnie zamierzałem rozpocząć ten nowy rok od dobrych wróżb na przyszłość. Jednak już na jego wstępie rzeczywistość dobitnie pokazała co nas czeka w nadchodzącym czasie. Rok zaczął się od ... podwyżek cen podstawowych dóbr i usług, a to dopiero początek „sagi cenowej”.
Ponownie postanowiłem napisać o budżecie państwa i finansach publicznych. Robię to w kontekście trwającej ostatnio debaty nad kształtem budżetu na przyszły rok. Rząd i parlament sprawiają wrażenie, iż kwestie bezpieczeństwa finansów publicznych, przekraczania określonych progów ostrzegawczych długu publicznego, czy też wysokość i sposób osiągania deficytu budżetowego nie mają najmniejszego znaczenia dla prowadzonych działań politycznych i ekonomicznych
Brukselski szczyt UE przeszedł do historii. Dokładnie w rok po zakończeniu negocjacji w Kopenhadze, wynikiem których zarówno wg UE jak i rządu polskiego były ciężkie kompromisy zakończone sukcesem, nauka poszła w las. Wystarczyło 365 dni i już żadnego kompromisu nie ma.
Kończy się rok, a udane prywatyzacje można w Polsce policzyć na palcach. Według ostatnich informacji Ministerstwa Finansów, w okresie pierwszych dziesięciu miesięcy 2003 r. przychody z prywatyzacji, które posłużyły sfinansowaniu deficytu budżetowego ukształtowały się na poziomie 1,498 mld złotych, czyli zaledwie 20,2 proc. zaplanowanych przychodów.
Słowacja osiągnęła cel, o którym bez powodzenia marzy większość liberalnych ugrupowań w krajach Europy. Wczoraj parlament tego kraju odrzucił nieoczekiwanie weto prezydenta i przyjął ustawę o jednolitej stawce procentowej podatków PIT CIT i VAT. Stawkę ustalono na poziomie 19%. Słowacja będzie drugim obok Estonii krajem w UE, który zmienia tak radykalnie swój ustrój podatkowy – podatek liniowy od dochodów osobistych oraz tylko jedna stawka podatku VAT.
Instytut Gospodarki Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie przeprowadził we współpracy z IFO Institute for Economic Research w Monachium badanie oceniające sytuację gospodarczą Polski.
Kryzys już się zaczął. I nawet 12% wzrost produkcji przemysłowej (w ujęciu rok do roku) w miesiącu październiku nie jest w stanie, póki co, zmienić mojego zdania. Zdaje się, że inwestorzy giełdowi także podświadomie podzielają moje obawy.
Rząd jest słaby. Boi się kolejarzy i górników. Minister Hausner opowiada o konieczności cięć i oszczędności z jednej strony, a z drugiej hojnie godzi się na wszelkie żądania ze strony związków zawodowych. Związki zaś nie wykraczają swoim horyzontem myślowym poza własne podwórko i najbliższy rok. I nieważne, że za takie rozwiązania płacą inni. Ważne, że władzę i splendory udało się jeszcze raz zachować na najbliższy rok.
W Polsce stworzono kuriozum na skalę światową w dziejach administracji i zarządzania. Zamiast funkcjonalnego systemu, godnego naszych ambicji i wyzwań (mam na myśli pogoń za uciekającą cywilizacją na miarę Chin czy Korei Płd.), zafundowaliśmy sobie biurokratyczne monstrum pożerające coraz większą masę pieniędzy, czasu, przestrzeni i wysiłku.
Ponieważ ostatnio tylko jęczę i jęczę, a efektów w postaci nawrócenia rządzących jak nie było, tak nie ma, to dzisiaj dla odmiany o pozytywach ekonomicznych, jakie wokół nas też się dzieją. Mam tylko nadzieję, że tych pozytywów chociaż na krótki tekst nie zabraknie
Od kilku dni o niczym innym nie słyszę, jak tylko o genialnym planie wicepremiera Hausnera, który to plan uratuje nas przed katastrofą finansów publicznych. Rząd zaczyna być chwalony za odwagę w cięciu wydatków i za coraz lepsze pomysły dla rozwoju naszej gospodarki. Nawet sceptyczni dotychczas analitycy kierują pod adresem wicepremiera ciepłe słowa i życzą mu powodzenia, wszelkie obawy zeszły z kierunku „czy rząd coś zrobi”, na „czy rządowi uda się to zrealizować”.
Rozpoczyna się nowy kwartał. Będzie miał on decydujące znaczenie dla dotrzymania prognoz gospodarczych na ten rok. O ile uzyskanie 3,5% stopy realnego wzrostu PKB jest możliwe do osiągnięcia, to prognozy wykonania tegorocznego budżetu wiszą na włosku. Chyba, że opisywana przeze mnie kilka tygodni temu akcja zamiatania wydatków pod dywan dalej przybierze takie rozmiary jak dotychczas.
Mamy nowe stosy papieru do przeczytania. Rząd bowiem wspólnym wysiłkiem premiera, wicepremierów i ministrów oraz bliżej nie policzonej masy urzędników centralnych przyjął plan wydatków i dochodów na rok 2004, zwany projektem budżetu. Prawdopodobnie będzie to ostatni projekt budżetu z deficytem budżetowym, ostatni projekt socjaldemokratycznego rządu w tej dekadzie
Od tygodnia nie mówi się o niczym innym, jak o dziurze budżetowej 2004 i rosnącym lawinowo długu publicznym, więc ja pragnę dziś zamienić parę słów, ale o realizacji tegorocznego budżetu. Zdaje się bowiem, iż umyka nam wiele cennych spostrzeżeń, a analitycy nie są skorzy zbytnio eksponować tematu. Mimo, iż mowa będzie o tegorocznym budżecie, to jednak wnioski potwierdzają obawy o najbliższą przyszłość roku 2004
Zapewne słyszeli Państwo o słynnym pakcie stabilizacyjnym Euro. Dzięki niemu waluta wspólnej Europy miała stać się oazą spokoju, bezpieczeństwa i rozwoju. Pakt zapewniał równość wszystkich krajów przystępujących do unii walutowej i strefy Euro. Pakt miał dać gwarancję krajom UE, że robią świetny interes pozbywając się części suwerenności i decyzyjności gospodarczej zamieniając waluty rodzime na Euro
Sprawdź zdolność kredytową w 26 bankach!
Porównamy dla Ciebie promocje w kilku bankach! Dajemy gwarancje najniższej raty! więcej »