
Autor: Piotr Pilewski
Money.pl: Tysiąc złotych dla studentów co miesiąc. 14 tysięcy dla uczelni na trzy lata na kształcenie ucznia. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce zachęcić studentów do studiowania, a uczelnie, które oferują kierunki techniczne, do tworzenia nowych miejsc. Jak Pan ocenia ten pomysł?
Profesor Marek Rocki, senator PO, były rektor SGH: Pozytywnie, chociaż nie jestem jego zwolennikiem dogłębnie. Wolę rozwiązania rynkowe - żeby to firmy zamawiały kształcenie, a nie minister. Może się zdarzyć, że minister myli się w swoich wyliczeniach. Może się zdarzyć, że nie tylu inżynierów jest potrzebnych i nie w tych kierunkach.
Dane statystyczne GUS nie muszą być precyzyjne jeżeli chodzi o braki. Mówią ilu pracuje w danej branży, a nie ilu w niej brakuje. Kształcenie inżynierów powinno być powierzone tym, którzy mają zamówienia wprost z przemysłu.
Money.pl: I takie firmy mówiłyby, że po ukończeniu kierunku my zatrudniamy taką osobę?
M.R.: Bywały takie okresy w historii polskiego szkolnictwa wyższego, kiedy funkcjonowały stypendia fundowane przez firmę. Po pierwsze dawało to studentom motywację do podjęcia pracy w tej firmie, która je fundowała, bo jeżeli takiej pracy by się nie podjęło, to trzeba było zwracać te stypendium. Po drugie ukierunkowywały studia pod potrzeby konkretnych firm, a czasami też dawały powody do pisania prac dyplomowych związanych z tymi firmami, co oznaczało transfer wiedzy z uczelni do firm.
To już było niemierzalne, ale z całą pewnością, wpływało na rozwój gospodarki.
Money.pl: Może uczelnie zamiast otrzymywać pieniądze powinny promować te kierunki, które są mniej popularne, za to potrzebne gospodarce?
M.R.: Brak kandydatów odczuwany przez uczelnie na pewnych kierunkach studiów - tych, które przez kandydatów oceniane są jako trudne - może wynikać z braku promocji, ale może również wynikać z braku przygotowania kandydatów na studia.
Ponieważ matematyka nie jest obowiązkowa na maturze, traktowana jest jako przedmiot poboczny w liceach. Może to powodować, że część kandydatów odrzuca z góry te kierunki studiów, które są związane z matematyką. Jako drastyczny przykład podam to, co zdarzyło się kiedyś w SGH. Studentka straciła przytomność na wykładzie z ekonomii jak zobaczyła równanie różniczkowe stochastyczne. Bo ona myślała, że ekonomia jest nauką czysto społeczną i nie wymaga operowania matematyką.
Nieprzygotowanie z tego przedmiotu powoduje kłopoty nie tylko z brakami kandydatów na politechnikę, ale także w innych miejscach.
Konieczna jest też akcja firm, które poszukują pracowników. Jeżeli prawdą jest, że brakuje nam inżynierów, to aktywność powinny wykazać te firmy, które ich potrzebują.
Money.pl: Czy nie ma ryzyka, że dla tysiąca złotych ludzie pójdą na wybrane kierunki nie żeby się uczyć, ale żeby zarabiać? Część młodych ludzie mówi: wszystko jedno jakie studia, ważny jest papier. Gdy nie dostają się na wymarzony kierunek, studiują gdzie indziej tylko po to, żeby studiować.
M.R.: Spodziewam się, że w zamian za stypendium trzeba będzie podjąć pracę związaną z ukończonym kierunkiem. W przeciwnym razie, pieniądze trzeba będzie zwrócić.
Money.pl: A te czternaście tysięcy, które miałyby dostawać uczelnie na wykształcenie takiego studenta, to dużo? Kierunki techniczne to choćby koszty utrzymania laboratoriów.
M.R.: Na trzyletni cykl studiów to niedużo. To raczej wspomaganie dla uczelni niż faktyczne pokrycie pełnych kosztów kształcenia. Przez takie środki nie da się sfinansować infrastruktury. Trzeba pamiętać, że uczelnie od wielu lat nie były dofinansowywane, a czesne, które płacą studenci, pokrywa tylko bezpośrednie koszty studiów - czyli pracę nauczycieli akademickich.
Money.pl: To jaka jest pewność, że znajdą się uczelnie, które będą chciały stanąć do konkursu na rządowe pieniądze?
M.R.: Wygranie w takim konkursie będzie związane z pokazaniem interesującej oferty. To będzie promocja dla uczelni.Szukasz pracownika? Pomożemy Ci !
Ponad 1 400 000 osób poszukujących pracy, ponad 130 000 odbiorców newslettera więcej »
Re: Rocki: Studentów powinny zamawiać firmy, nie minister
Tylko bardzo duże firmy mogą inwestować kapitał w kształcenie przyszłych pracowników i rozwijanie nowych technologii w partnerstwie z uczelniami.
Jeśli chcemy, żeby w Polsce tworzyły się i rozwijały nasze rodzime - na początku małe - przedsiębiorstwa, to musimy zainwestować państwowe pieniądze w edukację.
Re: Rocki: Studentów powinny zamawiać firmy, nie minister
Re: Rocki: Studentów powinny zamawiać firmy, nie minister
Re: Rocki: Studentów powinny zamawiać firmy, nie minister
Profesorze!
Proszę ułatwić działanie uczelniom utrzymywanym ze środków PRYWATNYCH.
Przecież najsłynniejsze uniwersytety i uczelnie techniczne świata są PRYWATNE, o czym pan doskonale wie.
Dyplom Duke, MIT, Harvard, Warton jest ceniony znacznie wyżej niż uniwersytetu stanowego. Sam znam Amerykanów, którzy zaciągnęli poważne kredyty, żeby taki dyplom zdobyć.
Niech każdy robi to, co umie:
firmy niech kupują surowiec ludzki,
a uniwersytety niech ten surowiec produkują jak najwyższej jakości i niech go sprzedają. ZA PIENIĄDZE tych, którzy ten towar chcą kupić.
Dzisiejsze chore "szkolnictwo wyższe" produkuje za MOJE pieniądze, brutalnie zagrabione mi przez rządzący reżym (sitwę), tabuny niedokształconych durniów typu "politolog" czy "europeistyk" albo zupełne kuriozum "zarządzający funduszami europejskimi".
Jednocześnie również za MOJE pieniądze kształci się tysiące lekarzy wiejacych za granicę, bo w Polsce biała docencko-profesorska mafia proponuje im upokarzające zarobki (oficjalne) i brak możliwości robienia specjalizacji.
I teraz pan, kiedyś członek jedynej wolnorynkowej partii w Polsce - obecnie beneficjent rządzącej sitwy, nawet się nie zająknie, że dokładanie kolejnych pieniędzy podatników (owe 14,000) do tego systemu jest zwykłym marnotrawstwem.
sliedujuszczij Miszka Riewolucjionier od Korwina Fiki-Miki...
Prywatnych? A co, brakuje w Polsce niby-prawników, specjalistek od stosunków międzynarodowych, politologów, ekonomistów i marketingowców (cokolwiek ten termin oznacza)? Właśnie po tych kierunkch, które zgodnie obśmiewamy?!
Prywatne uczelnie w Polsce nastawiane są na zysk. Łatwy, szybki zysk. Oznacza to niewielkie inwestycje w aparaturę, podkradanie kadry uczelniom państwowym (tańsze niż dorabianie się własnych), preferowanie kierunków praktycznie bezinwestycyjnych, jak w/w.
Może kiedyś to będzie miało sens. Jednak teraz to się zwyczajnie nie opłaca. Co dobitnie pokazuje USA - jedynie 30% PhDs pracujących w instytutach i uczelniach tego kraju urodziło się i wykształciło w tym kraju. Kraju, gdzie z powodu kiepskich, a drogich szkół, jedynie emigranci z Meksyku i polscy górale są głupsi od przeciętnych obywateli... To nie Amerykanie tworzą gros amerykańskiej technologii i nauki...
Z drugiej Niemcy w XXw. długo prowadziły dwie wojny przeciw całemu niemal światu. Po przegranej drugiej, specjalne oddziały armii USA szukały niemieckich naukowców. To wszystko dzięki, między innymi, obowiązkowemu państwowemu
szkolnictwu, wprowadzonemu przez O. Bismarcka.
Gdyby nie Adolf H. USA byłyby, jak przedtem, naukowym zaściankiem świata, jak teraz Brazylia i Argentyna, skądinąd (Argentyna) lepiej przed wojną (i Peronem) rozwinięte niż USA... Wcale nie uważam, by państwowe szkoły były złe. Poza tym, zanim, gdyby powstały (za co? jak?) w Polsce uczelnie typu CalTech, MIT, Stanford (twój ranking świadczy raczej o małej znajomości amerykańskich uczelni...)upłynie 60 do 100 lat nim dojrzeją. Tyle po prostu trwa dorobienie się poziomu przez uczelnię - nawet w USA.
Sądzę, że taniej jest dofinansować i zreformować istniejące, nie zapominając kształceniu podstawowym i średnim... No i wrócić do przedwojennego wynagradzania, by naukowcy i absolwenci nie emigrowali.
Poza tym polski przemysł nie potrzebuje teraz za wiele ludzi wykształconych (vide mikrobiologia). Jeszcze upłynie trochę czasu, więc teraz uczelnie dalej, jak za Gierka i Jaruzelskiego muszą nastawiać się na przerwanie.
Świat nie jest taki prosty, jaki ci się wydaje, sceptyku-prostaczku. Z twojego postu można podejrzewać, że nie było ci chyba dane skończyć żadnej porządnej polskiej uczelni? Radzę ci czytać coś więcej niż prop-agitki UPR-u. Jeśli już libertarian, to w oryginale, nie w naiwnych omówieniach, skrojonych do waszego poziomu umysłowego.
On bełkocze w sposób niezrozumialy nawet dla niego samego.
Taki tuskowniarz klasyczny: słowotok byle długi i głośny, ale za to kompletnie bez sensu.
Re: Rocki: Studentów powinny zamawiać firmy, nie minister
Re: Rocki: Firmy powinny zamawiać studentów, nie minister
Czy naród Tak głupi, aby wybierać sobie zera na premiera a absolwentów 2 letnich szkół przysposobienia do zawodu na prezydenta może składać się z normalnej ilości ludzi inteligentnych i wykształconych zdolnych do prowadzenia zrównoważonego i szybkiego rozwoju gospodarczego 38 milionowego narodu?
Stare przysłowie mówi: Jesteś biedny, bo byłeś głupi a twoje dzieci będą głupie, bo ty jesteś biedny. Naród, który nie dba o wysoki poziom kształcenia od podstaw nie będzie miał mądrych liderów. Zniesienie obowiązku zdawania matury z matematyki, która jest królową nauk to największa zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu. Bo szkoła średnia bez tego nie wyłoni z pośród całej populacji młodych POLAKÓW tych, którzy mają zdolności i są pracowici, aby studiować kierunki wymagające doskonałej znajomości matematyki, jako podstawy procesów logicznych zachodzących w tworzeniu rzeczy mierzalnych i precyzyjnych. A bez rywalizacji w procesie kształcenia nie ma osiągnięć w pracy i społeczeństwo zaczyna składać się w większości z tych osobników, które chcą od innych członków społeczeństwa dostawać więcej niż sami są w stanie temu społeczeństwu dać.
Przykład wygodnickich postaw idzie z góry gdy nie ceni się ludzi uczciwych wykształconych i pracowitych bo stanowiska najwyższe w państwie obsadza się skorumpowanymi miernotami posługującymi się technikami oszukiwania mas wyborców, przez zawodowe kreowanie swoich nieprawdziwych wizerunków publicznych. Jeżeli osoby takie jak posłanka bez matury, poseł bez skrupułów moralnych i złodziej publicznych pieniędzy są wybierani do gremium stanowiącego prawo dla narodu, to źle świadczy to o inteligencji tego narodu, który daje się kilkakrotnie z rzędu okłamywać i wybiera na kolejne kadencje oszustów, którzy za darmo brali publiczne pieniądze załatwiając w parlamencie tylko swoje osobiste i grupowe interesy, kosztem poziomu życia kilkudziesięciu milionów wyborców.
Bo po 18 latach od zwycięstwa demokracji w Polsce kto jest winien temu , że Polacy są najbiedniejszym narodem w Europie ( nie licząc Rumunów i Bułgarów)?
Z imienia i nazwiska są to wszyscy Ci, którzy od sejmu kontraktowego z 1989 roku do dziś kiedykolwiek przez te 18 lat byli posłami lub senatorami. Skoro stanowione przez nich prawo i wybierani premierzy i ministrowie tak źle kierowali sprawami Narodu Polskiego, że teraz mamy poziom Produktu Krajowego Brutto w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynoszący tylko 52% średniej krajów UE.
Najwyższy czas zacząć wymieniać tych zawodowych polityków reprezentujących w sejmie i senacie tylko siebie i swoje interesy na autentycznych przedstawicieli swoich wyborców. A autentycznymi przedstawicielami mogą być tylko ludzie którzy mieszkają wśród swoich wyborców i wśród nich pracują. Aby to osiągnąć trzeba wprowadzić powiatowe okręgi 2 mandatowe dla, co najmniej 360 posłów i okręgi wojewódzkie dla pozostałych 100 posłów oraz dla 100 senatorów. Zlikwidować instytucję posła zawodowego żyjącego wyłącznie z bycia posłem. Biura poselskie i senatorskie włączyć w struktury kancelarii sejmu ustalając stałą ich sieć w okręgach wyborczych w stałych miejscach nie związanych z siedzibami partii politycznych. Centralnie ustalać w drodze ustawy wynagrodzenia i wymagania kompetencyjne dla pracowników biur poselskich a posłom pozostawić tylko swobodę zatrudniania osób spełniających wymogi kompetencyjne w postaci posiadania stosownego wykształcenia i umiejętności praktycznych niezbędnych do pracy na tych stanowiskach. Zaoszczędziło by się wiele na tym, że teraz co kadencja trzeba od nowa urządzać biura poselskie, kupować meble, komputery itp. A centralne ustalanie wynagrodzeń zapobiegałoby w dużym stopniu nadużyciom w postaci zatrudniania za coś innego niż za pracę. Oczywiście poseł i senator mógłby mieć w biurze wielu wolontariuszy wspomagających Go i wielu asystentów społecznych.
Poseł powinien mieszkać w swoim okręgu wyborczym lub w nim pracować i mieszkać w województwie, w którym znajduje się okręg a senator powinien mieszkać w województwie, w którym jest wybierany. Posłowie i Senatorowie powinni otrzymywać tylko zryczałtowane zwroty kosztów związanych z pełnieniem funkcji zwolnione z podatków i składek ZUS natomiast powinni być przez kancelarię sejmu lub senatu ubezpieczeni od następstw nieszczęśliwych wypadków, zachorowań i utraty zdolności do wykonywania pracy oraz powinni posiadać takie same ubezpieczenie zdrowotne jak wszyscy obywatele.
Partie polityczne i koalicyjne komitety wyborcze powinny otrzymać taką dotację z budżetu na każdy rok jakie było ich procentowe poparcie społeczne w ostatnich wyborach parlamentarnych. A o wysokości środków na dotacje dla partii politycznych zadecydować powinni wprost wyborcy w ten sposób, że każdy wyborca który wziął udział w wyborach to 1 złoty na dotacje dla partii. Jeżeli do wyborów poszłoby np. 17 mln wyborców to roczna pula do podziału pomiędzy partie powinna wynieść 17 milionów, jeżeli tylko 8 milionów poszłoby do wyborów to do podziału, co rocznie byłoby tylko 8 milionów złotych. Obywatele mogliby wtedy świadomie decydować o pójściu do wyborów bo to oprócz głosów przekładało by się wprost na wysokość dotacji dla Partii wystawiającej swoich kandydatów,którą wyborca popiera. W wyborach prezydenckich i samorządowych nie byłoby takiej zależności bo nie trzeba dotować kandydatów na prezydenta lub do samorządu lokalnego.