2008-04-14 17:11
MEN: podstawy programowe to wymagania stawiane uczniom
Nowe, przygotowywane przez MEN podstawy programowe
nauczania to dokument, w którym określone będzie to, co uczeń
kończący szkołę musi na pewno umieć, a nie to, co dobrze byłoby,
by znał - powiedział wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak. Prof. Marciniak jest odpowiedzialny za reformy programowe
przygotowywane przez resort.
Jak tłumaczył na konferencji prasowej, podstawy są napisane innym
językiem niż obecnie obowiązujący dokument, czyli w tzw. języku
wymagań. Według wiceministra, taka forma zapisów powoduje
wyznaczenie realnych celów. W efekcie nauczyciele uczący w
gimnazjach będą dokładnie wiedzieli, czego mogą wymagać od uczniów
kończących szkołę podstawową, a nauczyciele szkół
ponadgimnazjalnych - od uczniów kończących gimnazjum. "Tak się
buduje zaufanie między typami szkół. Dzięki temu nauczyciele na
różnych etapach nauki nie będą uczyli tego samego" - wyjaśnił
prof. Marciniak.
Z kolei prof. Sławomir Żurek z Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego, odpowiadający za przygotowanie podstawy programowej z
języka polskiego, w tym za kanon lektur, zaznaczył, że teksty,
które muszą poznać uczniowie, są tylko narzędziem do osiągnięcia
zakładanego celu, m.in. umiejętności komunikacji, w tym
wykorzystywania informacji z wypowiedzi innych oraz analizować i
interpretować teksty kultury.
"Uczeń, który obecnie chodzi do szkoły, żyje w zupełnie innym
świecie, niż (...) ci którzy chodzili do niej 50 lat temu, to jest
świat kultury medialnej. Obowiązkiem szkoły jest nauczyć ucznia
poruszania się właśnie w tym świecie kultury" - powiedział Żurek.
Zaznaczył, że nauczyciele muszą nauczyć uczniów odbioru szeroko
rozumianych tekstów kultury, nie tylko tekstów literackich.
Poinformował, że lista lektur zaproponowana w kanonie to "nie
jest dzieło młodych entuzjastów, którzy chcą zrobić rewolucję w
szkole", ale dzieło grupy ekspertów z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, Uniwersytetu Śląskiego, Uniwersytetu Marii Curie-
Skłodowskiej i innych środowisk uniwersyteckich.
Żurek pytany, dlaczego część tekstów - zgodnie z projektem kanonu
- uczniowie mają poznawać tylko we fragmentach, powiedział, że
nauczyciel ma być przewodnikiem ucznia. Jako przykład wymienił,
przewodnika w Luwrze, który uprzedza, że może sam może im pokazać
tylko część ze zbiorów, ale zachęca do zobaczenia reszty później
samemu.
Jak mówił, z badań naukowych wynika, że "przy obecnym obciążeniu
uczeń może przeczytać tylko do siedmiu dużych tekstów w ciągu
roku". Zaznaczył, że podstawy programowe muszą mieć także aspekt
wychowawczy. "Trzeba zerwać z demoralizującą sytuacją, że oto
uczeń udaje, że tekst przeczytał, a nauczyciel udaje również, że
uczeń je przeczytał, bo do tego obliguje go obecna podstawa
programowa" - powiedział Żurek.
Według Żurka, "promocji czytelnictwa nie robi się tylko za pomocą
kanonu lektur". Jak zaznaczył, podstawy programowe określają to co
koniecznie musi poznać uczeń, nauczyciele mogą omawiać w uczniami
więcej tekstów. "Nikt nie zabrania im omawiać w klasach I-III
szkoły podstawowej +Kubusia Puchatka+. Po prostu nie ma w tych
klasach w Podstawach w ogóle wymienionych tytułów książek; jak
nauczyciel chce niech omawia z uczniami +Kubusia+" - zaznaczył.
"Zadaniem nas autorów Podstaw jest tylko określenie czego i na
jakich konkretnych tekstach uczniowie mają się nauczyć" -
powiedział Żurek. Pytany czy prawdą jest, jak napisał w ubiegłym
tygodniu "Dziennik", że "minister edukacji wycina klasyków",
zaprzeczył. "Tu się nikogo nie wycina" - podkreślił. Zalecił
dziennikarzom uważne czytanie dokumentów, takich jak projekt
podstaw programowych nauczania.
W ubiegłym tygodniu MEN opublikowało w internecie projekt kanonu
lektur szkolnych. Jak zaznaczyła, minister edukacji Katarzyna
Hall, to wstępna propozycja. Dodała, że resort oczekuje na
komentarze.
Piątkowy "Dziennik" napisał o ministerialnych propozycjach, że
spotykają się z "ostrą krytyką". Według gazety, nauczycielom
okrojenie kanonu się nie podoba, bo zezwalanie uczniom na to, by
czytali jedynie fragmenty lektur, doprowadzi jedynie do tego, że
przestaną czytać w ogóle. "Dziennik" wytyka propozycji MEN, że z
lektur w liceum zniknęła proza Sienkiewicza, a Gombrowicz i
Słowacki będą tylko we fragmentach. Uczniowie w szkole podstawowej
nie przeczytają "Kubusia Puchatka", a w gimnazjum szekspirowskiego
dramatu.
Wśród komentarzy politycznych dominuje krytyka. PiS twierdzi np.
że projekt kanonu "to propozycja bardzo szkodliwa, odzierająca z
wartości patriotycznych i wychowawczych". Według posłanki PiS
Marzeny Machałek, propozycja ograniczenia liczby lektur to
"populizm, niemądry pragmatyzm(...) przypodobanie się młodzieży
czy dzieciom, ale nie jest to (...) myślenie o edukacji w poczuciu
odpowiedzialności za naród". (PAP)