2009-09-24 18:14
Paneliści na Kongresie: angielski nie zagraża polszczyźnie
Inwazja angielskiego nie zagraża polszczyźnie - zgodzili się uczestnicy
czwartkowego panelu "Kultura języka i debaty publicznej", który odbył się w ramach Kongresu Kultury
Polskiej w Krakowie.W panelu wzięli udział m.in. Jan Miodek, Jerzy Bralczyk, Walery Pisarek i Andrzej Markowski. Za
główne zagrożenie uznali brutalizację języka debaty publicznej oraz wpływ kultury masowej na
zachowania komunikacyjne.
"Od lat w debatach pojawia się pogląd, że głównym zagrożeniem dla polszczyzny jest inwazja języka
angielskiego. Tymczasem język polski w swojej historii wielokrotnie przeżywał epoki wzmożonych
zapożyczeń - z łaciny, z niemieckiego, potem z języka francuskiego i zawsze wychodził z tego
obronną ręką, wręcz bogatszy. Duża liczba zapożyczeń z języka angielskiego, którą można zauważyć od
kilku lat w języku polskim, także wzbogaca język. Większość z tych słów bardzo szybko jest przez
język absorbowana i zyskuje polską odmianę, wrasta w strukturę języka nie niszcząc jej" - mówił Jan
Miodek.
Rzeczywiste zagrożenia dla polszczyzny, zdaniem Miodka, pojawiają się gdzie indziej. Jednym z nich
jest brutalizacja języka pod wpływem mediów, które walczą o uwagę widza rywalizując ilością
sensacji. Dramaty, śmierć i przemoc plasują się bardzo wysoko w hierarchii informacji w mediach.
"Mamy do czynienia ze zjawiskiem opisywania zupełnie zwyczajnych, spokojnych zdarzeń językiem
kronik kryminalnych. W ostatnich czasach obserwuję niebywałą karierę takich jednostek leksykalnych
jak +zmasakrować+, +strzał w tył głowy+, +poczuć krew+, +rozstrzelać+. Stają się one niepokojąco
uniwersalne i pojawiają się dosłownie wszędzie - w języku reklamy, wiadomości sportowych, a nawet
recenzji muzycznych" - mówił Miodek.
Niepokojąca, zdaniem językoznawców, jest też pozycja, jaką zajmują obecnie w polszczyźnie
zapożyczenia z języka komputerów, stosowane, jako słowa-wytrychy w niezliczonych sytuacjach. Są to
takie pojęcia jak "resetować" czy "deletować". Jan Miodek przytoczył wypowiedź księdza skierowaną
do dzieci przystępujących po spowiedzi do komunii, która zaczynała się od frazy "Teraz, gdy wasze
małe serduszka są już zresetowane".
"Te słówka przenikają dosłownie wszędzie i zagarniają coraz to nowe znaczenia, panoszą się w coraz
to nowych kontekstach, zastępując dawne sformułowania. W tym wypadku mamy niestety do czynienia ze
zubożeniem języka" - mówił Miodek.
Walery Pisarek zauważył, że jeszcze przed kilku laty polszczyzna pretendowała do statusu języka
pełnofunkcyjnego, czyli takiego, w którym da się rozmawiać o wszystkich dziedzinach życia,
tymczasem obecnie pojawiają się obszary, na których opisanie brakuje polskich słów, szczególnie w
naukach technicznych. Zdaniem Pisarka, to w pewnym stopniu efekt tego, że wiele prac polskich
naukowców ukazuje się tylko w wersji angielskiej, choć publikowane są w Polsce. To, co służy
promocji polskiej nauki za granicą, szkodzi jednak polszczyźnie. Walery Pisarek postuluje
wprowadzenia obowiązku zamieszczania w takich pracach chociażby krótkich streszczeń po polsku, co
skłoniłoby naukowców do podjęcia próby wyrażenia swych myśli w rodzimym języku.
Andrzej Markowski skupił się na wystąpieniach sejmowych posłów, jako na ważnym elemencie debaty
publicznej. "Dawno przestałem wymagać tutaj purystycznej poprawności językowej, bo to nierealne.
Jeżeli wypowiedź jest zrozumiała i spełnia swe funkcje komunikacyjne, to można ją zaakceptować.
Niepokojąca jest jednak postępująca brutalizacja tych wypowiedzi, poziom zawartej w nich agresji.
Natężenie określeń obraźliwych, leksykalnych brutalizmów jest naprawdę niepokojące" - dodał
Markowski.
Kongres Kultury Polskiej zakończy się w piątek.(PAP)
aszw/ abe/ mow/