od dotacji unijnych lepiej się trzymać z daleka. A przynajmniej tak powinni robić Ci, którzy dopiero startują i nie mają kapitału. Dlaczego? Bo żeby dostać dotacje, trzeba
- bawić się w papierkologię przed ich otrzymaniem
- najlepiej zapłacić 10% sumy (którą się ma otrzymać osobie przyznającej dotacje), inaczej prawdopodobieństwo otrzymania jest marne
- posiadać kapitał przynajmniej takiej samej wartości, bo najpierw się kupuje za własne, a potem czeka na zwrot kasy z unii (dla banków osoba która otrzymała dotacje nie jest wiarygodna, więc na ten cel nie przyznają kredytu)
- uzbroić się w cierpliwość, bo rząd sobie dotacjami łata dziurę budżetową, dlatego wypłaca je z duuuużymi opóźnieniami
- bawić się w jeszcze większą papierologię po otrzymaniu dotacji i liczyć z tym, że w każdej chwili trzeba będzie zwrócić część lub całość (to, że pewne wydatki są kwestionowane nie jest niczym nowym).
Ale to nie zmienia faktu, że jeżeli się chce, to można rozwinąć firmę, nie tylko nie mając na koncie żadnego kapitału, ale nawet mając długi. Wystarczy znaleźć sobie niszę w usługach, najlepiej świadczonych przez Internet i zaczynać od zera (da się, sama tak zrobiłam, teraz mam prosperującą firmę). ZUS co prawda na początku trzeba płacić (ok. 300 miesięcznie), ale można nie płacić - ściągają dopiero po ok roku razem z procentami, ale te procenty są mniejsze niż koszt kredytu, więc nie jest tak źle.
-