Dzisiejszą sesję można bez przesady nazwać sesją walki. Od samego początku trudno było obrać indeksom jednoznaczny kierunek.
Mimo braku ważniejszych wyników finansowych w dniu wczorajszym rynki akcji kontynuowały wzrosty, realizując scenariusz sugerowany przez analizę techniczną w nadziei na to, że pozostałe wyniki, które poznamy w tym tygodniu będą tak dobre jak w przypadku Intela i Goldmana.
Mimo lepszych niż oczekiwane wyników spółek, a także mieszanych danych o sprzedaży detalicznej indeksy nie wykonały dzisiaj zdecydowanego ruchu w górę.
Pierwsze dwie godziny handlu na S&P500 to minimalne wzrosty z kilkoma zejściami w okolice zera. Dopiero po zakończeniu sesji w Europie (17.30), indeksy ruszyły pewniej do góry. Maksymalnie indeks zyskiwał dziś niecały 1%.
Dziś całą sesję indeks S&P500 przebywał na plusach. Sesję rozpoczął od wzrostów o niecały 1%, a po godzinie notowań osiągnął swój dzisiejszy szczyt 931.92 pkt (+1.4% wzrostu).
Ostatnia sesja w tym półroczu przyniosła spore rozczarowanie, przede wszystkim tym, którzy sądzili, że będziemy mieli do czynienia z tzw. window dressing.
Trend wzrostowy na rynku akcji nie przetrwał jednak nawet dwóch dni i pomimo pozytywnych wskaźników makroekonomicznych, jakie opublikowano w piątek, ostatnią sesję minionego tygodnia można podsumować jako wyczekującą.
Dobre dane nie przekładają się na optymizm inwestorów.
Otwarcie rynków kasowych w USA przyniosło wczoraj zmianę sentymentu rynkowego. Po spadkach notowanych w Europie, Amerykanie zaczęli kupować akcje, windując indeks S&P500 z 890 do maksymalnie 917 pkt.
Ben Bernanke zapowiedział ograniczenie rządowej pomocy.
Wydarzenia, jakie miały miejsce na amerykańskich giełdach w zeszłym tygodniu tylko potwierdziły podejrzenia o całkowitym wyczerpaniu się krótkoterminowego potencjału wzrostowego na tych rynkach.
S&P500 rozpoczął sesję neutralnie, jednak dość szybko byki przejęły kontrolę (choć nieśmiałą) nad tą sesją i utrzymały ją tym razem do końca.
To był wyjątkowy tydzień, jak powiedziałby klasyk. Miłośnikom zmiennych sesji, bogatych w różne zwroty akcji, ekstremalnie wysokie lub niskie kursy zamknięcia i obserwującym rozwój sytuacji na amerykańskich parkietach w ubiegłym tygodniu, musiały zakręcić się łzy w oczach.
Czwartkowa sesja na amerykańskich giełdach wyglądała bardzo podobnie do poprzedniej. Dow Jones zakończył sesję na niewielkim plusie (0,37%), trochę lepszy był S&P 500, który wzrósł o 0,6%.
Kiedy nasi inwestorzy mieli labę, na zagranicznych giełdach handel kwitł w czwartek w najlepsze. Nie można jednak powiedzieć, że ominęły nas jakieś wielkie rzeczy - ot, taka sobie, lekko wzrostowa sesja, okraszona w dodatku niezłymi danymi makro.
Na GPW inwestorzy odpoczywają przy okazji święta, ale na parkietach globalnych wciąż trwa walka o nowe szczyty lub utrzymanie dotychczasowych.
Większość obserwatorów rynku już dziś w komentarzach podkreślała wagę jutrzejszych danych na temat sprzedaży detalicznej.
Australijski indeks nastrojów konsumentów (sporządzany przez Westpac Banking Corp. i Melbourne Institute) odnotował w czerwcu najbardziej dynamiczny wzrost od 22 lat.
Wczoraj indeksy na Wall Street zamknęły się na poziomach zbliżonych do tych z zakończenia piątkowej sesji. Dow Jones zyskał zaledwie 0,02%, a S&P spadł o 0,1%.
| Indeks | Wartość | Zm. [%] | Godz. |
|---|---|---|---|
| Dow Jones Industrial | 12451,27 | -0,63% | 16:00 |
| Nasdaq | 2837,53 | -0,07% | 17:30 |
| Nikkei 225 | 8580,39 | +0,20% | 15:28 |
| DAX | 6339,94 | +0,38% | 17:45 |