
Autor: Marek Knitter, Money.pl
Jeżeli masz doświadczenie na krajowym rynku akcji to znaczy, że możesz spróbować swoich sił na międzynarodowych parkietach. Doradzamy, jak instrumenty pochodne pozwalają zwielokrotnić posiadany kapitał.
Krajowy rynek akcji dla wytrawnego gracza szybko staje się za ciasny ze względu m.in. na ubogi wybór instrumentów pochodnych. Niewielka liczba opcji na akcje spółek i kilka na indeksy, to kropla w morzu potrzeb dla osób uważających, że im większe ryzyko, tym lepsza zabawa.
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej handel zagranicznymi instrumentami finansowymi znacznie się uprościł. Bezpośrednie inwestycje w akcje zagranicznych spółek - choć z pewnymi ograniczeniami - nie stanowią już większego problemu.
Inwestorzy otrzymali jednocześnie możliwość większej dywersyfikacji swoich portfeli, na przykład poprzez zawieranie kontraktów na różnice kursowe zagranicznych spółek znane w skrócie jako CFD (Contract for Difference). CFD należą do szerokiej grupy instrumentów pochodnych nazywane również derywatami.
Kontrakty CFD: Instrument ten został wymyślony przez niezależny dom maklerski Smith New Court na początku lat 90. Pierwszym odbiorcami tego instrumentu były fundusze hedging'owe. Jednak boom na rynku usług internetowych pod koniec lat 90., spowodował rozpowszechnienie tego narzędzia, i tak dzięki GNI (Gerrard & National Intercommodities) stał się on dostępny dla klientów prywatnych. Kontrakty CFD, dzięki którym inwestorzy indywidualni mogą zawierać transakcje na akcjach, są dostępne u większości brokerów.
Na ogół domy maklerskie mają odpowiednio wydzielony departament, który zajmuje się tego typu zawieraniem transakcji. Pewne różnice mogą wystąpić w dostępności odpowiednich zagranicznych rynków akcji. U jednego brokera będziemy mieli możliwość inwestowania na 10 rynkach, a u innego nawet na 15. Są również instytucje, które specjalizują się w zawieraniu takich transakcji skupiając się na kilku wybranych spółkach.
W przypadku takiego brokera jak X-Trade Brokers, mamy możliwość inwestowania w kontrakty różnic kursowych (CFD) na akcje notowanych na NYSE i NASDAQ takich emitentów jak: Ebay, Yahoo, Microsoft, Intel, Nokia, IBM, Citigroup, Pfizer, Exxon Mobil i General Electric.
Z tysiącem w kieszeni
Minimalny próg, od którego można rozpocząć inwestycje na rynku instrumentów pochodnych, to 1-2 tys. złotych. Nie należy jednak wchodzić do gry, jeśli są to nasze jedyne środki. Kilka tysięcy złotych wydaje się niewielką kwotą biorąc pod uwagę fakt, że chcemy rozpocząć zabawę na zagranicznych rynkach.
Fakt, że można zacząć od relatywnie niewielkiej kwoty, należy do specyfiki derywatów i mechanizmu dźwigni finansowej - inwestycja dotycząca wartości całego kontraktu jest możliwa po wpłacie depozytu zabezpieczającego, stanowiącego zwykle małą część jego wartości.
Dzięki poziomowi depozytów zabezpieczających w wysokości ok. 7 proc., wartości kontraktu powoduje, że tego typu transakcje są już dostępne dla Kowalskiego. Niektórzy brokerzy mogą jednak zażądać od nas wyższego zabezpieczenia. Wszystko, bowiem zależy od rodzaju spółki, jaką wybierzemy. Im większym wahaniom ulega kurs akcji danej firmy na giełdzie, tym wyższe jest ryzyko i tym większą kwotę będziemy musieli przeznaczyć na depozyt.
Co to jest CFD?
CFD to nic innego, jak umowa z drugą stroną kontraktu, brokerem, o wymianę różnicy, która wystąpiła między ceną otwarcia pozycji, a jej zamknięciem. Ceny kontraktów różnic kursowych są lustrem rzeczywistych notowań walut, akcji, towarów, dlatego oferują wszelkie korzyści, jakie wynikają z handlu instrumentami bazowymi opiewającymi na te instrumenty, ale nie posiadając tych instrumentów.
Tanie rozwiązanie.
Zobacz co możesz zrobić aby płacić mniej. Przeczytaj więcej »
"Chcemy uruchomić wspólną organizację gospodarczą, by efektywniej wykorzystać potencjał Polonii."
Liczba otwartych pozycji na instrumentach pochodnych na koniec lipca była o 25 proc. wyższa niż w czerwcu.