2010-01-05 06:30

[fot: PAP/CAF/Witold Jabłonowski ]
Czy warto było wprowadzać program Balcerowicza?
Autor: Bartosz Chochołowski
Było już tak źle, że zmiany - nawet bolesne - większość Polaków uważała za konieczne. Program Balcerowicza w roku 1990 miał niewielu zdecydowanych przeciwników. Przybywać ich zaczęło później.
Money.pl postanowił sprawdzić, jak Polacy oceniali reformy. Przeanalizowaliśmy badania prowadzone na przestrzeni ostatnich dwóch dekad przez Centrum Badania Opinii Społecznej.
Styczeń 1990 roku to początek kapitalizmu w Polsce. Wszedł w życie pakiet ustaw nazywany planem Balcerowicza - od nazwiska ówczesnego wicepremiera i ministra finansów.

Zachęcamy do głosowania na najlepszego ministra finansów minionego 20-lecia!
Przez dwie dekady on i piętnastu jego następców miało okazję przyczynić się do budowania lub psucia wolnego rynku. Który z nich zrobił najwięcej dobrego, a który złego? Mogą ocenić to Czytelnicy Money.pl.
W wyborze może Ci pomóc krótkie podsumowanie dokonań 16 dotychczasowych ministrów.
Wielu uważało wdrażane zmiany jako jedyne wyjście z beznadziejnej sytuacji. Gospodarka w 1989 roku sięgnęła dna, od którego miały odbić ją rewolucyjne reformy. Jednak nowa - pierwsza niekomunistyczna - władza z Tadeuszem Mazowieckim na czele, nie reformowała socjalistycznej gospodarki planowej, ale stworzyła nową: zręby wolnego rynku bez kartek na żywność, bez cen ustanawianych przez państwo oraz z prywatnymi firmami.

Źródło: CBOS, Społeczna ocena i przewidywane następstwa programu Balcerowicza,
Warszawa, styczeń 1990
Na początku 1990 roku bardzo źle program Balcerowicza oceniło jedynie 5 procent Polaków. Najwięcej osób, które miało zdanie na ten temat, twierdziło, że to jeden z wielu możliwych sposobów poprawy gospodarki.
Aż 68 procent badanych popierało wtedy reformy, choć zdania na temat tempa ich wdrażania były podzielone.

Źródło: CBOS, Społeczna ocena i przewidywane następstwa programu Balcerowicza,
Warszawa, styczeń 1990.
Zaufanie do autorów przemian gospodarczych deklarowało 64 procent respondentów. Jednocześnie 50 procent bało się, co przyniesie przyszłość, a 45 procent miało nadzieję, że będzie lepiej.
Z badania CBOS wynika, że choć reformy cieszyły się poparciem, to ludzie nie mieli złudzeń, że nie będzie lekko. 87 procent spodziewało się pogorszenia warunków życia, z czego 79 procent uważało, że pogorszenie będzie trwało długo, a aż 85 procent spodziewało się, że znacznego obniżenia poziomu życia.
Wraz z negatywnymi skutkami reform z miesiąca na miesiąc drastycznie malało poparcie dla nich.

Źródło: CBOS, Program Balcerowicza. Zwolennicy i przeciwnicy,
Warszawa, sierpień 1990
Odsetek zwolenników reform spadł z 42 do 26 procent. Jednocześnie liczba przeciwników sukcesywnie rosła, aż w końcu niemal zrównała się z liczbą popierających reformy. Co ciekawe, grupa osób zdezorientowanych, która odpowiadała za mało o nich wiem rosła, aż stała się dominująca.
Zaskakujące może być to, że w 1990 roku byliśmy większymi optymistami niż obecnie. Money.pl porównał badania CBOS z kwietnia 1990 roku (wtedy ośrodek rozpoczął cykliczne badanie nastrojów społecznych) z najnowszymi, przeprowadzonymi w listopadzie 2009.

Źródło: Money.pl na podstawie badania nastrojów społecznych CBOS
z czerwca 1990 oraz z listopada 2009
Mimo że sytuacja gospodarcza Polski zmieniła się diametralnie, jako dobrą ocenia ją tyle samo osób co 20 lat temu.

Źródło: Money.pl na podstawie badania nastrojów społecznych CBOS
z czerwca 1990 oraz z listopada 2009
Badania dowodzą również tego, że jesteśmy dość przekorni. Uważamy, że jest źle, ale jednocześnie przyznajemy, że żyje nam się dużo dostatniej niż w 1990 roku.

Źródło: Money.pl na podstawie badanie nastrojów społecznych CBOS
z czerwca 1990 oraz z listopada 2009.
Z ośmiu do aż 40 procent wzrósł odsetek deklarujący dobrą sytuację materialną we własnym gospodarstwie domowym. Biednymi czuje się już nie dwie trzecie Polaków, ale 13 procent.
Najgorzej ocenialiśmy reformy cztery lata od ich zapoczątkowania oraz w czasie spowolnienia gospodarczego na przełomie wieków. Wtedy też poparcie dla zmian było najniższe, a odsetek rozczarowanych przewyższał zadowolonych.

Źródło: CBOS, Dwadzieścia lat przemian ustrojowych w Polsce, Warszawa 2009
Z biegiem lat polubiliśmy jednak wolny rynek - jaki by on nie był. O ile 10 lat temu ponad dwie trzecie źle oceniało jego funkcjonowanie, to dziś już jest inaczej. Niemal połowa ma dobre zdanie o nim, a malkontentów ubyło o blisko 30 procent. Nadal jest ich jednak sporo.

Źródło: CBOS, Dwadzieścia lat przemian ustrojowych w Polsce, Warszawa 2009
Za to, że dziś dominują zwolennicy wolnego rynku, że jesteśmy zadowoleni ze statusu materialnego swoich rodzin, że mimo poniesionych kosztów uważamy, iż warto było znieść program Balcerowicza, odpowiadają nie tylko szefowie rządów, ale przede wszystkim ministrowie finansów.
Oto oni - wszyscy od 1989 roku. Wybierz najlepszego!
- Leszek Balcerowicz
minister finansów w rządach Tadeusza Mazowieckiego, Jana Bieleckiego i Jerzego Buzka
Nie trzeba przedstawiać. Najbardziej szanowany i jednocześnie najbardziej znienawidzony człowiek w Polsce. Bez niego nie byłoby przecież programu Samoobrony i być być może partia ta właśnie jemu zawdzięcza dawne sukcesy wyborcze. Zasłynął nie tylko z planu, ale także ze schładzania gospodarki oraz jako prezes NBP z podejścia do stóp procentowych - im wyższe tym lepsze.
Teraz udziela się jako ekspert od wszelakich spraw państwowych - nie tylko gospodarczych. Robi to jako Balcerowicz oraz jako FOR - założoną przez siebie fundację Forum Obywatelskiego Rozwoju.
- Karol Lutkowski
minister finansów w rządzie Jana Olszewskiego
Raczej typ eksperta, a nie showmana. Poza tym, że sam był ministrem, doradzał również szefom innych resortów.
- Andrzej Olechowski
minister finansów w rządzie Jana Olszewskiego
Zyskał większą popularność jako DJ i prezenter muzyczny radiowej Trójki niż jako szef resortu finansów. Jeśli chodzi o pełnione funkcje polityczne, to bardziej zapadł w pamięć jako szef MSZ a później jako jeden z trzech tenorów - założycieli Platformy Obywatelskiej. Dziś jest poza tą partią, za to jest kandydatem na prezydenta RP i zapewne będzie konkurował z Donaldem Tuskiem.
Jego kariera jest pełna sprzeczności. W obradach okrągłego stołu siedział po stronie rządowej, a mimo to był ministrem finansów w prawicowym rządzie Olszewskiego. Wspierany przez Lecha Wałęsę został ministrem spraw wewnętrznych w rządzie SLD-PSL.
- Jerzy Osiatyński
minister finansów w rządzie Hanny Suchockiej
Jak ktoś wprowadza podatek VAT, to musi przejść do annałów. Miał rękę do podatków, ale nie miał nosa do polityki. Wybrał Partię Demokratyczną i wraz z nią zniknął z życia politycznego. Za to jako ekspert ceniony jest do dziś.
- Marek Borowski
minister finansów w rządzie Waldemara Pawlaka
Funkcji pełnił bez liku, ale - ze względu na zdaje się płynące z serca szczere lewicowe poglądy - warto przypomnieć, że współpracował przy tworzeniu programu Balcerowicza i pracował w rządach Tadeusza Mazowieckiego oraz Krzysztofa Bieleckiego. Dziś jednak nie nazywa siebie współtwórcą przemian.
Trudno jednak być socjalistą nie sympatyzując z głównym postpezetpeerowskim nurtem. Obecnie jest poza głównym politycznym nurtem.
- Grzegorz Kołodko
minister finansów w rządach Waldemara Pawlaka, Józefa Oleksego, Włodzimierza Cimoszewicza oraz Leszka Millera
Popracował u czterech premierów a nadal ma się dobrze. Znany z rwania bochna chleba podczas konferencji prasowej oraz z twierdzeń, że wysoki deficyt budżetowy nie jest zły. Dziś słynie z tego, że nie pokazuje się przed kamerą bez swojej nowej książki. W przerwach między reklamowaniem publikacji przekonuje, że wszyscy jego następcy i poprzednicy są kiepscy, a gdyby on był wciąż ministrem, to Polska gospodarka byłaby ho, ho, tak rozwinięta. Niestety nikt nie chce go słuchać i musimy klepać biedę.
- Marek Belka
minister finansów w rządach Włodzimierza Cimoszewicza i Leszka Millera
Bardziej znany opinii publicznej stał się, gdy został premierem, ale to właśnie dzięki sprawowaniu funkcji szefa resortu finansów stanie się nieśmiertelny, a przynajmniej wszyscy będą go wspominać tak długo, jak długo będzie podatek Belki. Jak się tworzy podatki od zysków kapitałowych, to się jest długo wspominanym.
- Jarosław Bauc
minister finansów w rządzie Jerzego Buzka
Bardziej znany jest on, czy dziura budżetowa nazwana jego nazwiskiem? Kto jest szczery i ogłasza, że jest źle, nie może liczyć na względy kolegów z rządu.
- Halina Wasilewska-Trenkner
minister finansów w rządzie Jerzego Buzka
W ministerstwie finansów spędziła aż dziewięć lat, z czego ministrem była niecałe dwa miesiące. Z resortu odeszła do Rady Polityki Pieniężnej.
- Andrzej Raczko
minister finansów w rządach Leszka Millera i Marka Belki
Dla wielu był wspaniały, bo każdy kto przychodzi po Grzegorzu Kołodce jest wspaniały. Jednak znacznie mniej wyrazisty od poprzednika, ale może to i dobrze.
- Mirosław Gronicki
minister finansów w rządzie Marka Belki
Pilnował finansów w trudnym rządzie z niezauważalnym poparciem społecznym, a nawet bez poparcia w Sejmie. Jednak był to rząd, który próbował coś jeszcze robić, ale na pomysłach się kończyło. Dziś ceniony ekspert.
- Teresa Lubińska
minister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza
Kierowała resortem niewiele ponad dwa miesiące. Z czego zasłynęła? Chyba nie zdążyła...
- Zyta Gilowska
minister finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego
Barwna postać słynąca z ostrego języka. Zdradzona przez Platformę (choć do czasu Donald Tusk mówił o niej siostro) przeszła na stronę konkurencji - wstąpiła do rządu PiS-u. Zasłynęła obniżeniem składki rentowej, co dało pracownikom wyższe pensje na rękę. Zaprojektowała też zmiany w podatku PIT - znacznie zyskały na nich osoby łapiące się wcześniej na drugi i trzeci próg podatkowy. Jednak uszczupliło to przychody budżetu, za co dziś jest krytykowana.
Miała problemy z lustracją i na czas rozstrzygnięcia wątpliwości przez sąd (na jej korzyść) odeszła z rządu.
Miała ambitne plany reformy finansów publicznych, ale wyszło jak zwykle.
- Paweł Wojciechowski
minister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza
Zastąpił Zytę Gilowską, która musiała na chwilę odejść. Najbardziej znany jest z tego, że ministrem był tylko dwa tygodnie. Ponoć największą jego wadą było to, że Marcinkiewicz powołał go bez konsultacji z Jarosławem Kaczyńskim.
- Stanisław Kluza
minister finansów w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza
Wojciechowski odszedł i przyszedł Stanisław Kluza. Miejsca ustąpił Gilowskiej po tym, jak sąd stwierdził, że jednak nie była agentką. Zanim trafił do rządu znany był węższemu gronu, jako sympatyczny i wyważony w sądach główny ekonomista banku BGŻ. Dziś pilnuje polskiego rynku kapitałowego - jest szefem Komisji Nadzoru Finansowego.
- Jan Rostowski
minister finansów w rządzie Donalda Tuska
Mówią o nim, że to wspaniały minister, który przeprowadził kraj suchą stopą przez morze kryzysu. Ale mówią też, że nie wiedział co robić, więc nic nie robił i może to nawet dobrze. Dopiero przyszły rok pokaże, czy zasłynie z reformy finansów, czy zostawi budżet z rekordowym deficytem i wydatkami zamiecionymi pod dywan. Póki co, jaki jest, każdy widzi.
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
myślę, że to źle postawione pytanie
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
Jeśli uwzględnić fakt, że polskiego przemysłu i ośrodków badawczych już prawie nie ma, ok. 2 miliony młodych, wykształconych osób wyjechało za granicę, następne dwa miliony pozostaje w kraju bez pracy, zadłużenie Polaków sięga 1,5 biliona złotych (w tym publiczne ok. 700 miliardów zł), to taka ocena wydaje się i tak optymistyczna.
A przecież finansami rządzili ludzie, którzy tzw. smykałkę do tego mają „we krwi”. Przykładowo wymienię tych najbardziej znanych (za polonica.net):
Andrzej Olechowski - Mosze Brandwein
Leszek Balcerowicz - Aaron Bucholtz
Jerzy Osiatyński - Szymon Weinbach
Marek Borowski - Szymon Berman
Zyta Gilowska - Zyta Morgenstein
Nie sposób odmówić im inteligencji, błyskotliwości i zdolności. Wytłumaczenie obecnego stanu Polski rysuje się więc gorzko – nie byli w swych działaniach samodzielni, a interes Polski nie był na pierwszym planie.
Szkoda. W okresie XX-Lecia międzywojennego osiągnęliśmy niebywały sukces wobec ostatnich 20 lat i to bez tylu talentów finansowych.
Gdyby tylko było możliwe przeprowadzenie rzetelnych i szczerych wywiadów ze wszystkimi…
Może też byś tak ładnie wytłumaczył jak to się dzieje, że - mimo tragedii jaka ( Twoim zdaniem ) dotknęła w ostatnim XX-leciu Polskę - tak wielu ludzi uważa, że ich sytuacja materialna się poprawiła.
Choć to teraz żyjemy w najlepszych czasach
Hłe hłe ,hłe , -"Rządzą nami dupki ............."
"Trzeba jak najszybciej znaleźć prokuratora i dać ich pod
trybunał" - powiedział wczoraj 09.11.2009 w TVN24 u
Rymanowskiego p. Guzowaty .
"To, co robi ta ekipa, szkodzi Polsce. To jest szwindel, to
narusza interes gospodarki polskiej i Polaków"
"Robią błąd za błędem - pujdą za to do pie******la!
-W jakim państwie my żyjemy , to są chłopcy ..... , gromada
cwaniaczków ,która naciąga na kasę "
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
Czy ktoś może zatrzymać ten zegar?.
Kiedy my to spłacimy i z czego?.
http://www.zegardlugu.pl
Kiedy to spłacimy jak pasożyty przestaną na nas żerować np. wcześniejsi emeryci
Nic dziwnego ,jezeli ktoś zamiast mózgu ma głaz wielkości IRLANDII !
Kapitalizm zaczął się za premiera Rakowskiego
Prof. Grzegorz Kołodko
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
Dotyczy to oczywiście fizycznych na etacie bo liniowcy to sie mja dobrze bez regulacji progowej.
Re: XX-latka: Wybierz najlepszego ministra finansów
Szkoda że wiekszość ludzi myśli w sposób jaki wmówił im chociażby Lepper. Może on powinien byc ministrem finansów.
Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron - 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG.
W tym samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.
panteon hehe :)
dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również .
w książki W.Kuczyńskiego "Zwierzenia zausznika" (W-wa 1992, s. 82-83)
"Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej,
zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm".
Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś tylko zadanie firmowania tego wszystkiego . "
Natomiast z dobrze udokumentowanej książki Elżbiety Isakiewicz pt.
"Afery? UOP? Mafia?" (wyd. Antyk, 1993 r.) na str.. 64 otrzymujemy tragiczny bilans rządów T. Mazowieckiego, czyli afer nie notowanych dotąd w gospodarczej historii państwa współczesnego świata.
Afery:
- rublowa - 15 bilionów złotych
- import rublowy b. NRD - 15 bilionów złotych
- paliwowa - 2 biliony złotych
- papierosowa - 15 bilionów złotych
- alkoholowa - 10 bilionów złotych
- składów celnych - 3 biliony złotych
- ART-B - 6 bilionów złotych
- FOZZ - 10 bilionów złotych
Razem około 60-70 bilionów złotych
- FOZZ - 10 bilionów
Za to to chyba odpowiadają najpodobniejsi i najpopularniejsi bracia w Polsce ( nie, nie mroczek ;-) )
Nie oglądaj za duzo TV TRWAM POczytaj prasę ekonomiczną - np."Plajt w 2010 będzie trzy razy więcej .
www.pb.pl/2/a/2009/12/31/Plajt_bedzie_trzy_razy_wiecej?readcomment=1
-100 mld zł deficytu - tak moze rządzić tylko analfabeta ekonomiczny z Peru i reszta cmentarnych POkemonów .
" Ten dług nas POgrąży "
"(...) jeszcze nigdy deficyt nie był tak duży jak
prognozowany na 2010 rok; 7 %. PKB to blisko 100 mld zł.
Dług państwa Polskiego osiągnie gigantyczną wielkość -
- 740 miliardów zł . "
Leszek Balcerowicz
Sachs obiecywał tam m.in.:
- "Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń