wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Najgorszy styczeń dla banków od ośmiu lat. Spektakularny wzrost kosztów zarządzania

Najgorszy styczeń dla banków od ośmiu lat. Spektakularny wzrost kosztów zarządzania

Fot. Alexey SAZONOV

Zysk netto sektora bankowego w styczniu wyniósł zaledwie 817 mln zł. Tak źle nie było w pierwszym miesiącu roku od ośmiu lat. Główną winę ponosi wzrost kosztów zarządu. By z góry ostudzić emocje uprzedzimy jednak, że nie chodzi tylko o pensje czy odprawy dla prezesów.

1,7 mld zł - aż tyle wyniosły w styczniu w bankach koszty ogólnego zarządu. Rok do roku wzrosły aż o 679 mln zł, a w porównaniu z grudniem 2016 r. - o 424 mln zł. Wyższe koszty w ostatnich ośmiu latach były tylko raz, w listopadzie 2015 roku.

To zbiło zysk netto banków do zaledwie 817 mln zł, co jest najniższą wartością jaką notowały w pierwszym miesiącu roku na przestrzeni ostatnich ośmiu lat.

Hasło „koszty ogólnego zarządu” sugerować może, że nadzwyczajne podwyżki dali sobie menadżerowie banków. Tak się jednak składa, że pozycja ta obejmuje nie tylko ich pensje i rozmaite benefity. Po tą pozycją księguje się jeszcze kilka innych rzeczy.

W ostatnim czasie doszło co prawda do wymiany na stanowiskach prezesów czterech banków, ale wynagrodzenia zarządów BGK, Eurobanku, Getin Noble Banku, PBS Sanok czy Banku BPH nie są na tyle duże, żeby zrobić aż kilkusetmilionową różnicę, np. przy wypłacaniu odprawy. Na kwotę 311 mln zł musiałyby się złożyć pensje za aż 37 lat dla najbogatszego prezesa banku w Polsce - Luigiego Lovaglio z Pekao.

 

Wyjaśnienie jest trochę mniej szokujące, niż gdyby dotyczyło wypłat czy odpraw dla zarządów.

- W pozycji koszty ogólnego zarządu księgowany jest podatek bankowy i to jest główna przyczyna spadku zysków banków - podaje Maciej Marcinowski, analityk sektora bankowego w Trigon DM. - Różnica zysku w porównaniu z grudniem wynosi kilkadziesiąt milionów i nie jest to jakiś istotny spadek.

W styczniu z tytułu podatku bankowego, który wprowadzono w lutym 2016 r. wpłynęło do budżetu państwa 368,2 mln zł. Jeśli jednak tę kwotę odejmiemy od tego, w jakim stopniu przyrosły koszty ogólnego zarządu w ciągu roku, czyli od 679 mln zł to nadal zostaje 311 mln zł. Czyżby aż tyle wyniosły podwyżki wynagrodzeń, lub odprawy dla kadry menadżerskiej w bankach?

Oprócz podatku bankowego pozycja „koszty ogólnego zarządu” obejmować jednak może jeszcze środki wniesione na wypłatę pieniędzy dla upadających banków. Tak się złożyło, że w listopadzie ubiegłego roku Polska musiała wdrożyć dyrektywę o systemach gwarantowania depozytów. Na tej podstawie powstał fundusz przymusowej restrukturyzacji banków, który zaczął pobierać wpłaty od 2017 roku.

Do końca lipca krajowe banki mają czas, żeby wypełnić nowy fundusz kwotą aż 1,18 mld zł. Docelowo do dnia 31 grudnia 2030 r. na funduszu powinny zostać zgromadzone środki w wysokości, odpowiadającej 1,2 proc. kwoty środków gwarantowanych w bankach, oddziałach banków zagranicznych oraz firmach inwestycyjnych.

Skąd wzięło się nowe obciążenie?

Ostatni kryzys finansowy pokazał, że państwa Unii nie miały instrumentów do likwidacji dużych instytucji finansowych zagrożonych bankructwem, które ze względu na swoją złą sytuację nie były w stanie samodzielnie kontynuować działalności, a jednocześnie ich upadłość zagrażała całemu systemowi. „Istniały obawy, że niekontrolowane bankructwo instytucji „zbyt dużych, żeby upaść” spowoduje zagrożenie dla klientów i całej gospodarki” - podaje na swoich stronach Bankowy Fundusz Gwarancyjny, wskazując, że państwa członkowskie musiały przez to ratować zagrożone podmioty bezpośrednio ze swoich budżetów, czyli z podatków.

„Komisja Europejska uznała, że podatnicy nie powinni ponosić kosztów ratowania instytucji „zbyt dużych, żeby upaść”. Podjęto decyzję, że odpowiedzialność powinna spadać przede wszystkim na właścicieli i w dalszej kolejności na wierzycieli zagrożonych instytucji” - pisze BFG.

W przymusowej restrukturyzacji dotychczasowi właściciele tracą na rzecz BFG swoje uprawnienia i muszą ponieść ciężar strat powstałych w podmiocie. „Zdrowa” część działalności banku miałaby kontynuować działalność, a pozostała podlegać likwidacji.

W Polsce do realizowania tego zabezpieczenia wyznaczony został właśnie BFG i w tym celu będzie przez trzynaście lat zbierać pieniądze. Jeśli kwoty będą co rok takie jak w 2017 roku (1,18 mld zł), to osiągną one łączną wartość 16 mld zł. Dla porównania rok temu BFG dysponował aktywami w kwocie 12,5 mld zł, co oznacza, że banki będą musiały więcej niż podwoić środki na zabezpieczenie systemu.

To nie koniec ciężkich chwil dla banków

Sam fundusz przymusowej restrukturyzacji to jednak nie koniec. Banki spodziewać się mogą zwiększonych wpłat na BFG, bo upadłości ogłaszają kolejne instytucje finansowe.

Koszty działalności banków najwyższe w ostatnich latach były w listopadzie 2015 r., kiedy upadał SK Bank w Wołominie oraz w październiku 2016 roku, kiedy zbankrutował Bank Spółdzielczy w Nadarzynie. To oznaczało dla banków, oprócz zwiększonych wpłat na BFG także konieczność jednorazowych wypłat dla poszkodowanych klientów.

Od 2014 roku dołączono do gwarancji BFG jednak jeszcze SKOK-i. Jak dotąd upadło ich osiem. W tym roku w lutym ogłoszono bankructwo Wielkopolskiej SKOK i jeszcze do 14 kwietnia potrwają wypłaty z BFG.

- Upadłości SKOK-ów do tej pory nie były kosztami jednorazowymi dla banków, tylko środki szły z BFG - tłumaczy Marcinowski z Trigon DM.

BFG jednak nie bierze pieniędzy z powietrza, ale wpłacają je tam banki. Dlatego, skoro np. klientom Wielkopolskiego SKOK trzeba będzie wypłacić około 300 mln zł, to te środki będą musiały za jakiś czas być uzupełnione w funduszu.

To oznacza, że koszty banków będą rosnąć. Niestety trzeba oczekiwać, że banki będą te wszystkie wydatki chciały sobie odbić na klientach.

Niższe odsetki dla deponentów nadrobiły podatek bankowy

Jak pisaliśmy niedawno banki płacą historycznie rekordowo niskie odsetki za depozyty klientów. W ten sposób nadrabiają straty z podatku bankowego.

Jak policzyliśmy na podstawie danych NBP, w styczniu banki zarobiły na różnicy odsetek od depozytów i kredytów 3,4 mld zł, czyli o aż 343 mln zł więcej niż rok wcześniej. Podatek bankowy w styczniu wyniósł tylko nieco więcej, bo 368,2 mln zł - można więc powiedzieć, że ta dziura została już zalepiona pieniędzmi klientów, którzy dostają niższe odsetki od depozytów.

Pytanie tylko w jaki sposób banki będą łatać kolejne dziury w postaci zwiększonych wpłat na BFG, czy specjalny fundusz przymusowej restrukturyzacji banków? Niewykluczone, że wrócą opłaty za korzystanie z kart bankowych (np. mBank pobiera już opłaty dla wypłacających powyżej 100 zł), czy za przelewy, które prawie całkowicie zniknęły kilka lat temu na fali nowoczesności, gdy klient mógł sam obsługiwać konto przez internet.

Wyżej opisana sytuacja może być jednym z powodów, dla którego Jarosław Kaczyński zrezygnował z forsowania ustaw, mających zamienić kredyty frankowe na złotowe. Nowych zbyt wielkich kosztów niektóre banki mogły by po prostu nie udźwignąć, a ewentualne bankructwa zaciążyłyby na całym sektorze i gospodarce.

Z drugiej strony banki na wypadek kłopotów mogą się zawsze ratować, obniżając szokująco wysokie pensje swoich najwyższych menadżerów. W 2016 r. zrobiły tak ING BSK, BZ WBK, Pekao (likwidując prezesowi Lovaglio rekompensatę 1,2 mln zł za pracę poza rodzimym krajem) i Idea Bank, oszczędzając na tym łącznie 5 mln zł. Pytanie tylko jak nisko wynagrodzenia mogą zejść i czy na rynku są równie dobrzy menadżerowie skłonni pracować za niższe wynagrodzenie?

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
arti
2017-03-08 17:02
to skandalaby pdezesi mieli takie pensje?!!!!!!!!! czy ktos w koncu zrobi z tym porzadek?
księgowy
2017-03-08 14:30
Oj biedne banki, za szybko rosły miliardowe zyski, trzeba trochę kosztów dopisać.
kosa
2017-03-07 15:42
To po prostu obrzydliwe...
Pokaż wszystkie komentarze (73)