
By rządy nie musiały już, jak działo się to podczas kryzysu, sięgać do kieszeni podatników w celu ratowania banków, Komisja Europejska zaproponowała, aby one same złożyły się na krajowe fundusze antykryzysowe. Pomysł przedstawił unijny komisarz do spraw rynku wewnętrznego i usług finansowych Michel Barnier (na zdjęciu). KE nie precyzuje jeszcze formy tego podatku bankowego.
Takie narodowe fundusze, połączone w europejską sieć, miałyby służyć wsparciu banków, ale nie bezpośredniemu ratowaniu ich przed upadłością. Chodziłoby na przykład o przejęcie złych aktywów, by nie obciążały bilansów banków, zapewnienie pomocy prawnej albo administracyjnej w przypadku niewypłacalności, czy też dofinansowanie restrukturyzacji.
Jesienią ma być przedstawiona szczegółowa analiza i propozycje legislacyjne, nad którymi będą debatować kraje członkowskie i Parlament Europejski.
Na poziomie UE mają obowiązywać wspólne zasady reagowania kryzysowego, by zapewnić stabilność systemu finansowego. W dalszej przyszłości - nie wyklucza KE - mógłby powstać wspólny fundusz bankowy dla całej UE.
Ideą unijnego komisarza do spraw rynku wewnętrznego i usług finansowych Michela Barniera jest, by te same instytucje finansowe ponosiły odpowiedzialność za nieodpowiedzialne operacje. Dlatego mają zawczasu odłożyć pieniądze na uniknięcie tarapatów, albo przeprowadzenie upadłości w sposób najlepiej zabezpieczający interesy osób, które mają w nich swoje oszczędności.
KE jest przekonana, że system powinien być tak skonstruowany, żeby nawet największa instytucja finansowa mogła upaść na skutek niewypłacalności - ale w sposób kontrolowany i niezagrażający stabilności całego systemu finansowego.
Parlamentarzyści są za, a i 66 procent obywateli Wspólnoty życzy sobie takiego rozwiązania.
Protest zorganizował miliarder Bidzina Iwaniszwili, rozpoczynając kampanię przed jesiennymi wyborami do parlamentu.