
Money.pl: Prezydent Komorowski w swoim wystąpieniu na Wrocław Global Forum mówił, że musimy wspierać Białoruś w procesie jej demokratyzacji. Czy mamy narzędzia, by robić to skutecznie? Tak naprawdę o konieczności zmian na Białorusi mówi się od lat, a na reżimie Łukaszenki wydaje się to nie robić wrażenia.
Janusz Onyszkiewicz, były minister obrony narodowej: Sama zmiana, przejście do demokracji, musi być przede wszystkim dziełem samych Białorusinów. My możemy im w tym pomagać, tak jak nam pomagano w latach 70. i 80.
Powinniśmy przede wszystkim starać się wspierać budowanie społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi. Z ubolewaniem stwierdzam, że kiedy pyłem posłem w Parlamencie Europejskim i bardzo aktywnie działałem na rzecz poprawienia mechanizmu finansowania niezależnych od władzy działań w takich krajach jak Białoruś, to niespecjalnie mi się to udawało.
Dzisiaj widzę jednak, że sprawy nabierają tempa. Idea, którą próbowałem lansować, utworzenia specjalnego funduszu na rzecz demokracji, zaczyna się pomału przebijać i stała się już nawet elementem oficjalnego planu Unii Europejskiej. Jeśli go nie zrealizujemy, trudno będzie mówić o jakiejkolwiek skuteczności.
Pamiętajmy, że opozycyjne organizacje na Białorusi są niemalże nielegalne. Trudno wymagać od nich dużych nakładów finansowych, a tym bardziej skrupulatnego rozliczania wszystkich faktur, skoro dla władz w Mińsku takie wsparcie z Zachodu i tak jest nielegalne.
Sam Pan jednak stwierdził, że to nie pomoc z Zachodu, a wola samych Białorusinów mogą doprowadzić tam do zmian. Czy widzi Pan taki potencjał w tamtejszym społeczeństwie?
Tak. Dużo może zmienić kryzys gospodarczy, który się właśnie w dramatyczny sposób na Białorusi rozwija. Może on zburzyć tamtejszy spokój społeczny. Dotychczas Łukaszenka kupował go sobie, proponując Białorusinom w miarę spokojne życie. Obecnie nie jest go jednak w stanie zapewnić. Sytuacja jest tam teraz absolutnie kryzysowa, w związku z czym obawiam się, że będziemy świadkami bardzo dramatycznych wydarzeń. Musimy mieć to na uwadze i przygotować się na taki scenariusz.
Ukrainie znacznie bliżej do standardów zachodnich. Prezydent Komorowski podkreślał jednak, że musimy domagać się od niej rozwijania instytucji i wartości demokratycznych. Czy takie stawianie sprawy jest dyplomatyczne? Czy rzeczywiście w rozmowach z władzami Ukrainy powinniśmy podnosić ten problem?
Ukraina istotnie, oprócz krajów bałtyckich, jest najbardziej demokratycznym obszarem, spośród państw byłego Związku Sowieckiego. Niestety obecnie mechanizmy demokratyczne zaczynają tam słabnąć. Niewątpliwie trzeba o tym mówić. Pytanie tylko jak dalece publicznie i jak bardzo dawać odczuć naszym ukraińskim partnerom i przyjaciołom, że sprawa demokracji na Ukrainie leży nam na sercu. Nie dlatego, że jest to w naszym interesie, tylko dlatego, że jest to ważne dla samej Ukrainy.
Wiele mówiło się o tym, że współpracę polityczną trzeba wzmocnić współpracą gospodarczą. Tymczasem nie słychać już nic o przedłużeniu ropociągu Odessa-Brody do Płocka i pojawiają się głosy, że przy organizacji Euro 2012 brakuje ścisłej współpracy obu państw. Na ile więc nasze rady dla Ukrainy mogą odnieść tam jakiś skutek?
Ukraina nie chce unii celnej z Rosją
Rzeczywiście trudno zauważyć, żebyśmy na przykład budowali autostradę, która przeprowadzi potok kibiców z Krakowa do Lwowa. Jeśli jednak chodzi o rurociąg Odessa-Brody-Płock, to problem jest taki, że chcemy go ciągle widzieć jako przedsięwzięcie komercyjne. W takim wypadku ci, którzy mieliby w nie zainwestować, muszą mieć pewność, że będą odpowiednie dostawy ropy do rurociągu. Z tym wcale nie jest dzisiaj dobrze. Ktoś powinien zaryzykować i ten rurociąg wybudować, ale takie ryzyko może być podjęte tylko wtedy, gdy pojawią się gwarancje rządowe. Póki co, jak widać, nie można na nie liczyć.
To odpowiedź na wprowadzone przez Ukrainę ograniczenia importu mleka i mięsa z Białorusi.
Filmowe święto na Lazurowym Wybrzeżu przeszło do historii.
Re: Onyszkiewicz dla Money.pl: Kryzys może obalić Łukaszenkę
Nie widzę jednak zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. Wierzę zresztą, że w końcu podłączymy się do końcowego odcinka Gazociągu Północnego i w najgorszym wypadku będziemy kupowali po prostu droższy gaz rosyjski, bo za pośrednictwem Niemiec. Dopłacimy, ale gazu nie zabraknie.
No pewnie, co to dla Polaków? Stać was na dopłacanie, przynajmniej wg swiatłego swiatopogladu czesci waszych elyt.
Re: Onyszkiewicz dla Money.pl: Kryzys może obalić Łukaszenkę
Tak. Dużo może zmienić kryzys gospodarczy, który się właśnie w dramatyczny sposób na Białorusi rozwija. Może on zburzyć tamtejszy spokój społeczny.
No tak, jak zwykle, spokój społeczny jest głównym wrogiem "dmokracji" a już szczególni spokój socjalny.
Wszak dla "demokracji" jest najlepiej jak jakiemuś społeczeństwu odbierze lub zniszczy sie tenże spokój społeczny i socjalny.
Ludzie niepewni swojego jutra, najlepiej nadaja sie na "demokratyczne" społeczeństwo.
Smutne choć prawdziwe.
Re: Onyszkiewicz dla Money.pl: Kryzys może obalić Łukaszenkę
Nie chciałbym podróżować statkiem,
którego kurs byłby określany głosowaniem załogi,
przy czym kucharz i chłopiec okrętowy mieliby takie samo prawo głosu jak kapitan i sternik."
Autor: William Faulkner
Re: Onyszkiewicz dla Money.pl: Kryzys może obalić Łukaszenkę
Prezydent USA mówi : - Przeciętny Amerykanin zarabia miesięcznie 3000 dolarów, z tego płaci 1000 dolarów podatków, a z reszty da się jakoś przeżyć.
Prezydent Rosji mówi : - Przeciętny Rosjanin zarabia w przeliczeniu 1000 dolarów miesięcznie, z czego płaci 300 dolarów podatków i za resztę jakoś żyje.
Na to prezydent Białorusi: Przeciętny Białorusin zarabia miesięcznie w przeliczeniu 300 dolarów, z czego płaci 400 dolarów podatków - kto im dopłaca po 100 dolarów , to ja niestety nie wiem."
Re: Onyszkiewicz dla Money.pl: Kryzys może obalić Łukaszenkę
A w Polsce rzad ...
Re: Onyszkiewicz dla Money.pl: Kryzys może obalić Łukaszenkę
Problemów z otrzymaniem pieniędzy z Ministerstwa Obrony Narodowej nie miały natomiast Fundacja "Świat Ma Sens" i Towarzystwo Porozumienia Polsko-Rosyjsko-Białoruskiego. Fundacja dostała 40 tys. zł na produkcję filmu biograficzno-dokumentalnego "Bartoszewski. Droga", Towarzystwo natomiast 30 tys. zł na udział w uroczystych obchodach 68. rocznicy bitwy pod Lenino. Film o Bartoszewskim sfinansowany zostanie w ramach "zadań publicznych w zakresie obronności". Co ma wspólnego ekranizacja o Władysławie Bartoszewskim z "zadaniem publicznym w zakresie obronności", nie wiadomo. To pytanie zadaliśmy Ministerstwu Obrony Narodowej, wciąż czekamy na odpowiedź. Zastrzeżenia może budzić też fakt dofinansowania udziału w obchodach bitwy pod Lenino (30 tys. zł), jakie otrzymało Towarzystwo Porozumienia Polsko-Rosyjsko-Białoruskiego. Sądząc po organizatorze, akcenty zostaną położone na chwałę sowieckiego oręża, a nie na rzeź niedozbrojonej, słabo wyszkolonej, sformowanej w Związku Sowieckim dywizji, dowodzonej przez dezertera z armii gen. Władysława Andersa, jakim był Zygmunt Berling. Właśnie z tych względów rocznicy bitwy od dawna nie obchodzi się uroczyście w Polsce. Nie wiadomo, dlaczego MON przeznaczyło na ten cel 30 tys. zł, a na tak ważne projekty jak np. "Rekonstrukcja walk 1915 roku w rejonie Bolimowa i przypomnienie postaci płk. Józefa Dowbora-Muśnickiego walczącego pod Bolimowem jako dowódca 14. Pułku Strzelców Syberyjskich, późniejszego dowódcy I Korpusu Polskiego w Rosji i Powstania Wielkopolskiego" Fundacji Polonia Militaris czy "Uroczyste obchody rocznicy obrony Modlina 1939 roku", organizowane przez Towarzystwo Przyjaciół Twierdzy Modlin - przekazało zaledwie 20 i 25 tys. złotych.
Wspomniana już prywatna Fundacja "Świat Ma Sens" - która dostała prawie trzykrotnie więcej pieniędzy na film o Władysławie Bartoszewskim niż Wojskowe Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne "SWAT" na wydanie książki pt. "Pamięci Lotników Polskich 1945- -2010" czy o 10 tys. więcej niż Stowarzyszenie Pododdziałów Reprezentacyjnych na "Organizację i przeprowadzenie Festynu z okazji Święta Kawalerii Polskiej" - firmuje stronę "Polska Ma Sens", tworzoną przez Witolda Beresia i Jerzego Skoczylasa. Obaj panowie od lat związani są z "Gazetą Wyborczą", a prezydent Bronisław Komorowski odznaczył ich 21 marca br. Złotymi Krzyżami Zasługi. Całkiem niedawno, bo zaledwie przed paroma dniami, rzecznik rządu Paweł Graś, który reklamował ich stronę "Polska ma Sens" na Twitterze, na pytanie, czemu to robi, odparł: "bo znam obu z czasów jak odwaga była naprawdę w cenie. Bo są z Krakowa, bo mam nadzieję że będzie optymistycznie i ostatni argument bo żyjemy w wolnym kraju!".
Sposobem rozdzielenia dotacji zdziwiony jest Dariusz Seliga (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. - Na pewno złożymy interpelację w tej sprawie, będę chciał też dowiedzieć się o składzie komisji, która rozpatrywała wnioski - zapowiedział poseł. Zupełnie niezrozumiały dla niego jest fakt dofinansowania Towarzystwa Porozumienia Polsko-Rosyjsko-Białoruskiego i Fundacji "Świat Ma Sens" z pominięciem m.in. Stowarzyszenia Międzynarodowy Rajd Katyński. - Tu nie ma przypadków, mamy do czynienia z cyniczną grą. Z jednej strony szef MSZ neguje Łukaszenkę, z drugiej - szef MON daje dotacje na program wspólnie realizowany z Białorusinami. Nie rozumiem również, dlaczego MON daje pieniądze na film o panu Bartoszewskim. Nie ma i nie będzie zgody na coś takiego - stwierdza Seliga. Poseł dodaje, że MON, które doprowadziło do rozkładu armii, powinno raczej zająć się finansowan