
Im większym dysponujemy budżetem, tym bardziej pragmatycznie podchodzimy do zakupów. Osoby, które stać na wydatek rzędu dwóch, trzech tysięcy złotych, zamiast metki z logo znanej firmy wybiorą oryginalny krój i wysoką jakość wykonania - mówi Rafał Bauer, założyciel luksusowej marki odzieży męskiej Rage Age. Były prezes Vistuli i Wólczanki uważa, że w dobie zalewu podróbek nawet oryginalna torba Louis Vuitton to obciach. Zdaniem Bauera moda nie jest dla każdego, a Polacy dopiero dojrzewają do myśli, że szata jednak zdobi człowieka.
Money.pl: Jest Pan prezesem zarządu funduszu inwestycyjnego Black Lion, prezesem zarządu prywatnego szpitala Scanmed, wreszcie prezesem zarządu marki odzieżowej Rage Age. Można kierować trzema spółkami na raz, nie zaniedbując żadnej z nich?
Rafał Bauer: Znalazłoby się jeszcze kilka innych firm (śmiech). Stanowisko prezesa zarządu nie oznacza jednak, że na bieżąco kieruję każdym z przedsiębiorstw; we wszystkich mam odpowiedzialnych za to pracowników. Napoleon mawiał: Należy otoczyć się dobrymi współpracownikami a następnie usunąć się im z drogi. Hołduję tej zasadzie.
Do tej pory specjalizował się Pan w restrukturyzacji i konsolidacji już istniejących firm. Dlaczego zdecydował się Pan stworzyć od podstaw nowy, własny biznes?
Przez kilka lat zarządzania w Vistuli i Wólczance nabrałem doświadczenia w pracy w branży odzieżowej. Kiedy odchodziłem z firmy, chciałem kontynuować moją wizję rozwoju wierząc, że da się zbudować polską markę ekskluzywną. To przekonanie podzielał Rafał Czapul i kilka innych osób.
Podstawowa różnica pomiędzy mną a nowymi akcjonariuszami Vistuli Wólczanki dotyczyła wtedy sposobu komunikacji i charakteru oferowanego przez nas produktu. Uważałem, że powinien to być produkt luksusowy i międzynarodowy, moi antagoniści chcieli, żeby był zwykły i dostępny dla każdego. Szczególnie jeden z akcjonariuszy celował w stwierdzeniach, że w kraju wódy i kiełbasy żadnej mody się nie robi i nie zrobi. Ja miałem inne zdanie.
Rage Age to naturalna kontynuacja ścieżki obranej przeze mnie w Vistuli, z tym, że sygnowana nazwiskiem Rafała i finansowana z prywatnych pieniędzy.
Może Pan zdradzić, ile zainwestował w markę?
Nie, bo też nie ma to żadnego znaczenia. Nie widzę powodu by w projektach, które nie muszą być publiczne, epatować jakimikolwiek cyframi.
A czy zainwestowane środki zaczęły się już zwracać?
Tak, co mnie niezwykle cieszy. Start up jest trudny co do zasady, a modowy w szczególności.
fot: Robert Wolański
fot: Robert Wolański
zobacz całą galerięRage Age jest więc dla Pana projektem biznesowym, czy hobbystycznym?
To za duże przedsięwzięcie, by traktować je jak hobby. Szczególnie dla mnie, nie zaliczam się do krezusów. Jednak wszystko, co robimy, powinno mieć jakiś emocjonalny kontekst. Dobrze, jeśli w działalności biznesowej możemy realizować swoje pasje. Rage Age zajmuje w moim sercu szczególne miejsce, choć mniejsze niż przedsięwzięcie o którym już była mowa, czyli fundusz Black Lion i jego projekty.
Mówił Pan, że chce stworzyć firmę międzynarodową. Czy nie odcinacie się przy tym od polskich korzeni marki? Nawet rozwinięcie adresu internetowego firmy to co.uk.
Jak można twierdzić, że odcinamy się od korzeni, skoro w logo marki widnieje nazwisko projektanta? Swoją drogą zestawienie Rage Age by Czapul jest źródłem rozmaitych uwag, drobnych złośliwości, które pojawiają się raczej w kraju niż za granicą. Nieodmiennie mnie to dziwi.
Nie uciekamy od polskości ale też nie narzucamy się z nią na każdym kroku. By Czapul to czytelny odnośnik geograficzny. Co do zasady uważam, że istota gry z klientem daje się sprowadzić do słynnego passusu z Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu: Żołnierz dziewczynie nie skłamie, ale nie wszystko jej powie.
Z Państwa strony internetowej nie można się dowiedzieć niczego.
To celowy zabieg. Zaczęliśmy od pewnego kontekstu historycznego, który dziś nie ma jednak żadnego znaczenia. Każda z naszych kolekcji ma wyraźne story, przywiązujemy ogromną wagę do detalu i uważamy, że nasz produkt mówi sam za siebie. Jaki jest koń, każdy widzi – można go obejrzeć, można się z nim bezpośrednio skonfrontować i marka Rage Age by Czapul wychodzi z tej konfrontacji obronną ręką. Praktyka pokazuje, że jeśli ktoś kupi nasz produkt – czy to w Polsce, czy za granicą – zostaje oddanym klientem.
Polska to dobry rynek dla producentów dóbr luksusowych? Nie ma u nas większości światowych marek, domów mody, nie wydaje się magazynu Vogue...
Tak też myślała firma Ferrari, ale od kiedy otworzyła autoryzowany serwis w Warszawie, sprzedaż w Polsce przewyższyła tą w Czechach, gdzie wszystkie luksusowe marki są już od dawna. W Polandzie obowiązuje taka odgórna zasada dziadowania, która wpływa na rynek. Z praktyki wiem, że nie brak chętnych do otwarcia butiku Louis Vouitton czy kilku innych, nie mniej prestiżowych marek. To same firmy limitują wejście na rynek, ponieważ się go boją. Taka kwadratura koła.
Kiedyś staraliśmy się o flagstore Ralpha Laurena. W centrali firmy dowiedzieliśmy się, że Warszawa jest w ostatniej kolejności odśnieżania bo... jeszcze w niej nie byli, a w Pradze na przykład bywają bardzo często.
NA DRUGIEJ STRONIE PRZECZYTASZ, KTO NA PEWNO NIE UBIERZE SIĘ W RAGE AGE
Nowy trend w browarnictwie
Brak pasteryzacji to już za mało. Rynek zdobywają naturalne piwa ekologiczne i slowfoodowe. Czy są smaczniejsze, albo zdrowsze? więcej »
Enda Kenny chce by Irlandczycy w referendum, opowiedzieli się zaostrzeniem dyscypliny finansowej.
Re: Rage Age: Louis Vuitton to obciach
Re: Rage Age: Louis Vuitton to obciach
Re: Rage Age: Louis Vuitton to obciach
Re: Rage Age: Louis Vuitton to obciach
Re: Rage Age: Louis Vuitton to obciach
Re: Rage Age: Louis Vuitton to obciach