Na skróty
Money.plWalutyWiadomości walutoweBrudziński: Dla euro trzeba zmienić konstytucję
2008-09-14 11:50
Brudziński: Dla euro trzeba zmienić konstytucję
[fot: PAP/Radek Pietruszka]

Brudziński: Dla euro trzeba zmienić konstytucję


Poleć artykuł:

Prezydent Lech Kaczyński, Prawo i Sprawiedliwość oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej chcą, by rząd przedstawił harmonogram wchodzenia Polski do strefy euro. Ponad to poseł PiS Joachim Brudziński zwraca uwagę, że do wprowadzenia euro potrzebna jest zmiana konstytucji.

Premier Donald Tusk zapowiedział podczas otwarcia Forum Ekonomicznego w Krynicy, że rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 roku. Ocenił, że jest to realny, choć trudny termin.

- Wielu konstytucjonalistów uważa, że wprowadzenie euro wymaga zmiany konstytucji (...), bo wejście do strefy euro będzie wiązało się ze zmianą uprawnień Narodowego Banku Polskiego - powiedział w niedzielę w Radiu ZET Brudziński.

Zdaniem posła PiS premier Donald Tusk nie konsultuje terminu wejścia Polski do strefy euro z prezesem NBP Sławomirem Skrzypkiem; nie prowadzi też żadnych rozmów z opozycją, która jest potrzebna, aby konstytucję zmienić. Natomiast - za podszeptem najprawdopodobniej speców od PR - składa zapowiedź, która jest zapowiedzią nie do zrealizowania - mówił.

Brudziński powołał się na opinię byłego wiceministra finansów prof. Stanisława Gomułki, który w wywiadzie dla czwartkowego Dziennika powiedział, że podany przez premiera termin jest nierealny.

Z kolei partyjny kolega Brudzińskiego, minister w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński przypomniał, że dla Lecha Kaczyńskiego rzeczą najważniejszą jest to, by decyzja o wejściu do euro (...) nie spowodowała jakichś drastycznych konsekwencji dla zwykłych obywateli. Według prezydenckiego ministra ciekawym przypadkiem do obserwacji skutków wprowadzenia wspólnej waluty, będzie Słowacja, która od 1 stycznia 2009 wchodzi do strefy euro.

Pan prezydent oczekuje, że (...) otrzyma od rządu wyliczenia, pokazanie perspektywy i wtedy będziemy mogli rozmawiać - dodał Kamiński.

Wtórował mu szef sejmowego klubu Lewicy Wojciech Olejniczak, który powiedział, że powinno być to, o czym mówił pan minister Kamiński, czyli w Sejmie najlepiej żeby premier przedstawił cały kalendarz i wszelkie wyliczenia. SLD domaga się również ochrony osób najbiedniejszych przed skutkami ewentualnego wzrostu cen.

ZOBACZ TAKŻE:

Olejniczak uznał także datę 2011 r. za nierealną. Ja też uważam, że to raczej jest rok niemożliwy, kiedy Polska wstąpi do strefy euro, ale ja przypomnę też, że kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej też był pewien poślizg, więc lepiej wyznaczyć sobie cel, dążyć do tego celu ze świadomością, że być może o rok czy być może o półtora roku to się przesunie w czasie - powiedział poseł SLD.

Przewodniczący klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski odsyła polityków PiS do opracowań Narodowego Banku Polskiego, gdzie jest mowa o tym, że Polska powinna jak najszybciej znaleźć się w strefie euro.

Tam jest też cały bilans, cały katalog korzyści. Istotnie jakimś elementem, zagrożeniem jest kwestia podwyżki ewentualnie cen niektórych towarów, ale na to też są sposoby, też są pomysły - zapewnił Chlebowski.

Z kolei zdaniem szefa klubu PSL Stanisława Żelichowskiego chodzi o to, żeby poziom życia Polaków się nie zmniejszył, za tym też jesteśmy, ale przez to, że wejdziemy do strefy euro będzie się rozwijała gospodarka i poziom życia Polaków się będzie zwiększał.

(PAP)



Re: Brudziński: Dla euro trzeba zmienić konstytucję

nAGA pRAWDA / 89.78.7.* / 2008-09-14 20:56
CD UNIJNEJ PARANOI:
Po piąte - inwestycje za państwowe pieniądze są zwykle nietrafione.

Gdyby były one opłacalne to prywatni przedsiębiorcy, wietrząc możliwość zysku, dużo wcześniej sami podjęliby ryzyko danej inwestycji. Tymczasem dotacje powodują marnotrawstwo na wielką skalę. Doskonałym przykładem są choćby oczyszczalnie ścieków wybudowane w Belgii, Hiszpanii czy Włoszech za pieniądze z Brukseli: nie odpowiadają wymaganym normom, są za małe lub za duże w stosunku do potrzeb, nie są w ogóle używane z powodu braku przyłączy do sieci kanalizacyjnych lub energetycznych, budowa przedłuża się o wiele lat, koszty inwestycji wzrastają o kilkaset procent. Jak twierdzą niemieccy autorzy książki "Banany dla Brukseli": "wyniki kontroli pewnych badań pokazują, że środki publiczne obciążające podatników w UE i państwach członkowskich są błędnie inwestowane". Ponadto jak twierdzi amerykański ekonomista Henry Hazlitt, skutkiem subwencji jest to, "że kapitał i pracę wyprowadza się z przemysłów, w których mogą pracować bardziej wydajnie, a kieruje do przemysłu, w którym są mniej efektywne. Wytwarza się mniej bogactwa. Przeciętny standard życia obniża się w porównaniu z tym, jaki byłby możliwy."

Po szóste - dotacje do inwestycji mogą powodować zmianę istoty samej inwestycji.

Gdyby nie istniały fundusze prywatni przedsiębiorcy lokowaliby swoje pieniądze w inne przedsięwzięcia, prawdopodobnie bardziej efektywne i produktywne. Jak uważają analitycy ekonomiczni z holenderskiego Tinbergen Institute fundusze unijne są inwestowane w specyficzne projekty, takie jak zwiększanie wartości kulturalnych czy środowiskowych, które niekonieczne powodują wzrost gospodarczy. Ponadto, podobnie jak różnorakie ulgi i odpisy podatkowe, państwowe fundusze nakłaniają firmy do kupowania konkretnych, niekoniecznie potrzebnych produktów.

Po siódme - polskie firmy, które będą otrzymywały unijne dotacje będą stanowić nieuczciwą konkurencję wobec firm nie dotowanych, co pogorszy wyniki tych drugich, a może nawet spowodować wiele bankructw.

Dzieje się tak dlatego, ponieważ dotowane przedsiębiorstwa mając niższe koszty działalności mogą oferować swoje produkty i usługi po niższych cenach. Mechanizm ten działa podobnie jak w specjalnych strefach ekonomicznych, gdzie firmy są zwalniane z podatków dochodowych czy od nieruchomości. Niestety specjalne strefy ekonomiczne rozwijają się kosztem reszty kraju. Przedsiębiorcy przenoszą swoją działalność z innych rejonów do strefy, gdzie tworzą nowe miejsca pracy, równocześnie likwidując je gdzie indziej. "Transfer publicznych pieniędzy do przedsiębiorstw, zarówno publicznych jak i prywatnych, narusza fundamentalną zasadę równej konkurencji i w efekcie obniża efektywność alokacji kapitału" - napisano w "Czarnej liście barier dla przedsiębiorczości 2003" przygotowanej przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych. Należy zaznaczyć, że jakiekolwiek dotacje nie mają nic wspólnego z wolnym rynkiem. Subsydia utrudniają rozwój wolnej konkurencji, ponieważ przedsiębiorstwa wolą walczyć o państwowe dofinansowanie niż z konkurentami na wolnym rynku, co pogarsza jakość ich usług i wyrobów oraz zwiększa cenę.

Po ósme - możliwość otrzymania dotacji opóźnia proces inwestycyjny.

Samo opracowanie projektu nadającego się do dofinansowania może zabrać nawet kilkanaście miesięcy. Natomiast jak twierdzi Jerzy Kędzierki, wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, "od złożenia wniosku do wypłacenia pieniędzy [z funduszu ISPA] mijają średnio trzy lata". Zaś według ekspertów Komisji Europejskiej jest jeszcze gorzej: "przygotowywanie wielu programów ciągnie się latami". Samą inwestycję można rozpocząć dopiero po podpisaniu umowy o udzielenie dotacji, co następuje po zatwierdzeniu wniosku o udzielenie dotacji wraz z tzw. studium wykonalności projektu. Koszty poniesione przed podpisaniem umowy nie zostają zwrócone.

Po dziewiąte - aby otrzymać dotację, konieczne jest współfinansowanie inwestycji przez beneficjantów pomocy.

Z racji tego, że władz samorządowych z własnych środków finansowych na to nie stać, już teraz miasta i gminy (np. Poznań) wypuszczają obligacje komunalne, aby mieć pieniądze na współfinansowanie projektów. W ten sposób samorządy, mając już deficyty budżetowe, wpadają w nie kończącą się spiralę zadłużeniową. Natomiast w ramach funduszu PHARE przedsiębiorstwa, które chcą dostać dotacje muszą obligatoryjnie zaciągać kredyty bankowe w określonej wysokości (np. w przypadku Funduszu Dotacji Inwestycyjnych - min. 25% inwestycji), co w skrajnej sytuacji może doprowadzić niektóre firmy do niewypłacalności i bankructwa. Ponadto dotacje są w rzeczywistości refundacjami. Całość inwestycji trzeba najpierw samemu sfinansować, a dopiero potem zwracana jest część kosztów inwestycji.

Po dziesiąte - samo istnienie unijnych dotacji tworzy kolejny korupcjogenny styk na granicy polityki i gospodarki, co będzie skutkowało wieloma nowymi wielomilionowymi defraudacjami, sprzeniewierzenia
nAGA pRAWDA / 89.78.7.* / 2008-09-14 20:56
malwersacjami, przy których afera Rywina będzie mało znaczącym epizodem.

Oszustwa i wyłudzenia pieniędzy w ramach Wspólnej Polityki Rolnej czy dotacji eksportowych są w UE na porządku dziennym. Jak podała "Rzeczpospolita" kilka lat temu zaradni greccy rolnicy złożyli wnioski o dotacje do swoich upraw o powierzchni przekraczającej o 20% powierzchnię całego kraju. Inni unijni rolnicy wyłudzali subwencje do plastikowych drzewek oliwnych, które z helikoptera wyglądały jak prawdziwe. Subwencje na szkolenia, ekspertyzy czy doradztwa wprost zachęcają do wyłudzeń unijnych środków pieniężnych. Sam program PHARE spotkał się z poważną krytyką i negatywną oceną za równo ze strony europejskiego Trybunału Obrachunkowego jak i dwukrotnie polskiej NIK. Wskazywano niegospodarność, rozrzutność, nepotyzm, łamanie prawa i inne rodzaje marnotrawstwa i przestępstw.

Z tych wszystkich powodów dobrze, że Polska wykorzystuje unijne fundusze w bardzo niezadowalającym zarówno polskich jak i brukselskich urzędników stopniu.

- Z przedakcesyjnego funduszu ISPA wykorzystano do tej pory jedynie około 1-2% unijnej pomocy - stwierdziła w połowie czerwca 2003 r. przedstawicielka Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. O dofinansowanie, dostępne w 2003 r., ubiega się 17 projektów, które zostały zaakceptowane przez Zespół Przygotowawczy Komitetu Integracji Europejskiej. Reszta ugrzęzła między polskimi urzędnikami a brukselską machiną biurokratyczną, bo nie udało się wnioskodawcom spełnić wymagań formalnych. Natomiast do końca 2002 r. z funduszu PHARE wydano od 89% za 1998 r. do 11,4% za 2001 r. dostępnych środków pieniężnych.

Szkoda tylko tych 11,5 mld zł, które polscy podatnicy będą musieli wpłacić do wspólnotowego budżetu za 2004 r. (w 2005 r. - 14,8 mld zł a w 2006 r. - 17,5 mld zł). Teraz dopiero widać dla kogo najkorzystniejsza jest akcesja Polski do UE. Jeśli nasz kraj już na wdrażaniu funduszy przedakcesyjnych traci politycznie i ekonomicznie na rzecz obecnych członków Unii, to co będzie po wstąpieniu, kiedy trzeba będzie wpłacać całą składkę? By z powrotem poprzez fundusze strukturalne i Fundusz Spójności odzyskać wpłacone miliardy trzeba będzie roztrwonić drugie tyle.

Czy Polaków na to stać?

Re: Brudziński: Dla euro trzeba zmienić konstytucję

nAGA pRAWDA / 89.78.7.* / 2008-09-14 20:53
JAKZE AKTUALNE SLOWA Z 2003 ROKU:

Dla polskiej gospodarki byłoby bardziej korzystne, gdyby polskie przedsiębiorstwa i urzędy nie mogły starać się o dotacje z UE. Dlaczego? Jest wiele powodów, które skutkują tym, że istnienie różnorakich funduszy unijnych jest nieopłacalne z ekonomicznego punktu widzenia zarówno dla polskiej gospodarki jako całości, jak i dla Polaków jako podatników i konsumentów. Ponadto mogą stać się niebezpieczne politycznie.

Po pierwsze - dotacje spowodują uzależnienie polskich przedsiębiorstw od unijnej biurokracji.

Dr Mariusz Salamon w materiałach szkoleniowych dla polskich przedsiębiorców pod tytułem "Dotacje unijne dla firm" pisze: "jeśli o coś prosisz, będziesz uległy wobec tego, kto daje, musisz zaaprobować jego system, określony schemat działania" i ostrzega: "niepokorni nie dostaną nic". Według autora, UE rozdaje pieniądze, bo załatwia własne interesy: "chce opanować rynek, a żeby był podatny, trzeba weń zainwestować, urobić sobie konsumentów i uczynić ich podatnymi na wpływ unijny (dając pieniądze, narzędzia, pracę)". W zamian za swoje pieniądze Unia oczekuje "uzależnienia rynku i ustrukturyzowania go w sposób, który ułatwi jej penetrację; wdzięczności potencjalnych konsumentów (a aktualnych beneficjantów); społeczeństwa bardziej konsumpcyjnego (nazywa się je demokratycznym)".

Po drugie - przygotowywanie wniosków o dotacje jest całkowicie nieproduktywne.

Tony formularzy i dokumentów nie powodują zwiększania dochodu narodowego, a jedynie stratę czasu, surowców i pieniędzy. Tymczasem jak stwierdził w "Rzeczpospolitej" Robert Gmyrek, były wiceminister rolnictwa, np. w Estonii pozyskanie jednego euro z unijnego programu SAPARD po naliczeniu kosztów proceduralnych, administracyjnych kosztuje aż 0,8 euro! W Polsce same koszty przygotowania dotowanych projektów inwestycyjnych wynoszą około 1 mld zł rocznie. Jak pisze Maciej Madelski "rolnik ubiegający się o pieniądze na modernizację gospodarstwa rolnego musi zgromadzić 25 załączników." A przecież przygotowanie wniosku o dotacje nie oznacza, że pieniądze te się otrzyma. Jest to dopiero etap wstępny, po którym dopiero rozpoczynają się bizantyjskie procedury urzędnicze i ostatecznie wniosek może zostać odrzucony. - Jedna trzecia wniosków odpada, głównie z tego powodu, że przedsiębiorcy nie mogą sprostać biurokracji - twierdzi przedstawiciel Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Biurokracja i wymogi formalne narzucone są z Brukseli, a jak uważa Richard Mbewe, główny ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej S.A.: "UE jest najbardziej zbiurokratyzowaną organizacją na świecie".

Kolejne niepotrzebne milionowe koszty ponosi Ministerstwo Finansów, które zleca audyty programów pomocowych i agencji nimi zarządzających. Audyt Agencji SAPARD wchodzącej w skład Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa kosztował w 2002 r. 1,1 mln zł.

Po trzecie - aby istniały fundusze strukturalne konieczne jest wyższe obciążenie podatkowe ludzi.

W 2003 r. 34,3% wspólnotowego budżetu (który wynosi 99,7 mld euro) jest przeznaczonych na politykę strukturalną. Polska, rezygnując z otrzymywania dotacji, równocześnie mogłaby więc domagać się od UE zmniejszenia składki unijnej o ponad jedną trzecią. Na dodatek dotacje są współfinansowane z polskich środków publicznych w wysokości aż 25%. Oznacza to, że na każde 1 euro dotacji tylko 0,75 euro pochodzi z UE a 0,25 euro (ponad 1 mld zł rocznie) - z polskiego budżetu, czyli od polskich podatników. Biorąc pod uwagę to, że jeśli koszt pozyskania z funduszy wynosi w Polsce podobnie jak w Estonii 0,8 euro na każde 1 euro dotacji, to na każde 0,75 euro dotacji z Unii Polska i polscy przedsiębiorcy wydają łącznie 1,05 euro! Jasno z tych obliczeń wynika, że Polska de facto na dotacjach traci i to nie mało. Biorąc pod uwagę fundusz SAPARD, którego budżet wynosi około 350 mln euro rocznie, z UE pochodzi 262,5 mln euro, które Polska mogła uzyskać wydając 367,5 mln euro! Natomiast uzyskanie 352,5 mln euro funduszu PHARE 2001, może polskich podatników i przedsiębiorców kosztować 493,5 mln euro! Gdyby Polska wykorzystywała w 100% unijne fundusze musiałaby dopłacać do interesu o nazwie SAPARD ponad 100 mln euro rocznie a do PHARE rocznie być może nawet 150 mln euro. Na szczęście te środki pieniężne nie są wykorzystywane w 100%. Należy zaznaczyć, że za pieniądze z dotacji przy różnych programach konieczne jest opłacenie unijnych doradców, a inwestorzy kupują maszyny i urządzenia w krajach UE wspomagając tamtejsze gospodarki.

Po czwarte - aby polskie przedsiębiorstwa lub samorządy mogły otrzymywać dotacje, polska administracja będzie musiała zatrudnić potężną ilość nowych bezproduktywnych urzędników do obsługi unijnych dotacji.

Oczywiście za pieniądze polskich podatników. Według poufnego raportu Komisji Europejskiej "ogromny wzrost odpowiednio przeszkolonego personelu jest niezbędny". Mówi się o wzroście zatrudnienia urzędników o około 200%! W samej Agencji Restrukturyzacji

Re: Brudziński: Dla euro trzeba zmienić konstytucję

JAW / 84.10.239.* / 2008-09-14 19:53
Niech nie jojczą tylko zmienjią konstytucję. Jak długo jeszcze będziemy obracać bezwartościowym pieniądzem, którego, mimo iż ponoć jest wymienialny, nie chce od prywatnej osoby żaden bank za granicą, ani żaden kantor. Złotówka jest w świecie warta tyle ile papier, na którym się ją drukuje, a kursy to tylko dane do transakcji elektronicznych, przy któych naszą walutę wynmienia polski bank dokonujący przelewu

Niech kartofle wreszcie podpiszą tą Lizbonę.

Dawid34554 / 85.221.185.* / 2008-09-14 13:34
bo Polacy nie umieją się rządzić i są antysemitami. Lepiej robili to i będą robić. Hans Frank miał rację wprowadzając darmowe skrobanki dla polaków w generalnej guberni. Tusk ma rację: sprowadzić 10mln chińczyków i oddać w zarządzanie Niemcom. Sprawa bękarta traktatu wersalskiego będzie ostatecznie rozwiązana. Trzeba jeszcze połapać PISiorów i rydza. i wreszcie zapanuje spokój w tej części europy .Koszta trzeba ponieść . Ameryka swój sukces też zaczęła od zamknięcia tubylców w rezerwatach. Katole nie pasują do Europu
JX / 212.191.170.* / 2008-09-19 21:22
Do JAW i Dawid. Po przeczytaniu Waszych dysertacji przypomniał mi się Lem, który stwierdził: "Gdyby nie internet, w życiu nie dowiedziałbym się, że jest tylu idiotów na świecie".
Reklama

Nowy trend w browarnictwie

Tak smakuje ekopiwo. Sprawdź, co pijesz

Brak pasteryzacji to już za mało. Rynek zdobywają naturalne piwa ekologiczne i slowfoodowe. Czy są smaczniejsze, albo zdrowsze? więcej »

?
Zacznij wprowadzać nazwę interesującego Cie waloru
Pieniadze na skróty
Waluta Wartość Zm. [%]
euro 4,35 -0,35%
dolar amerykański 3,46 -0,55%
frank szwajcarski 3,62 -0,42%
funt szterling 5,42 -0,58%
jen japoński 4,35 -0,76%
Forex Wartość Zm. [%] Godz.
EURPLN 4,33 -0,65% 22:59
USDPLN 3,46 -0,69% 22:59
CHFPLN 3,60 -0,76% 22:59
GBPPLN 5,45 -0,20% 22:59
?
Wprowadź listę symboli lub nazw walorów, które chcesz porównać na wykresie, rozdzielając je przecinkami.

W trakcie wypełniania pola, system będzie podpowiadał nazwy dostępnych walorów - możesz wybrać je z utworzonej listy.
money analytics