Notowania

Pięciu najważniejszych kandydatów na prezydenta

Twardy gracz i ugodowiec, obrotny wicepremier i mało wyrazisty przewodniczący SLD oraz znany polityk bez zaplecza - to najwięksi gracze w starciu o fotel prezydenta.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Tomasz Gzell,<br> Money.pl/Tomasz Brankiewicz)

Twardy gracz i ugodowiec, obrotny wicepremier i mało wyrazisty przewodniczący SLD oraz znany polityk bez zaplecza - to najwięksi gracze w starciu o fotel prezydenta. To najprawdopodobniej między nimi stoczy się bój. Choć sondaże wskazują na to, że szanse ma dwóch - Komorowski i Kaczyński - to jednak wynik pozostałej trójki wytypowanej przez Money.pl będzie miał wpływ na ich los polityczny oraz ich ugrupowań.

Jarosław Kaczyński - "musi dokończyć misję brata"

_

Money.pl/Tomasz BrankiewiczPolityk dynamiczny i zdecydowany, twardy fighter, umie grać stanowczo "va banque" w sytuacjach konfliktowych oraz wychodzić z niekonwencjonalnymi inicjatywami politycznymi. Potrafi skupiać się na rzeczach konkretnych, nie bawić w szlachetne ogólniki, co go dodatnio wyróżnia na tle większości polskich polityków _ - tak w 1993 roku Jarosława Kaczyńskiego scharakteryzowali oficerowie UOP.

Choć dokument ten powstał w ramach niechlubnej inwigilacji prawicy i znajdował się w szafie Lesiaka (pułkownika Służby Bezpieczeństwa), to trudno odmówić trafności spostrzeżeń ludzi ją przygotowujących. Obecny szef PiS i kandydat na prezydenta taki właśnie był i jest.

Prezes PiS nie raz udowodnił, że ma politycznego nosa i potrafi myśleć dalekosiężnie. Gdy w 2000 roku ówczesny premierJerzy Buzekzaproponował stanowisko ministra sprawiedliwości - wtedy już nieco zapomnianemu -Lechowi Kaczyńskiemu- ten początkowo się ociągał.

Do podjęcia wyzwania przekonał go jego brat, który dostrzegł w tym szansę na powrót do wielkiej polityki, z której po konflikcie zLechem Wałęsąi późniejszych przedterminowych wyborach w 1993 roku obaj wypadli. Jak się okazało Jarosław Kaczyński miał rację.

Lech, który przybrał postawę twardego szeryfa, nawołującego do zaostrzenia kodeksu karnego, wpisał się doskonale w oczekiwania społeczeństwa, które niemal codziennie było informowane o kolejnych strzelaninach mafijnych, zuchwałych kradzieżach, rozbojach. Lech Kaczyński resortem sprawiedliwości kierował niecały rok, ale kapitał polityczny zgromadzony w tym czasie pozwolił Jarosławowi Kaczyńskiemu stworzyć Prawo i Sprawiedliwość.

Od 2005 roku, kiedy to prezydentem został Lech Kaczyński, a decydującą rolę w rządzie pełnił PiS, w prezesie odżyła jeszcze jedna cecha charakteru - potrzeba posiadania władzy absolutnej.

_ - Chciałem już rządzić, gdy miałem 12 lat - _mówił Jarosław Kaczyński w 2007 roku.

Gdy część polityków PiS z Kazimierzem Michałem Ujazdowskim iLudwikiem Dornemna czele zaczęła nawoływać do demokratyzacji partii, szef bez zbędnych ceregieli zmusił ich do opuszczenia partyjnych szeregów lub jeżeli ci nie chcieli tego zrobić, po prostu ich wyrzucił (jak w przypadku Dorna).

Jarosław Kaczyński to przede wszystkim _ wielki rozgrywający _, jak słusznie zauważyli w 1993 roku oficerowie UOP. Choć prawie nieznany, to właśnie on w 1989 roku, przyczynił się w największym stopniu do stworzenia sojuszu _ Solidarności _ z SD i ZSL, który doprowadził do odsunięcia PZPR od władzy i powstania rząduTadeusza Mazowieckiego.

To on napędzał Lecha Wałęsę, by ten wystartował przeciwko Mazowieckiemu w wyborach prezydenckich. To Jarosław Kaczyński był głównym animatorem koalicji centroprawicowej, która utworzyła rząd na czele zJanem Olszewskim, czemu bardzo wyraźnie sprzeciwiał się - wtedy już skłócony z Jarosławem Kaczyńskim - prezydent Lech Wałęsa.

Jego talent do dryblingu politycznego ujawnił się także po wygranych wyborach w 2005 roku. Gdy nie udało się na własnych warunkach utworzyć koalicji z PO, a rząd mniejszościowy nie dawał nadziei na sukces, bez zbędnych ceregieli zawarł najpierw pakt stabilizacyjny, a później koalicję z pogardzanymi wcześniejRomanem GiertychemiAndrzejem Lepper.

Piastując urząd prezydenta Jarosław Kaczyński będzie miał dużo mniej możliwości do takich rozgrywek, bo głowa państwa nie ma istotnego wpływu na realne sprawowanie władzy.

Nie oznacza to jednak, że nie miałby nic do powiedzenia. Dzięki wetu jego głos byłby wystarczająco silny. Trudno byłoby przekonać Jarosława Kaczyńskiego do podpisania reformy zdrowia w kształcie proponowanym przez rządDonalda Tuska. Poparcie jakiekolwiek ograniczeń przywilejów emerytalnych też raczej nie wchodziłoby w rachubę. Nie ma co także liczyć na poparcie jak najszybszego wejścia do strefy euro.

Dużo łatwiej można sobie natomiast wyobrazić, by prezydent Jarosław Kaczyński podpisał ustawy upraszczające i zmniejszające podatki. To przecież jego rząd wprowadził obniżenie składki rentowej oraz stawek podatkowych PIT do 18 i 32 procent.

Wsparcia Jarosława Kaczyńskiego nie otrzymałby żaden rząd, który chciałby zacieśniać relacje z Rosją i Niemcami. Szef PiS z dużą nieufnością oraz dystansem podchodzi do obu tych państw.

Także Unia Europejska nie jest wymarzonym sojusznikiem obecnego szefa PiS-u, który traktuje ją raczej jako źródło funduszy na modernizację kraju, a nie partnera politycznego. To przecież Lech Kaczyński, zapewne po namowach brata, zwlekał kilkanaście miesięcy z ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego, który nota bene obaj wynegocjowali.

Dla Jarosława Kaczyńskiego najważniejszym sojusznikiem są Stany Zjednoczone, a tarcza antyrakietowa to najlepsza forma obrony dla naszego kraju.

*Bronisław Komorowski - ugodowy konserwatysta, który potrafi mówić _ nie _ *

Money.pl/Tomasz BrankiewiczBronisław Komorowski zawsze miał własne zdanie, które często było sprzeczne z tym, co mówiło środowisko polityczne, do którego należał. Gdy w 1989 roku - poza najbardziej prawicowymi politykami - zdecydowana większość opozycji popierała negocjacje z komunistami przy Okrągłym Stole, obecny marszałek Sejmu je zbojkotował.

Potrafił jednak przyznać się do błędu i po jakimś czasie docenił przemiany, które zostały wtedy zapoczątkowane._ - Pomyliłem się bojkotując Okrągły Stół i to, co się działo potem - _przyznał w jednym z wywiadów.

W 2006 roku Bronisław Komorowski miał inny pogląd niż Platforma Obywatelska na likwidację WSI. Jako jedyny poseł tej partii zagłosował przeciwko temu. Swój krok tłumaczył, że jako były minister obrony wie, jak ogromną rolę do spełnienia ma wywiad wojskowy, szczególnie w przypadku prowadzenia misji wojskowych za granicą, w Iraku czy Afganistanie.

Obecny marszałek Sejmu i pełniący obowiązki prezydenta pokazał już także w przeszłości, że jego poglądy są raczej stałe. Gdy w drugiej połowie lat 90. Unia Wolności, której wówczas był członkiem, zbliżała się coraz bardziej do lewej strony centrum, postanowił opuścić tę partię z kilkoma innymi członkami (m. in.Janem Rokitą) i założyć Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, które potem weszło w skład AWS.

Z drugiej strony istotną cechą Bronisława Komorowskiego jest umiejętność szukania kompromisów i współpracy z ludźmi, z którymi się różni poglądami. W Platformie Obywatelskiej za jego głównego poplecznika uważa sięJanusza Palikota, który jest uznawany za najbardziej liberalnego - w kwestiach światopoglądowych - posła tej partii.

A przecież sam marszałek jest człowiekiem o konserwatywnych poglądach. Może o tym świadczyć jego nieszczególna sympatia do finansowania zabiegów in vitro. Wyraz temu dał podczas debaty prawyborczej z Radosławem Sikorskim, gdy stwierdził, że powinny z tego korzystać tylko wybrane rodziny. To stanowisko jest nawet bardziej radykalne niż uważanego za przedstawiciela prawicowej części PO Radosława Sikorskiego.

W utrzymywaniu dobrych kontaktów pomaga mu dość duże poczucie humoru i umiejętność barwnego wypowiadania się. To on jest autorem zdania, które zdobyło drugą nagrodę w plebiscycie radiowej Trójki _ Srebrne Usta _ w 2002 roku:

_ - Proszę Państwa! Jest takie powiedzenie, że polski lotnik to jest taki, że jak trzeba będzie, to nawet poleci na drzwiach od stodoły. Chciałem z wielką satysfakcją stwierdzić, że to już nam nie grozi. Piloci polscy będą latali na F-16. _

A także:

_ _

_ - Jest niemożliwe, aby po zdradzie, tak powiem przedmałżeńskiej, bez aktu pokuty, narzeczony, który zadał się z panią lekkich obyczajów, mówił: chodź, chodź na randkę do Platformy. _

Kompromisowość i koncyliacyjność nie oznacza jednak, że będzie on automatycznym wykonawcą zadań wyznaczonych mu przez partię. Zapewne nie będzie się opierał przy podpisywaniu ustaw gospodarczych, zdrowotnych, podatkowych i innych zbieżnych z programem partii, bo to przecież zespół kierowany przez niego był ich autorem.

Nie będzie też zapewne przeciwnikiem szybkiego wejścia Polski do strefy euro. Jemu, tak jak rządowi, zależy mu na poprawie stosunków z Rosją i kontynuowaniu polityki prounijnej.

_ - Naszym celem jest być w sercu Europy, a nie w jej narożniku _ - mówił w 2007 roku.

Zgrzyty mogą się natomiast pojawić w kwestiach związanych z obronnością kraju. Bronisław Komorowski na tych sprawach zna się bowiem najlepiej. W latach 1990-1993 był wiceministrem obrony narodowej, od 1997 do 2000 szefował sejmowej komisji obrony narodowej, by od czerwca 2000 roku do października 2001 roku kierować Ministerstwem Obrony Narodowej.

*Grzegorz Napieralski - twardy polityczny gracz, bez wizji na przyszłość *

PAP/Tomasz Gzell Grzegorz Napieralski startuje w wyborach prezydenckich na zasadzie _ nie chcę, ale muszę. _Po tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiejJerzego Szmajdzińskiego, który był kandydatem SLD na prezydenta i braku innych chętnych do walki, jako szef SLD musiał przyjąć to wyzwanie.

A nie jest do niej dobrze przygotowany. Ledwo udało mu się wypełnić kryterium wiekowe (35 lat skończył w marcu ubiegłego roku).

Jego doświadczenie polityczne ogranicza się jedynie do bycia przez trzy lata sekretarzem generalnym partii, a od dwóch lat jej kierowaniem. Trudno jest również rozszyfrować jego poglądy.

Wiadomo, że jest za liberalizacją aborcji, umożliwieniem zawierania związków partnerskich i likwidacją religii w szkołach. W pozostałych dziedzinach jego stanowisko jest nieznane lub bardzo niejednoznaczne. Najczęściej kieruje się on doraźną kalkulacją polityczną. Jeżeli coś opłaca się partii - to popieramy, jeżeli zysków z tego nie ma - stajemy okoniem.

KTOŚ SPOŚRÓD NICH ZOSTANIE PREZYDENTEM (kolejność zgłoszeń do PKW): Waldemar Pawlak
Kornel Morawiecki
Andrzej Lepper
Marek Jurek
Bogdan Szpryngiel
Bogusław Ziętek
Bronisław Komorowski
Janusz Korwin - Mikke
Roman Sklepowicz
Ludwik Wasiak
Zdzisław Jankowski
Józef Wójcik
Andrzej Olechowski
Zdzisław Podkański
Grzegorz Napieralski
Jarosław Kaczyński
Krzysztof Mazurski
Gabriel Janowski
Bartłomiej Kurzeja
Dariusz Kosiura
Paweł Soroka
Waldemar Urbanowski

Przykładem takiego działania była koalicja medialna z PiS. Gdy Platforma w zamian za pomoc w odrzuceniu weta prezydenta do ustawy medialnej nie chciała zagwarantować lewicy stanowisk w mediach publicznych, weto zostało utrzymane. W zamian za to PiS umożliwił osobom z nadania SLD zasiąść we władzach mediów publicznych.

To zachowanie doskonale pokazuje mentalność Grzegorza Napieralskiego. Pomimo młodego wieku nie na darmo uważa się go za klasycznego aparatczyka.

_ - To jest człowiek aparatu z krwi i kości. Ze wszystkimi wadami uprawiania tego typu polityki. Jest niemal klonem Oleksego czy Millera. Napieralski jest jak wyciągnięty za uszy sekretarz z komitetu powiatowego. Jak patrzę na jego wygląd, na argumentację, to tak jakbym widział aktywistę z 1968 roku - _to surowa ocena wystawiona szefowi SLD przez profesora Tomasza Nałęcza.

Nie można się więc dziwić, że Grzegorz Napieralski lubuje się - podobnie jak Jarosław Kaczyński - w rozgrywkach partyjnych, od których uznawany jest za speca. Potrafił spacyfikować opozycję, wysyłając jej potencjalnego lidera Wojciecha Olejniczaka do Brukseli. Ułożył się także z partyjną starszyzną.

Ponadto trudno mu jednak jest odmówić pracowitości. Gdy w 2008 roku walczył ze swoim znacznie bardziej doświadczonym rówieśnikiem - Wojciechem Olejniczakiem - o przywództwo w partii, odwiedzał przez kilka miesięcy działaczy najniższych struktur partyjnych. W tym czasie jego konkurent brylował w mediach i na okładkach pism kolorowych. Gdy doszło do głosowania, niespodziewanie wygrał Napieralski, bo to jego poparł aktyw partyjny.

Nadmierna pracowitość nie jest jednak zbyt potrzebna prezydentowi. Na tym stanowisku najbardziej liczy się doświadczenie polityczne i przynajmniej zarysowana jakaś wizja przyszłości. A jednego i drugiego szefowi SLD na razie brak. Gdyby został prezydentem, zapewne nie sprzeciwiłby się szybkiemu wejściu do strefy euro, bo do tego lewica nawołuje od lat.

Również stosunki z Unią Europejską, Rosją i Niemcami nie powinny ulec jakiejś diametralnej zmianie. Nie wiadomo natomiast jaka byłaby reakcja prezydenta Napieralskiego na ustawy reformujące finanse publiczne, służbę zdrowia, ograniczające przywileje emerytalne lub też zmniejszające podatki. Może by je poparł, gdyby jego ugrupowanie dostało coś w zamian.

*Andrzej Olechowski - człowiek, bez zaplecza, który nigdy nie płynie _ pod prąd _ *

PAP/Tomasz GzellPod koniec lat 60. i na początku 70. w czasach studenckich był prezenterem muzycznym w radiowej Trójce i kierownikiem artystycznym zespołu Trzy Korony. Później pracował w Genewie dla ONZ i pełnił funkcje kierownicze w Instytucie Koniunktur i Cen. W latach 70. i 80. współpracował ze służbami PRL. W latach 80. ponownie pracował dla ONZ i Banku Światowego. Brał udział w obradach Okrągłego Stołu po stronie reżimowej.

Po 1989 roku już w nowych realiach był wiceprezesem NBP, w rządzie Jana Olszewskiego pełnił funkcję szefa resortu finansów a w rządzie SLD i PSL w latach 1993-1995 był ministrem spraw zagranicznych z nadania Lecha Wałęsy (wtedy prezydent na mocy małej konstytucji desygnował szefów MON, MSZ i MSW). Obejmował liczne stanowiska w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa i firmach prywatnych. Jego niespodziewany sukces w wyborach prezydenckich w 2000 roku stał się bazą do stworzenia Platformy Obywatelskiej.

Życie i kariera zawodowa Andrzeja Olechowskiego doskonale pokazują, że potrafi się on znaleźć w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Widać również, że niezbyt szczególnie zajmowała go kiedykolwiek polityka. Starał się i nadal stara płynąć z jej nurtem, a nie go zmieniać. Choć miał do tego możliwości nigdy nie postanowił wejść do niej do końca. Zawsze był lekko z boku. Również i teraz, startuje przecież jako kandydat niezależny.

Co nie oznacza, że nie ma sprecyzowanych poglądów, których trzyma się od lat. Jest zdecydowanym orędownikiem gospodarki rynkowej, obniżania podatków, deregulacji prawa, szybkiego wejścia Polski do strefy euro, prywatyzacji jak najdalej idącej. Również w polityce zagranicznej jego wizja nie różni się od tego co prezentuje obecny rząd. Jest zwolennikiem poprawy naszych relacji z Rosją, zacieśniania współpracy z Unią Europejską oraz dobrych, ale nie uległych relacji ze Stanami Zjednoczonymi.

Dużą słabością Andrzeja Olechowskiego, jako potencjalnego prezydenta, jest brak zaplecza politycznego. Nie bardzo bowiem wiadomo, kto mógłby pracować z nim w przypadku zwycięstwa w wyborach. Jedynym znanym politykiem, który na niego stawia jest Paweł Piskorski, który szefuje kanapowemu Stronnictwu Demokratycznemu. Poza nim i garstką jego współpracowników nie znamy nikogo z otoczenia Olechowskiego. To może budzić niepokój, że Kancelarią Prezydenta będą kierować ludzie przypadkowi nikomu szerzej nieznani.

Dużym atutem Andrzeja Olechowskiego, jako głowy państwa, byłoby zapewne jego doświadczenie oraz wykształcenie. Jako ekonomista i były minister finansów nie musiałby bazować przy podejmowaniu decyzji w sprawie ustaw gospodarczych tylko na opiniach ekspertów, ale co najwyżej się tylko nimi posiłkować. Spośród kandydatów ma także największe doświadczenie w dyplomacji oraz najlepiej zna języki obce. Dzięki temu mógłby swobodnie prowadzić kuluarowe rozmowy.

*Waldemar Pawlak - obrotny gracz, ze słabym wizerunkiem w mediach *

Money.pl/Tomasz BrankiewiczJest jednym z najważniejszych polityków ostatniego dwudziestolecia. Obecny wicepremier jako jedyny w przeszłości sprawował funkcję szefa rządu dwukrotnie. Za pierwszym razem jedynie 33 dni w wieku 33 lat, ale już wtedy dał się poznać jako człowiek uparty, który ma swoje zdanie i który szybko się uczy.

Ówczesny prezydent Lech Wałęsa, który niczym _ królika z kapelusza _ wyciągnął kandydaturę Pawlaka na premiera po upadku rządu Jana Olszewskiego, nie spodziewał się, że ten spasuje i zaprzestanie misji tworzenia rządu. Waldemar Pawlak nie zamierzał być bowiem narzędziem w rekach prezydenta i biernie wykonywać jego polecenia. A taką właśnie rolę widział w nim Lech Wałęsa.

Drugą szansę bycia premierem otrzymał po uzyskaniu bardzo dobrego wyniku w wyborach parlamentarnych w 1993 roku. I pomimo wygranej SLD, to jednak Pawlak - przy niechęci do objęcia tego stanowiska przezAleksandra Kwaśniewskiego, który się gotował do walki o prezydenturę za dwa lata - stanął na czele rządu koalicyjnego SLD-PSL.

Wtedy wykazał się nieustępliwością i sprytem w negocjacjach. SLD proponowało innego kandydata na premiera niż Kwaśniewski, ale PSL jednoznacznie twierdziło, że tylko liderzy partii mogą być premierami, inaczej nie ma koalicji. Postkomuniści chcąc przejąć władzę musieli się ugiąć, bo nikt inny nie wszedłby z nimi w porozumienie. Wtedy też po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć obrotność Ludowców.

Po 16 miesiącach premiera Pawlaka zgubiła jego inna cecha - lubi pomagać rodzinie i znajomym. _ Gwoździem do trumny _ była publikacja _ Wprost _, która opisywała, że komputeryzacją urzędów państwowych zajmie się firma jego kolegi ze studiów.

Po tym Waldemar Pawlak wycofał się z polityki pierwszoligowej, choć nadal zasiadał w ławie sejmowej. Czasu tego jednak nie marnował. Oddał się pogłębianiu swojej wiedzy informatycznej, co jest jego pasją oraz teorii zarządzania. Na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu rozpoczął nawet pisanie doktoratu o wykorzystywaniu sieci neuronowych i algorytmach genetycznych do prognozowania trendów gospodarczych. Pracy nad nim jednak nie skończył, bo jak tłumaczy: _ To wymagało 1000 godzin netto, nawet bez czasu na kawę, tyle nie miałem _.

W tym czasie zajął się także działalnością biznesową. Był prezesem Warszawskiej Giełdy Towarowej. Waldemar Pawlak nie jest jednak wielkim entuzjastą własności prywatnej. W czasach swojego premierowania wykreślił z listy kilkadziesiąt największych przedsiębiorstw, które były przewidziane do prywatyzacji w ramach Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. W dużej mierze ta decyzja zadecydowała o niepowodzeniu całego programu, który przewidywał, że pieniądze uzyskane ze sprzedaży lub zysków dobrych firm pozwolą zrestrukturyzować te gorsze.

Waldemar Pawlak, poza dużym dystansem do prywatyzacji, jako prezydent nie poprze także na pewno jakiejkolwiek reformy emerytur rolniczych. Dla niego system oparty na KRUS jest najlepszym z możliwych. Wydaje się, że bez problemu podpisze natomiast ustawy likwidujące system emerytalny oparty o OFE.

Dużego pragmatyzmu od prezydenta Pawlaka można oczekiwać w polityce zagranicznej. Można sądzić to po podpisaniu kontraktu gazowego z Gazpromem oraz rozwiązania problemu embarga na polskie mięso eksportowane do Rosji. W stosunkach z Unią Europejską można się natomiast spodziewać twardej postawy, jaką Ludowcy prezentowali przy negocjacjach przy wchodzeniu Polski do Unii, gdy twardo negocjowali jak najwyższy poziom dopłat bezpośrednich dla rolników.

Dużym minusem Waldemara Pawlaka w ubieganiu się o prezydenturę jest jego nienajlepszy kontakt z mediami. To przecież on kilkanaście lat temu odpędzał od siebie dziennikarzy krótkim _ sio _. Na pytanie, kiedy podpisze ustawę o NFI odparł: _ Gdy wrócę z Radomia _. Gdy padło pytanie kiedy tam jedzie, odparł im ze spokojem: _ - Na razie się nie wybieram _.

O Polsce po smoleńskiej katastrofie czytaj w Money.pl
*Polska oszalała. Co nas czeka po tragedii? * Ogłaszając, że para prezydencka pochowana zostanie na Wawelu, ustami kardynała Dziwisza rozpoczęto prezydencką kampanię wyborczą. Do dziś nikt nie chce się przyznać do podjęcia tej decyzji, choć rozpętała ona wojnę polsko – polską.
*Polska Komorowskiego vs. Polska Kaczyńskiego * Marszałek Sejmu zarządził, że 20 czerwca pójdziemy do urn, by wybrać prezydenta. Wszystko wskazuje na to, że do decydującej batalii staną: Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński.
*Nałęcz: Kaczyński może wygrać, sondaże to nie wszystko * Połowa Polaków nie chce, by prezes PiS startował w wyborach. Wiele wskazuje jednak na to, że Jarosław Kaczyński podejmie walkę o prezydenturę. Zdaniem Tomasza Nałęcza, będzie to bardzo ryzykowna decyzja, z pogranicza hazardu politycznego.
Tagi: wybory prezydenckie 2010, wybory, prezydent, kampania wyborcza, olechowski, giełda, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, raport, najważniejsze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz