Notowania

wiadomości
03.10.2010 21:32

Bezbarwni żółto-niebiescy

Mocno rozczarowani wychodzili w sobotę kibice Arki Gdynia z Narodowego Stadionu Rugby. Ich ulubieńcy w spotkaniu z Polonią Warszawa uraczyli ich bowiem nudnym meczem, w którym sytuacji bramkowych i ciekawych akcji było jak na lekarstwo.

Podziel się
Dodaj komentarz

Arka, choć grała słabo, mogła jednak nawet wygrać, bo faworyzowana Polonia dostosowała się poziomem gry do miejscowych. W całym spotkaniu obie ekipy stworzyły zaledwie po jednej, klarownej sytuacji strzeleckiej. - To był mecz, w którym o zwycięstwie mogła zdecydować pierwsza strzelona bramka - stwierdzili zgodnie trenerzy Arki i Polonii na pomeczowej konferencji prasowej. Spotkanie lepiej zaczęli goście, już w 2 min. soczystym, lecz minimalnie niecelnym strzałem z dystansu popisał się Bruno. Ten sam zawodnik próbował zaskoczyć Norberta Witkowskiego w 9 min., bramkarz Arki był jednak na posterunku. Tymczasem w 16 min. powinno być 1:0 dla Polonii. Po niecelnym podaniu Michała Płotki goście przejęli piłkę w środku pola, Andreu zagrał prostopadle do Adriana Mierzejewskiego, a ten minął wychodzącego Witkowskiego i miał przed sobą już pustą bramkę. Pomocnik Czarnych Koszul zachował się jednak nonszalancko i uderzył futbolówkę zbyt lekko, w efekcie tuż przed linią bramkową zdołał ją wybić wślizgiem Emil Noll.
Piłkarze rezerwowi i sztab szkoleniowy Polonii, widząc to, wymownie złapali się za głowy. - Mam nadzieję, że w przyszłości Mierzejewski takie sytuacje będzie wykorzystywał - skwitował to zdarzenie Paweł Janas, trener drużyny z Warszawy. Arka próbowała odgryźć się po stałych fragmentach gry. W 18 min. głową strzelał Ante Rozić, przeniósł jednak piłkę nad bramką. Tymczasem w 29 min. szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy, bowiem żółto-niebieskim pomógł arbiter spotkania Michał Mularczyk. Stało się to po bezsensownej interwencji Witkowskiego za polem karnym, kiedy to bramkarz Arki odbił piłkę rękoma, choć równie dobrze mógł ją zatrzymać klatką piersiową. Gdyby futbolówka minęła golkipera gospodarzy, prawdopodobnie sam przed pustą bramką znalazłby się Janusz Gancarczyk. Mimo tego sędzia nie wyrzucił Witkowskiego z boiska, pokazując mu zaledwie żółtą kartkę, co spotkało się z gwałtownymi protestami piłkarzy gości. Trzeba jednak przyznać, iż niedługo potem arbiter wyrównał bilans krzywd, z powodzeniem bowiem mógł
usunąć z placu gry Andreu za chamskie uderzenie łokciem w twarz Denisa Glaviny. Ale i tym razem sędzia okazał się powściągliwy. Od tego momentu na boisku zrobiło się jeszcze bardziej nerwowo, gra była szarpana, mnożyły się niedokładności. Jeśli piłkarzom w ogóle udawało się doprowadzić do jakichkolwiek okazji strzeleckich, było to raczej dziełem przypadku niż efektem przemyślanych akcji. W 49 min. kolejny raz prowadzenie mogła objąć Polonia, gdy Gancarczyk w groźnej sytuacji zagrywał piłkę w pole karne, lecz do futbolówki nie zdołał dojść żaden z napastników Polonii. Z kolei Arka mogła, a nawet powinna zdobyć gola w 52 min. po akcji Wojciecha Wilczyńskiego, Glaviny i Mirko Ivanovskiego. Ten pierwszy dokładnie zagrał na lewe skrzydło, gdzie Glavina miał dużo czasu i miejsca, aby idealnie zacentrować na głowę napastnika z Macedonii. Ivanovski jednak z trzech metrów strzelił lekko, wprost w ręce Michała Gliwy. - Nie wiem, czy taką sytuację, jaką miał Mirko Ivanovski, można "lepiej" zmarnować - mówił po meczu
trener Arki Dariusz Pasieka. - Można, bo Mierzejewski miał wcześniej sytuację do pustej - przekomarzał się Paweł Janas. - Ale miał dalej - odparował szkoleniowiec Arki. W końcówce gospodarze grali już niestety tak, jakby byli zadowoleni z remisu. Wystarczy tylko napisać, że zirytowani kibice popędzali Witkowskiego okrzykami przy wybijaniu piłki po autach bramkowych. Golkiper Arki zwalniał bowiem grę, podczas gdy gospodarze powinni dążyć w tym momencie do zdobycia zwycięskiego gola. Okazję jeszcze w ostatniej minucie meczu mieli po kontrze Duarte i Joseph Mawaye, ten pierwszy zagrał jednak za późno i za mocno do wychodzącego na pozycję partnera. - Z taką grą nie mamy po co jechać na derby z Lechią. A to przecież już kolejny mecz - mówili smutni kibice Arki po końcowym gwizdku sędziego. Arka Gdynia - Polonia Warszawa 0:0 Arka: Witkowski - Bruma, Rozić, Płotka, Noll - Wilczyński (63 Duarte), Budziński, Bożok (83 Burkhardt), Glavina - Labukas, Ivanovski (82 Mawaye). Polonia: Gliwa - Tosik, Pietrasiak, Dziewicki,
Brzyski - Mierzejewski, Bruno (74 Piątek), Rachwał, Andreu (90 Trałka), Gancarczyk (62 Smolarek) - Gołębiewski. Żółte kartki: Witkowski, Budziński (Arka) oraz Andreu, Gancarczyk (Polonia). Sędziował: M. Mularczyk (Skierniewice) Widzów: 3000 Więcej o meczu w poniedziałkowym "Dzienniku Bałtyckim"

Tagi: wiadomości
Źródło:
Polska The Times
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz