Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wybory prezydenckie 2010
03.07.2010 07:20

Czapiński: Wybory to taki plebiscyt kto gorzej zaśpiewa

Polacy nie ufają politykom i dlatego niechętnie głosują.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Bartłomiej Zborowski)

*Dlaczego niechętnie bierzemy udział w wyborach? Kto oddaje głos, a kto woli zostać w domu oraz jak wygląda nasza obywatelska aktywność? Na pytania Money.pl odpowiada profesor Janusz Czapiński, psycholog społeczny. *

Money.pl: Frekwencja w pierwszej turze trwających wyborów prezydenckich wyniosła niecałe 55 proc. Nie odbiega ona od średniej jaka od 20 lat utrzymuje się w Polsce. Z czego to stosunkowo niskie zainteresowanie wyborami?

*prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny: * Rzeczywiście to nie jest najlepszy wynik. Taka słaba frekwencja od lat ma swoje źródło w stosunku Polaków do elit politycznych, polityków, parlamentu i rządu. Polacy nie ufają politykom. Z badań eurobarometru wynika, że jedynie 5 proc. ufa elitom politycznym. To najniższy wynik w całej Europie.

Kolejny czynnik to zaszłości historyczne. Wcześniej ludzie byli silniej uzależnieni od władzy i polityków. Obecnie po 21 latach przemian większość społeczeństwa się spod tej władzy uwolniła, uważają więc, że skoro radzą sobie bez polityków to nie mają po co głosować.

**[

Czujko: Nie głosujmy jak Amerykanie, głosujmy z głową ]( http://www.money.pl/archiwum/felieton/artykul/czujko;nie;glosujmy;jak;amerykanie;glosujmy;z;glowa,76,0,634188.html ) Czy to oznacza, że nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim? I polityka generalnie nas nie interesuje?**

Ogromna większość społeczeństwa nie widzi związku pomiędzy swoim życiem a polityką. Dlatego uważają, że nie ma potrzeby chodzić na wybory. Większość wyborców zawiodła się na politykach, uważając ich za ludzi, którzy nic nie robią dla innych.

Jaka jest motywacja tych, którzy jednak chodzą na wybory?

Motywacja do głosowania jest bardzo różna. Część, szczególnie tych starszych osób chodzi na wybory z obowiązku. Jest to pozostałość po poprzednim ustroju, gdzie głosowanie to był obowiązek. Inni z kolei wybory traktują jako moment na wyżycie się. Idą żeby dać upust swojej złości i frustracji. To jest właśnie grupa, która głosuje przeciw. Ostatnią grupę stanowią przekonani, że ich głos może coś zmienić.

Kim są wyborcy? Jaka jest ich charakterystyka?

Zazwyczaj na wybory chodzą ludzie lepiej wykształceni z dużych miast. I widać, że od lat ta tendencja się nie zmienia. Na wybory chodzą też ludzie w pewnym stopniu od władzy zależni, czyli np. sfera budżetowa. Są to policjanci, pielęgniarki, nauczyciele. Tylko oni idą z innych pobudek. To są grupy społeczne, które głosując walczą o swoją przyszłość, bo wybierają kandydata, który zapewni im jakieś dodatki.

Wspominał pan, że na wybory chodzą też frustraci. Dlaczego oni?

Oczywiście od czasu do czasu na wybory chodzą też ci których ujął jakiś przekaz kandydata. Jest to grupa podatna na manipulacje, dla której wybory to plebiscyt. Jest to jednak zwykle grupa, która nie głosuje za ale przeciw. Teraz mamy wysyp takich zapiekłych zwolenników obu kandydatów, którzy idą głosować po to żeby nie wygrał oponent.

Czyli dla tej znaczącej części społeczeństwa wybory to konkurs talentów? Na zasadzie kto lepiej zaśpiewa i zatańczy.

Tak. Tylko ja bym odwrócił te znaki. Chodzi o to kto gorzej zaśpiewa, gorzej zatańczy, zaliczy więcej wpadek, żeby było więcej powodów do głosowania przeciw niemu.

Jeżeli wyborami interesuje się zaledwie połowa uprawnionych do głosowania, to jak to zmienić? Może wprowadzić przymus wyborczy tak jak to jest np. w Belgii?

Myślę, że nic na siłę. Polska jest zbyt młodą demokracją, żeby wracać do metod stosowanych w PRL. Oczywiście nie było wtedy przymusu ustawowego, ale był przymus społeczny. Nieudanie się na wybory mogło zostać źle odebrane, a gdyby wyszło na jaw narażałoby na szykany i nieprzyjemności choćby w miejscu pracy.

Zresztą wprowadzenie przymusu mogłoby skutkować tym, że wiele głosów zostałoby oddanych nieważnych, w ramach sprzeciwu.

Jestem jak najbardziej za wprowadzeniem głosowania w sieci. Nie przekonują mnie głosy przeciwników, którzy uważają że w takim głosowaniu nie uda się zapewnić wystarczającego bezpieczeństwa. Od wielu lat funkcjonuje bankowość online i skoro tam można zapewnić bezpieczeństwo transakcji, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby i państwo wykorzystało to rozwiązanie.

Jesteśmy już na takim etapie, że teraz nie należy rozważać czy w ogóle to wprowadzić tylko jak.

**Tylko czy tacy wyborcy byliby w ogóle świadomi tego że to są wybory głowy państwa? [

Fotel prezydenta kosztuje coraz więcej ]( http://news.money.pl/artykul/fotel;prezydenta;kosztuje;coraz;wiecej,183,0,615351.html ) Czy traktowaliby to na zasadzie jakiegoś quizu na portalu rozrywkowym?**

Pewnie przez jakiś czas część społeczeństwa traktowałaby to jak losowanie, znalazłoby się też sporo żartownisiów. Jednak z czasem odsetek tych osób będzie malał. Ludzie zaczną się zachowywać bardziej odpowiedzialnie i będą dokonywać bardziej racjonalnych wyborów.

Na pewno tego typu rozwiązanie zwiększyłoby frekwencję, szczególnie wśród osób młodych. Podczas tych wyborów wiele młodych osób wyjeżdża na wakacje i jestem pewien, że większość nie wzięła ze sobą zaświadczeń do głosowania.

O ile łatwiej by było, gdyby wystarczyło że się zalogują do komputera i oddadzą głos.

*A może w ogóle zlikwidować urząd prezydenta? W końcu jest dosyć kosztowny. *

Faktycznie. Już samo zorganizowanie wyborów kosztuje miliony. Jednak to jak wiele prezydent będzie miał do powiedzenia zależy od niego samego a nie od Konstytucji. Ten człowiek sam decyduje, czy chce być reprezentacyjną kukłą, czy chce aktywnie działać.

W jaki sposób prezydent mógłby aktywnie działać?

Żaden z dotychczasowych mieszkańców Pałacu Prezydenckiego nie wykorzystywał w dostatecznym stopniu przywileju inicjatywy ustawodawczej. Prezydentowi jednak łatwiej jest zgłosić projekt ustawy niż obywatelom, którzy muszą zebrać 100 tysięcy podpisów.

Skoro prezydent został wybrany przez społeczeństwo niech temu społeczeństwu pomaga. Od chwili zmian ustroju kancelaria prezydenta rozrosła się trzykrotnie. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby prezydent zagonił swoich urzędników do pisania projektów ustaw.

W ciągu tych 21 lat mieliśmy kilkanaście różnych głosowań i wyborów. Które według pana były takimi przełomowymi?

Według mnie najważniejszym było jedyne jak do tej pory referendum, które zdecydowało o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. To była prawdziwa zmiana pokoleniowa i jak dotąd najważniejsza decyzja.

A czy obecne ze względu na katastrofę też będą przełomowe?

Te wybory są o tyle szczególne, że wypromowała jednego z kandydatów. Z ostatniego miejsca pod względem zaufania skoczył na pierwsze.

Katastrofa spowodowała że zmienił się typ podziałów w społeczeństwie. Na pierwsze miejsce wysunęły się podziały patriotyczno-obyczajowe. Odsunięte na dalszy plan zostały różnice historyczne, czy ekonomiczne. Teraz najważniejsze jest kto jest bardziej Polakiem i patriotą.

Tagi: wybory prezydenckie 2010, wybory, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, najważniejsze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz