Kaczyński vs. Komorowski. Bulterier czy lew salonowy?

Kaczyński vs. Komorowski. Bulterier czy lew salonowy?

Fot. PAP/Tomasz Gzell
- Musimy sprawdzić, czy my coś takiego mamy – usłyszeliśmy w sztabie Bronisława Komorowskiego, gdy poprosiliśmy o jego program wyborczy. Otrzymaliśmy Wizję Polski - dokument równie zdawkowy jak sformułowanie, że w Polsce musi być dobrze. Podobny stopień uogólnienia ma szumnie zapowiadany przez spin doktorów program Jarosława Kaczyńskiego. Kandydaci od początku kampanii nie mówią o konkretach, lecz przerzucają się populistycznymi ogólnikami. Ale programy Komorowskiego i Kaczyńskiego wcale nie są takie same. Kandydaci prezentują dwie różne wizje finansów publicznych, służby zdrowia czy prywatyzacji. Money.pl przeanalizował jak bardzo odmienne.

- Jeśli chodzi o prezesa PiS, to pamiętam tylko wizję IV RP. Ale ta już jest podobno nieaktualna. Nowej wizji państwa PiS nie znam - powiedział w trakcie kampanii Bronisław Komorowski.

Rzeczywiście, program wyborczy Jarosława Kaczyńskiego to pobieżna lista życzeń. Po jego lekturze przypomina się wyznanie prezesa PiS-u do jednego z dziennikarzy TVN24: Chciałby Pan, żeby powiedział Panu coś ciekawego, ale naprawdę mam z tym kłopot.

Niesiołowski: Kaczyński i tak przegra z Komorowskim
Także Wizja Polski Komorowskiego, podobnie jak program Kaczyńskiego, to długa lista pobożnych życzeń. Obie jednak mocno różnią się.

Po pierwsze: Pozycja prezydenta

- Bronisław Komorowski, godząc się na start w tych wyborach, zaakceptował wizję prezydentury, jaką ma Donald Tusk. Tusk grał pierwsze skrzypce, pan Komorowski był jego cieniem - podkreśla Jarosław Kaczyński, wypominając premierowi sprowadzenie prezydentury do salonowych przechadzek i pięknych żyrandoli.

Komorowski żarliwie zaprzecza, ale jego dotychczasowa zbieżność stanowisk z rządem każe wątpić. Może się więc okazać, że pod wpływem nacisków premiera i partii może on osłabić rolę urzędu. Nietrudno wyobrazić sobie, że zgadza się na propozycje PO wpisania w konstytucję zupełnie nowej wizji prezydentury. Całkiem niedawno Tusk proponował, by pozbawić prezydenta prawa weta i wybierać go głosami Sejmu i Senatu.



Tusk o swoich pomysłach na zmiany w konstytucji
Jarosław Kaczyński na pewno się na to nie zgodzi. Nie ulegnie nawet swojej partii, a co dopiero rządzącej PO. Kaczyński chciałby nawet wzmocnienia roli prezydenta, tak by mógł wydawać on rozporządzenia z mocą ustaw. Ale to nie wszystko.

- Prezydent, wybierany w wyborach powszechnych, będzie mógł w kilku uzasadnionych przypadkach rozwiązać parlament. Poza tym chcemy by mógł zablokować nominacje ministrów – zapowiadał szef PiS. Jako spadkobierca politycznych koncepcji brata mógłby też opowiedzieć się za wydłużeniem kadencji do 7 lat.

Po drugie: Finanse publiczne

Podstawową różnicą, w przypadku wizji finansów publicznych, jest deficyt budżetowy. Formacja Komorowskiego – choć paradoksalnie odpowiada za największą dziurę budżetową po 1989 roku – jest zwolennikiem dyscypliny budżetowej.

Pałka: Mistrz ciętej riposty prezesem NBP
Sam marszałek też życzyłby sobie rządu w największym stopniu ograniczającego kredytowanie funkcjonowania państwa. Nie bez przyczyny na prezesa NBP zaproponował Marka Belkę, który jest znanym zwolennikiem dyscypliny finansowej. Choć Komorowski myli deficyt budżetowy z długiem publicznym to i jedno i drugie postrzega jako wroga.

- Opowiadam się w sposób zdecydowany za konsolidacją finansów publicznych, połączoną z ograniczeniem deficytu budżetowego oraz długu publicznego - podkreśla Komorowski.

Kaczyński w tej sprawie ma najprawdopodobniej odmienne zdanie. Po pierwsze, w programie partii - której jest autorem - czarno na białym stoi, że PiS nie będzie dążyć do natychmiastowej redukcji deficytu. Kaczyński uważa, że można utrzymywać deficyt, bo sprzyja to rozwojowi gospodarki przez inwestycje publiczne. Zresztą takie rozwiązanie forsował, gdy rząd w zeszłym roku bronił się przed stymulowaniem w ten sposób wzrostu gospodarczego.

- Bardzo wielu nie chce się przyznać do tego, że się myliło, choć jest to ewidentne. Gdyby nie olbrzymia interwencja państwa dzisiejsza gospodarka leżałaby w ruinie – tak teraz Kaczyński ocenia działania rządu, co zaskakuje, bo przecież rząd w kwestii walki z kryzysem według niego zrobił mało. Co zresztą w opinii wielu ekonomistów uratowało nas zresztą przed jego pogłębieniem.

Po trzecie: Służba zdrowia

Kaczyński straszy elektorat: bogatymi, którzy przejmują na własność szpitale i kartą kredytową o którą zapyta lekarz w karetce. Przekonywał, co kazał mu odwołać sąd, że Bronisław Komorowski chce sprywatyzować szpitale.

Kaczyński przegrał proces, ma przeprosić Komorowskiego
Natomiast sam proponuje, by urządzić służbę zdrowia zgodnie z planem ministra w jego rządzie – Zbigniewa Religii. Najważniejszym założeniem tego projektu jest systematyczny, coroczny wzrost składki zdrowotnej. Dziś przeznaczamy na leczenie 4 proc. PKB, a docelowo mielibyśmy wydawać 6 proc. PKB, co oznaczałoby wzrost składek z 9 do 13 procent.

Wzrostowi miałoby towarzyszyć stworzenie rzetelnie wycenionego koszyka świadczeń – czyli usług, które płacący składki mieliby za darmo. Program PiS przewiduje też powołanie Funduszu Restrukturyzacji Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej.

Na czym miałaby polegać reforma według Komorowskiego? Jeśli jako prezydent będzie wspierał się projektem Platformy, za którym zagłosował, to można spodziewać się w Polsce szpitali i przychodni działających na zasadach spółek prawa handlowego.

Samorządy miałyby otrzymać w nich 100 proc. kapitału zakładowego, którym mogłyby dysponować. To one podejmowałyby decyzje o ewentualnej sprzedaży udziałów prywatnym inwestorom. Samorządy decydowałyby o prywatyzacji lub pozostawieniu ZOZ-ów we własnych rękach. Według Platformy Obywatelskiej doszłoby do zasadniczej zmiany w jakości zarządzania szpitalami i przychodniami. Konkurencja i sprawni managerowie wyciągnęliby z dołka służbę zdrowia.

Dodatkowo program PO, który współtworzył Komorowski, zakłada podzielenie mało efektywnego Narodowego Funduszu Zdrowia i utworzenie kilku konkurujących ze sobą ubezpieczycieli publicznych oraz wejście na rynek ubezpieczycieli prywatnych.

Po czwarte: Euro

Gomułka: Euro jak najszybciej musi zastąpić złotego
Zdecydowanie większym entuzjastą przyjęcia europejskiej waluty jest Komorowski. Podobnie jednak jak wszyscy politycy, PO postuluje mniejszy - niż jeszcze rok temu - pośpiech w dołączaniu do eurolandu. Ciągle jednak widzi realną szansę na przyjęcie wspólnej waluty w roku 2015.

- Do strefy euro powinniśmy dołączyć wówczas, gdy gospodarka europejska będzie się rozwijała szybciej od polskiej, bo wtedy członkostwo w tym klubie będzie niosło nas w górę - mówi Komorowski.

Ta data mogłaby się znacznie przesunąć, gdyby decydował Kaczyński. Program PiS zakłada bowiem, że do strefy euro wejdziemy po spełnieniu trzech warunków:

  • 1) stabilna sytuacja gospodarcza,
  • 2) osiągnięcie przez nasze PKB co najmniej 80 proc. przeciętnego poziomu PKB mieszkańca UE na głowę,
  • 3) kurs euro do złotego ma być zbliżony do relacji siły nabywczej obu walut.

Kiedy to się stanie? - Za 15-20 lat będziemy dużo bliżsi przeciętnej w Unii Europejskiej - wyjaśniał w 2008 roku Kaczyński.

Po piąte: Podatki

W programie PO czytamy, że podatek liniowy to sprawiedliwość. Partia chciałaby też zlikwidowania zwolnień podatkowych i wprowadzenia zasady opodatkowania wszystkich na jednolitych zasadach. Te stwierdzenia są też bliskie kandydatowi partii na prezydenta.

- Podatek liniowy jest dobrym pomysłem, tylko nierealnym do wprowadzenia w życie ze względu na układ sił politycznych – przyznaje Komorowski i proponuje inne rozwiązanie w takiej sytuacji: - Przeniesienie ciężaru obciążeń na podatki pośrednie pozwala zostawić pieniądze w kieszeni podatników lub przedsiębiorców.

Miller: Wprowadzić podatek liniowy
Komorowski i PO są zwolennikami obniżania podatków, ale to właśnie Kaczyński jako premier zmniejszył podatek PIT. Może dlatego zapisał potem w programie PIS-u, że obecny poziom podatków jest do zaakceptowania. - Na tle krajów europejskich CIT jest niski, a PIT i VAT - średni - czytamy w programie autorstwa szefa partii.

Kaczyński chciałby za to - podobnie jak Komorowski - zniesienia podatku od lokat, ale ten od zysków giełdowych jest dla niego do zaakceptowania. To pewnie spuścizna po bracie, który twierdził, że zgodzi się podwyższyć podatki, ale tylko bogatym.

Po szóste: Polityka zagraniczna

W tej kwestii największe różnice między kandydatami jeszcze do niedawna ujawniały się w stosunku do Rosji. W ostatnich tygodniach nieco się jednak zatarły. Kaczyński zdobył się na kilka ciepłych słów i ważnych dyplomatycznie gestów - jak np. spot, w którym po rosyjsku dziękuje naszym sąsiadom za sprawną pomoc dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.


prezydent.pl/GFDL
Zginął prezydent i najważniejsze osoby w państwie
Doszło nawet do tego, że doradca prezydenta Rosji Igor Jurgens przychylnie wypowiada się o ewentualnej wygranej szefa PiS w wyborach.

- Jestem jednak absolutnie pewny, że ktokolwiek wygra prezydenckie wybory, będzie brał pod uwagę rosyjski punkt widzenia - podkreśla Jurgens.

Nie wiadomo jednak, czy zmiana stosunku do Rosji jest stała i czy w trakcie ewentualnej kadencji Kaczyńskiego nie będzie ewoluować w stronę starych poglądów. Wiadomo natomiast, że obaj kandydaci tak samo postrzegają przyszłość naszych kontaktów ze Stanami Zjednoczonymi, które mają być zażyłe, ale nie służalcze.

Poza tym - jak to w dyplomacji - obydwaj prezentują podobne zdanie, ale inaczej rozkładają akcenty. Dla Komorowskiego Unia Europejska jest w centrum zainteresowania, Kaczyński zapewne zwróciłby się jako prezydent w stronę wschodu i centrum Europy. Dla Komorowskiego najlepszym gwarantem bezpieczeństwa energetycznego pewnie będzie Unia Europejska i nowe regulacje w tej sprawie, a dla Kaczyńskiego budowa rurociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk.

Również w przypadku naszych wojsk w Afganistanie obaj kandydaci prezentowali podobne stanowisko, które zakładało, że nasi żołnierze wyjadą z tego kraju, gdy zdecyduje o tym NATO. Jednak w tym tygodniu – po tym gdy zginęło tam dwóch polskich żołnierzy – Komorowski szybko zmienił zdanie. Teraz twierdzi, że po wyborach trzeba będzie przekonywać Sojusz, że nadszedł czas opuszczenia Afganistanu.

- Jest przygotowywana strategia wyjścia z Afganistanu. Całkiem zwyczajnie, jestem po rozmowie z panem premierem na ten temat - przekonuje kandydat PO.

Po siódme: Emerytury

Ani Komorowski, ani Kaczyński nie są zwolennikami likwidacji KRUS. Chociaż kandydat PO podobnie jak partia mówi o konieczności jego modernizacji.

- KRUS-u nie należy likwidować. Potrzebna jest natomiast jego modernizacja i powiązanie składki zdrowotnej z dochodami – tłumaczy Komorowski. Pod tym stwierdzeniem może kryć się chęć wprowadzenia najbogatszych rolników do powszechnego systemu ubezpieczeń.

Różni ich natomiast podejście do przywilejów emerytalnych – szef PiS uważa, że powinny one pozostać w obecnym kształcie, a Komorowski chciałby je stopniowo ograniczać, np. włączając do powszechnego systemu policjantów dopiero wstępujących do służby.

Marszałek ponadto życzyłby sobie wydłużania wieku emerytalnego, a Kaczyński mówi tylko o ewentualnym zrównywaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 65. roku życia. - Pozwoli to kobietom dłużej być aktywnymi zawodowo, co przełożyłoby się na ich wyższe emerytury. Byłby to indywidualny wybór każdej kobiety – przekonuje Kaczyński.

Po ósme: Prywatyzacja

W tym przypadku różnice poglądów Komorowskiego i Kaczyńskiego są bardzo duże. Kaczyński, podobnie jak PiS przekonuje, że w wielu krajach udział majątku Skarbu Państwa w największych firmach, jest większy niż w naszym kraju.

ZOBACZ TAKŻE:
Kurs PZU 360 złotych na zamknięciu. Obrót przekroczył 5 mld złotych

W programie Prawa i Sprawiedliwości czytamy więc, że należy zachować w rekach państwa spółki o znaczeniu strategicznym. Mają one zostać włączone do koncernu Polska Nafta i Gaz (PKN Orlen, PGNiG) i Grupy Kapitałowej (PKO BP i PZU).

Problem niewydajnego zarządzania należy rozwiązać przez skończenie z partyjnym powoływaniem managerów do ich zarządów. Miałby służyć temu Zasób Kadrowy Skarbu Państwa. Kaczyński w programie PiS proponuje też, by rozwiązać Ministerstwo Skarbu Państwa i zarządzanie spółkami przekazać Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa.

Morawiecki: Państwo zarobi na odpolitycznieniu swoich spółek
W koncepcji PO, która jest zresztą wdrażana przez rząd i akceptowana przez marszałka Komorowskiego, sukcesywnie zmniejsza się udział państwa w strategicznych spółkach. Według Platformy proces ten ma doprowadzić do sytuacji, w której uprawnienia regulacyjne, które pozostawi sobie rząd, zastępują własność państwową.

Po dziewiąte: Szkoła i nauka

Kaczyński - jako premier - dał się poznać jako zwolennik zaostrzania dyscypliny w szkołach. Moglibyśmy spodziewać się więc prezydenta, który życzyłby sobie wprowadzenia programu Zero tolerancji dla przemocy w szkole. Na pewno poparłby też powrót mundurków do szkół.

Kaczyński z pewnością przychylnie spoglądałby na takie inicjatywy jak likwidacja oceny dopuszczającej, uzależnienie przejścia do następnej klasy od pozytywnej oceny z wychowania, wprowadzenie wychowania patriotycznego od przedszkola.

Po Komorowskim należałoby się spodziewać sprzyjania mniej dyscyplinującym metodom zapobiegania agresji w szkole. Według programu jego partii, zmniejszanie patologii nie może odbywać się poprzez wprowadzanie systemów kontroli i kar dla uczniów.

Dodatkowo prezydent Komorowski poparłby rozwiązanie w postaci bonu oświatowego. To rozwiązanie polegałoby na tym, że pieniądze do szkół szły by za przyjmowanymi uczniami. Miałoby to pobudzić konkurencję między szkołami.

Komentarz Money.pl

Maciej Czujko

Money.pl

Wyborcy mogą twierdzić, że wybór prezydenta to sprawa symboliczna, prestiżowa. Że prezydent w naszym kraju niewiele może. Trzeba jednak pamiętać, że nawet jeśli głowa państwa nie decyduje o polityce finansowej państwa, to jego głos jest ważny. To prezydent podejmie decyzje - wykorzystując lub nie prawo weta - czy pozwolić wprowadzać ustawy Platformy. Ci, którzy uważają, że są one dobre, mają szanse je wesprzeć, a ci, którzy twierdzą, że to buble, mają okazje je powstrzymać.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
2010-06-19 13:07 Tysiącznik na forum
http://nowagdynia.salon24.pl/190318,wydobycie-gazu-metoda-bronislawa-komorowskiego
2010-06-18 23:58 Pan Forumowicz (ponad 500 wypowiedzi)
Dlaczego polskie (czyżby?) media, prasa, milczą o Al-Kassarze
- koledze biznesowym Bronisława Komorowskiego,(obecnie o zgrozo Marszałkiem Sejmu i kandydatem na prezydenta), Nie pytają dociekliwie ile doli ten handlarz śmiercią mu płacił, skąd pochodzi jego majątek i pełne konta. Potrzebna natychmiast Komisja Sejmowa złożona z Polaków + Macierewicz, który jak dotąd nie przegrał ani jednego procesu wytoczonego mu, lecz o tym jakaś dziwna cisza w mediach, prasie, dlaczego? Odpowiedzcie sobie sami, przy otwartej dla wszystkich Polaków kurtynie, w świetle kamer i mikrofonów TVP.
Polacy tego się, bardzo stanowczo domagają, oczywiście po usunięciu Komorowskiego ze stołka Marszałka Sejmu, i natychmiastowym aresztowaniu oraz reszty wymienionych w aktach Sądu Federalnego oraz za zdradę Polski, łamanie prawa polskiego, międzynarodowego i pospolitą korupcję.
To dlatego Komorowski niszczył Szeremietiewa, bo ten za dużo o Bronku się dowiedział, jak Macierewicz. Cała tajemnica Raportu II w łeb wzięła, staje się tajemnicą poliszynela. Upublicznienie sądowych zeznań tego handlarza i przetłumaczenia na język polski., to tylko kwestia czasu.
Pytam się Komorowskiego, ile w łapę od tego handlarza wziął? Także jego podwładni. lub odwrotnie (raczej to drugie).Teraz wiadomo skąd u Komorowskiego te setki tysięcy ojro na koncie, na pewno nie z pracy zawodowej nauczyciela „historyka”, jak i przebywania i plucia w Sejmie nawet przez lata. Skarbówka, CBA i inne służby do roboty.! Polacy rozliczani są nawet z groszy, legalnie zarobionych, a oni nietykalni, z lewymi dochodami. To musi się, wreszcie skończyć.
Brać przykład z USA, ich Sądu Federalnego, wysoki wyrok i konfiskata wszystkiego. Także wyjaśnienia wymagają, powiązania "biznesowe" ostatnio skazanego gangstera Franciniego w USA, z naszymi „biznesmenami", oraz finansowania przez niego PO i jej kampanii wyborczej. Jemu też wszystko skonfiskowano, bierzcie z tych wyroków i tamtejszego prawa
Przykład. Sąd Federalny USA wymierzył 30 lat więzienia Monzerowi al-Kassarowi, międzynarodowemu przestępcy, handlarzowi bronią, zwanemu księciem śmierci, z którym współpracowali wysocy oficerowie byłych Wojskowych Służb Informacyjnych.

Oprócz al Kaidy i Talibów zagrożenie dla świata stanowią także inni islamscy, lewaccy i mafijni terroryści. Jeden z nich, Syryjczyk Monzer al-Kassar, rekin nielegalnego handlu bronią, potentat narkobiznesu i prania brudnych pieniędzy, jest znany nie z osobistego udziału w spektakularnych, krwawych zamachach, lecz z ponad 35-letniej działalności umożliwiającej światowy terroryzm. .
Od lat 70. znaczną część tego biznesu al-Kassar prowadził w PRL. Wynikało to z podziału zadań między państwami całego Układu Warszawskiego w ramach antyamerykańskiej polityki ZSRR na Bliskim Wschodzie. Urodzony w Syrii Monzer al-Kassar, agent GRU od początku lat 70., dzięki powiązaniom rodzinnym z ówczesnym prezydentem i liderem partii BAAS, miał gwarantować komunistycznej Rosji wpływy na ten kraj i na ościenne państwa arabskie. M.in. na władze satelickiego państwa Ludowo-Demokratycznej Republiki Południowego Jemenu. Żadne dostępne źródła nie podają, kiedy po raz pierwszy pojawił się w PRL. Wiadomo jedynie, że było to w drugiej połowie lat 70.
Tworzył ważne centra logistyczne dla palestyńskich terrorystów, gromadził środki finansowe na operacje zbrojne, organizował szkolenia, leczenie i wypoczynek dla terrorystów w placówkach wojskowych. A przede wszystkim, jako attaché handlowy L-DR Południowego Jemenu, formalnie kupował od PRL broń. Pełnił tę funkcję jeszcze w początku lat 90., gdy to państwo od lat już nie istniało. Kałasznikowy i granaty użyte podczas porwania włoskiego statku Achille Lauro, materiały wybuchowe do licznych zamachów na amerykańskie, brytyjskie i izraelskie placówki dyplomatyczne, samoloty itd. przekazywały terrorystom firmy handlujące uzbrojeniem za pośrednictwem PRL-owskich służb specjalnych.
Ten rodzaj handlu zagranicznego nie był elementem rynku, lecz instrumentem sowieckiej polityki. Broń dostarczał Monzerowi al-Kassarowi II Zarząd Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Decyzje w tych sprawach podejmował m.in. gen Roman Misztal, szef II Zarządu.
Po tzw. upadku komunizmu kontakty z al-Kassarem nadal utrzymywały Wojskowe Służby Informacyjne. M.in. pułkownicy Jerzy D. i Sławomir U. Warto podkreślić, że na początku lat 80. oficerem prowadzącym płk Jerzego D. był późniejszy gen. Marek D., który w 1989 r. przeszedł szkolenie w GRU w specjalności handel bronią.
2010-06-18 22:14 Bywalec forum
Co temat, to te same wpisy... drodzy pisowscy czekiści zaczynacie gryźć własny ogon :-P
Zobacz więcej komentarzy (136)