Notowania

wiadomości
07.12.2013 07:10

Grzybek: legalizacja prostytucji mogłaby spowodować rozkwit szarej strefy

W całej Europie w organizacjach kobiecych toczy się debata, czy legalizować prostytucję, czy jej zabronić; prohibicja może nie rozwiązać problemu, zaś legalizacja - spowodować rozkwit szarej strefy usług seksualnych - uważa Agnieszka Grzybek z Fundacji im. Heinricha B"lla.

Podziel się
Dodaj komentarz

W całej Europie w organizacjach kobiecych toczy się debata, czy legalizować prostytucję, czy jej zabronić; prohibicja może nie rozwiązać problemu, zaś legalizacja - spowodować rozkwit szarej strefy usług seksualnych - uważa Agnieszka Grzybek z Fundacji im. Heinricha B"lla.

W Polsce prostytucja nie jest nielegalna; niedozwolone jest czerpanie zysków z nierządu, ale osoby pracujące w sektorze usług seksualnych karane nie są. "W ruchu feministycznym toczy się debata, czy należy zalegalizować prostytucję" - mówi w rozmowie z PAP Agnieszka Grzybek, koordynatorka programu regionalnego "Demokracja płci" z Fundacji im. Heinricha B"lla. Jak podkreśla, spór nie jest rozstrzygnięty, są różne stanowiska w tej kwestii.

Jej zdaniem warto zastanowić się, czy można mówić o prostytucji jako o wolnym wyborze, czy zawsze wiąże się ona z jakiegoś rodzaju przymusem. Podkreśla, że z reguły jest tak, że do tej pracy skłania sytuacja materialna, jeśli nie bezpośredni przymus z zewnątrz. "Problemem jest też to, że prostytucja często wiąże się z handlem ludźmi, głównie z handlem kobietami. Polska w latach 90. była przede wszystkim krajem pochodzenia kobiet pracujących w sektorze usług seksualnych w innych krajach. Natomiast w tej chwili jesteśmy krajem tranzytowym i docelowym - jest u nas wiele kobiet spoza UE, które pracują w agencjach towarzyskich albo przy drogach" - zwraca uwagę Grzybek.

Przypomina, że w Europie w kwestii prostytucji są różne rozwiązania. Zalegalizowana jest w Holandii i w Niemczech, zaś w Szwecji jest zabroniona i karani są klienci. "Pytanie, czy dzięki temu udało się wykorzenić to zjawisko, czy zamieciono je tylko pod dywan. Bo nasiliła się turystyka seksualna - szwedzcy klienci jeżdżą do krajów nadbałtyckich albo do azjatyckich. Więc problem nie został rozwiązany" - wskazuje Grzybek.

Dodaje, że w tej chwili kampanię pod hasłem "Uwolnić Europę od prostytucji" prowadzi Europejskie Lobby Kobiet, które zrzesza organizacje kobiece ze wszystkich krajów. Wsparło ją kilkudziesięciu europarlamentarzystów z rożnych frakcji. "Pytanie, czy rzeczywiście chodzi tu o to, żeby uwolnić Europę od prostytucji, czy od migrantek. Bo często w krajach europejskich pracę w sektorze usług seksualnych podejmują właśnie migrantki. Jeśli chodzi o Niemcy i Holandię, to one są konkurencją dla zarejestrowanych prostytutek" - podkreśla Grzybek.

Zwraca uwagę, że ryzyko, które się wiąże z legalizacją, to powstanie szarej strefy. W sektorze zalegalizowanym, gdzie wszystko jest uporządkowane - są ustalone stawki, odprowadzane podatki itd. - byłyby zapewne wyższe ceny, więc automatycznie powstałaby sektor, gdzie usługi byłyby tańsze i wszystko byłoby dozwolone.

"Pamiętajmy, że często z usług prostytutek korzystają klienci, którzy nie mogą zaspokoić swoich potrzeb w normalnych związkach, jest też duża liczba perwertów. Prawdopodobnie nie wszystkie praktyki byłyby dozwolone w sektorze regulowanym, więc przeszłyby do szarej strefy, a prostytutki w niej pracujące nie miałyby żadnej ochrony" - przewiduje Grzybek.

Przypomina także, że prostytucja nie jest zawodem społecznie akceptowanym. "Z rozmów, jakie przeprowadziła z prostytutkami dr Barbara Błońska z UW, która napisała pracę doktorską o dobrowolnej prostytucji, wynika, że one same nie chcą legalizacji. Bo prostytucja wiąże się z jakimiś piętnem moralnym, większość traktuje tę pracę jako zajęcie tymczasowe, jako epizod w życiu i dlatego one wolałyby się nie rejestrować, nie chcą mieć w +papierach+ jakiegokolwiek śladu, że uprawiały ten zawód. Pytanie, czy legalizując prostytucję udałoby się zdjąć odium moralne i uczynić ją zawodem jak każdy inny" - mówi Grzybek.

Zwraca uwagę, że z tym zawodem się wiąże bardzo duże ryzyko. Prostytutki, które pracują w agencjach, teoretycznie mają zapewnioną ochronę. "Jeśli klient przychodzi do agencji, ochrona jest na pewno lepsza niż w sytuacji, gdy dziewczyna jedzie do klienta. Bo ochroniarz, który jej towarzyszy, nie wchodzi z nią do mieszkania. Znacznie gorszą pracę mają kobiety, które stoją przy drogach, tzw. tirówki. To są bardzo często ofiary handlu ludźmi" - mówi Grzybek.

Dodaje, że choć prostytutka, której coś złego się przytrafi - zostanie zgwałcona czy pobita - oczywiście może złożyć doniesienie na policję, jak każda osoba pokrzywdzona przestępstwem, to kobiety pracujące w tym zawodzie bardzo rzadko to robią. "Problemem jest sposób traktowania prostytutek przez policjantów. Jednak wiele spraw nie jest zgłaszanych, dlatego, że ofiary wstydzą się okoliczności, w jakich do tego doszło, nie chcą ujawniać, jaki wykonują zawód" - uważa Grzybek.

Agata Kwiatkowska (PAP)

akw/ malk/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz