Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Kaczyński odwiedził w szpitalu u rannego pracownika biura PiS

0
Podziel się:

#
dochodzą dalsze wypowiedzi m.in. prezesa PiS
#

# dochodzą dalsze wypowiedzi m.in. prezesa PiS #

21.10. Łódź (PAP) - Prezes PiS Jarosław Kaczyński w czwartek po południu odwiedził w łódzkim szpitalu im. WAM Pawła Kowalskiego, ciężko zranionego we wtorek w łódzkim biurze PiS. Następnie Kaczyński spotkał się w siedzibie PiS w Łodzi z działaczami swej partii i wdową po zastrzelonym Marku Rosiaku.

Po wizycie w szpitalu prezes PiS powiedział dziennikarzom, że stan Pawła Kowalskiego zaskoczył go pozytywnie. "Pan Kowalski podniósł się z łóżka, okazuje się, że może już wstać, pójść do toalety, normalnie pod tym względem funkcjonować - relacjonował Kaczyński. - Oczywiście leczenie potrwa jeszcze tygodnie, ale wszystko wskazuje na to, że będzie dobrze".

Prezes PiS powiedział, że Kowalski ma uszkodzenie szyi, krtani, a także uszkodzenie stopy w wyniku działania paralizatora. "Podziękowałem mu za to, że walczył - bo walczył. Mimo, że dostał uderzenie paralizatorem, nogi miał bezwładne, to mocno się bronił. Na szczęście to ostrze gdzieś tam, o coś się oparło i nie dotarło do najgroźniejszych naczyń, dzięki temu żyje" - powiedział Kaczyński.

Podziękował też publicznie lekarzom, pielęgniarkom, którzy przyczynili się do uratowania Kowalskiemu życia. "To życie było zagrożone, w tej chwili już nie jest. Wróci do normalnego funkcjonowania i to jest kwestia tygodni" - dodał.

Zaznaczył, że Kowalski jest w dobrym stanie psychicznym i mimo uszkodzenia krtani, mówi. Opowiadał - według Kaczyńskiego - jak wyglądała ta walka. "Mówił, że gdyby ten napastnik był silniejszy fizycznie, to nie przeżyłby tego. Był też wdzięczny strażnikom miejskim, którzy obezwładnili tego napastnika" - dodał.

Pytany przez dziennikarzy, czy nie bał się przyjechać do Łodzi odparł: "nigdy mo to do głowy nie przychodziło, żebym miał się bać". "Musimy zwracać uwagę na to, co się w tej chwili dzieje, ale przede wszystkim powinni przemyśleć to, co się stało ci, którzy dzisiaj rządzą i ci, którzy stosują regularnie od kilku lat socjotechnikę nieustannego obrażania, odmawiania godności politycznej przeciwnikom. To jest także sprawa, która dotyczy niemałej części dziennikarzy. Bez +szkieł kontaktowych+ i tym podobnych audycji, nie byłoby tego zdarzenia" - dodał szef PiS.

Pytany o informacje przekazane w czwartek w Sejmie przez przedstawicieli rządu nt. śledztwa w sprawie łódzkich wydarzeń, powiedział, że odebrał to "jako taką próbę rozwadniania tej sprawy. "A to był (napastnik, który we wtorek zaatakował praowników biura PiS w Łodzi) pod SLD, nie wiem, może był, ale w każdym razie krzyczał, że chce mnie zamordować i to jest dla mnie sytuacja bardzo przykra w sensie osobistym, bo pan Rosiak zginął w jakimś sensie jakby za mnie, w moim zastępstwie" - mówił Kaczyński.

Powtórzył, że "sianie nienawiści się tak kończy, odmawianie komuś godności, tak się kończy". "Ktoś może powiedzieć, że między hasłem +zabierz babci dowód+, a tym co się wydarzyło, nie ma żadnego związku. Jest związek. Trzeba o tym pamiętać. Wszyscy w Polsce jesteśmy równi i nie wolno nikomu odmawiać prawa do godności, praw politycznych, prawa do współdecydowania o losach kraju. Kto to robi, ten naprawdę sieje wiatr" - mówił szef PiS.

Po odwiedzeniu Pawła Kowalskiego, Kaczyński udał się do łódzkiego biura PiS, gdzie powitały go brawa i okrzyki zebranych tam zwolenników. Szef PiS spotkał się z działaczami swej partii, m.in. z europosłem Januszem Wojciechowskim. Na spotkanie przyszła również Halina Rosiak z synem - wdowa po zastrzelonym we wtorek w biurze PiS Marku Rosiaku, który był asystentem europosła Wojciechowskiego.

Po spotkaniu Kaczyński mówił, że pani Rosiak znalazła się w sytuacji tragicznej. Dodał, że szczególnie ją rozumie, bo ponad pół roku temu znalazł się w podobnej sytuacji, gdy zginął najbliższy mu człowiek. "Chcielibyśmy, żeby pożegnanie pana Marka Rosiaka było czymś, co Polska zauważy, bo to jest dzisiaj Polsce potrzebne po to, żeby niektórzy otrzeźwieli" - powiedział Kaczyński. Przed odjazdem oddał hołd zamordowanemu i uklęknął przed zapalonymi zniczami ułożonymi w kształcie krzyża przed siedzibą PiS.

Eurodeputowany Janusz Wojciechowski podkreślił, że był w swoim biurze pierwszy raz po tragedii, widział ślady krwi i było to wstrząsające wrażenie.

"Zginął człowiek, który był uosobieniem ciepła, człowiek wielkiego serca, dobroci, miłości do ludzi, a zginął w jakimś oszalałym akcie nienawiści, niepojętej nienawiści motywowanej politycznie" - powiedział Wojciechowski. Dodał, że powinni zrobić rachunek sumienia "ci, którzy tę nienawiść do PiS sączyli, bo to ten szyld nad wejściem do biura +Prawo i Sprawiedliwość+ zwabił tego zabójcę". Zaznaczył, że wdowa po Marku Rosiaku może liczyć na odszkodowanie i pomoc ze strony także Parlamentu Europejskiego.

Nadal nie wiadomo, kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb Marka Rosiaka.

We wtorek przed południem do łódzkiej siedziby PiS wtargnął 62-letni Ryszard C., który zaatakował znajdujące się tam osoby: zastrzelił Marka Rosiaka i ciężko ranił nożem 39-letniego Pawła Kowalskiego - asystenta Jagiełły. Ranny trafił do jednego z łódzkich szpitali, przeszedł operację, jego stan określany jest jako stabilny.

62-letniemu Ryszardowi C. postawiono zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa; w czwartek łódzki sąd aresztował go na trzy miesiące. Grozi mu dożywocie. (PAP)

szu/ hgt/ mok/ mag/

wiadomości
pap
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(0)