Notowania

wiadomości
24.11.2012 08:16

Mali: Przed inwazją: Afryka godzi Tuaregów

Szykując się do zbrojnej inwazji na zawłaszczoną przez Al-Kaidę północną część Mali, Afryka i Zachód podpuszczają do wojny przeciwko dżihadystom Tuaregów, których powstanie dało początek saharyjskiemu kalifatowi Al-Kaidy.

Podziel się
Dodaj komentarz

Szykując się do zbrojnej inwazji na zawłaszczoną przez Al-Kaidę północną część Mali, Afryka i Zachód podpuszczają do wojny przeciwko dżihadystom Tuaregów, których powstanie dało początek saharyjskiemu kalifatowi Al-Kaidy.

W kwietniu, po studniowej wojnie, wracający z Libii z arsenałami Muammara Kadafiego Tuaregowie pobili malijskie wojsko i ogłosili niepodległość pustynnego Azawadu. W czerwcu dotychczasowi towarzysze broni Tuaregów z filii Al-Kaidy na Saharze i Sahelu zwrócili się przeciwko nim, wygrali krótką, gwałtowną wojnę i w miejsce Azawadu utworzyli swój kalifat. Do rozłamu doszło też wśród samych Tuaregów, którzy rozpadli się na sromotnie pobitych zwolenników niepodległości i tuareskich talibów, którzy wybrali sojusz z Al-Kaidą.

Jesienią państwa Wspólnoty Gospodarczej Państw Zachodnioafrykańskich (ECOWAS), Unia Afrykańska i Unia Europejska podjęły decyzję o zbrojnej inwazji na północne Mali, by rozgromić zagrażający Zachodowi saharyjski kalifat Al-Kaidy. W inwazji ma wziąć udział prawie 6 tys. żołnierzy z Afryki, a także 5 tys. żołnierzy malijskich, których wcześniej przeszkolić i uzbroić ma ok. 200-300 instruktorów wojskowych z Europy. Gotowość przysłania oficerów zadeklarowała najbardziej zainteresowana inwazją Francja, a także Hiszpania, Włochy i Belgia. Namawiana przez Paryż Polska, według słów ministra obrony Tomasza Siemoniaka, "rozważa" tę propozycję.

Plan inwazji, który musi zostać jeszcze zatwierdzony przez ONZ, przewiduje, że co najmniej pół roku potrzeba będzie, by przeszkolić malijskie wojsko, zdemoralizowane i rozbite po klęsce w wojnie z Tuaregami. Trzy miesiące ma zająć rozgromienie kalifatu Al-Kaidy i kolejne trzy miesiące - zaprowadzenie tam nowych porządków.

Zważywszy, że w kwietniu zaczyna się pora deszczowa, która uczyni wiele dróg nieprzejezdnymi, do inwazji na północne Mali dojdzie najwcześniej we wrześniu-październiku 2013 r.

Aby nie pozwolić Al-Kaidzie na przygotowanie się do wojny, a także ułatwić sobie zadanie nim sami ruszą do natarcia, interwenci do wojny przeciwko dżihadystom namawiają Tuaregów.

Prezydent Burkiny Faso Blaise Compaore od kilku tygodni usiłuje pogodzić zwaśnione frakcje tuareskich niepodległościowców i talibów. Ci ostatni, zdominowani w malijskim kalifacie przez arabskich komendantów Al-Kaidy, mnożą sygnały, że gotowi są pogodzić się z tuareskimi braćmi i wystąpić przeciwko dżihadystom.

Emir malijskich talibów Ijad ag Ghaly, znany ze zdradzieckości, zrezygnował z żądania, by wprowadzić szariat na terytorium całego Mali, i chce, by pozwolono mu ogłosić rządy prawa koranicznego jedynie w jego rodzinnych stronach w okolicach miasta Kidal. Odcina się też publicznie od terroryzmu i dżihadu przeciwko Zachodowi.

Zachęca go do tego Algieria, regionalne mocarstwo bardzo przeciwne zbrojnej inwazji na Mali. Władze w Algierze obawiają się, że rozgromieni w Mali dżihadyści przeniosą się do ich kraju, skąd się wywodzą i gdzie w latach 90. toczyli wojnę domową.

Algieria, a także zwykle skłócone z nią Maroko oraz Mauretania przekonują, że bez politycznej ugody między rządem z Bamako i Tuaregami żadna obca inwazja zbrojna nie tylko nie przyniesie rozwiązania ani pokoju, ale sprawi, że Sahel przekształci się w następny Afganistan czy Somalię.

Bamako musi się dogadać z Tuaregami i pójść wobec nich na ustępstwa, Tuaregowie muszą się odciąć od Al-Kaidy, a wojnę w Mali toczyć trzeba jedynie przeciw terrorystom, przemytnikom narkotyków i handlarzom żywym towarem - powtarza Algieria.

Interwenci zachęcają też Tuaregów, by razem zwrócili się przeciwko Al-Kaidzie. Zresztą sami Tuaregowie ostrzegają, że jeśli nie zostaną włączeni do inwazji, skazana będzie ona na niepowodzenie.

Na razie jednak w walkach z dawnymi towarzyszami broni z Al-Kaidy Tuaregowie ponoszą dotkliwe klęski. W zeszłym tygodniu zostali rozbici podczas próby ataku na największe miasto północnego Mali Gao i rozgromieni w miasteczku Menaka przy granicy z Nigrem, gdzie chcieli rozłożyć kwaterę i skąd chcieli rozpocząć nową wojnę. W walkach pod Gao i Menaką tuarescy niepodległościowcy stracili kilkudziesięciu ludzi, a także wiele broni i pojazdów wojskowych, zrabowanych z libijskich arsenałów Kadafiego.

Poza rozgromieniem Tuaregów dżihadyści z północy z Mali odnieśli w tym tygodniu jeszcze jeden sukces - porwali w Mali kolejnego Francuza. W ten sposób liczba francuskich jeńców uprowadzonych i przetrzymywanych przez saharyjskich dżihadystów wzrosła do siedmiu. Dotąd dżihadyści porywali ich dla okupu (za jeńca otrzymywali średnio ok. 5 mln dolarów). Jednak wobec groźby inwazji chcą ich wykorzystać także jako "żywe tarcze" i grożą, że w przypadku inwazji porwani Francuzi zginą jako pierwsi.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ akl/ mc/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz