Notowania

wiadomości
10.08.2013 09:05

Mali: W niedzielę dogrywka w prezydenckich wyborach

Weteran malijskiej polityki Ibrahim Boubacar Keita jest murowanym faworytem niedzielnej drugiej tury wyborów prezydenckich. Pierwszą, która odbyła się w lipcu, wygrał, ale do pełnego zwycięstwa zabrakło mu wymaganej większości ponad połowy głosów.

Podziel się
Dodaj komentarz

Weteran malijskiej polityki Ibrahim Boubacar Keita jest murowanym faworytem niedzielnej drugiej tury wyborów prezydenckich. Pierwszą, która odbyła się w lipcu, wygrał, ale do pełnego zwycięstwa zabrakło mu wymaganej większości ponad połowy głosów.

W dogrywce do wygranej wystarczy zwyczajna większość, a tej 68-letni Keita jest niemal pewny, tym bardziej, że swoje głosy obiecał oddać mu Dramane Dembele, który z prawie 10 proc. głosów w lipcu zajął trzecie miejsce. Rywalem Keity, nazywanego przez rodaków IBK, będzie w niedzielę były minister finansów 63-letni Soumalia Cisse, który w lipcu zdobył 19 proc. głosów.

Fakt, że do finałowej rozgrywki weszli ludzie znani od lat i od lat odgrywający główne role w polityce kraju świadczy o tym, że po półtorarocznej epoce wojny domowej Mali, uchodzące w zachodniej Afryce za wzór demokratycznych obyczajów, powoli odzyskuje równowagę polityczną.

IBK zajmuje się polityką od bardzo dawna. Był premierem w latach 1994-2000, przewodniczącym parlamentu, szefem dyplomacji, posłem. Dwukrotnie, choć za każdym razem bez skutku, ubiegał się o prezydenturę. Jego rywal, bogaty przedsiębiorca Cisse, był ministrem finansów i w 2002 roku również ubiegał się o prezydenturę.

Cisse wywodzi się z Timbuktu, z północnej części Mali. IBK pochodzi z południa, które zawsze dominowało w malijskiej polityce. W lipcu w stolicy kraju Bamako IBK zdobył niemal wszystkie głosy.

IBK cieszy się opinią przywódcy bezkompromisowego, o nieco autokratycznych skłonnościach. Jako premier bezwzględnie tłumił powstania Tuaregów na północy kraju i antyrządowe pochody studentów w Bamako. Cecha, którą dotąd zrażał do siebie rodaków, w tych wyborach przysporzyła mu głosów. Wielu Malijczyków uważało, że tylko przywódca taki jak IBK, czyli zdecydowany, twardy i nieustępliwy, przywróci w ich kraju porządek. IBK cieszy się zaufaniem i wsparciem dawnej metropolii kolonialnej, Francji, a szczególnie francuskich socjalistów.

Ostatnie półtora roku zapisze się w najnowszej historii Mali czarnymi zgłoskami. Zły okres zaczął się, gdy w styczniu 2012 roku Tuaregowie z pustynnej północy kraju podnieśli nową zbrojną rebelię, domagając się utworzenia na Saharze własnego, niepodległego państwa.

Do tego czasu rządowe wojsko prędzej czy później tłumiło tuareskie rebelie. Tym razem jednak Tuaregowie wracali z wojny w Libii, gdzie wspierali reżim Muammara Kadafiego. Gdy Kadafi został zabity, Tuaregowie zagrabili jego arsenały i uzbrojeni po zęby gromili malijskie wojsko w kolejnych bitwach.

W marcu bunt w Bamako podnieśli malijscy żołnierze i obalili prezydenta Amadou Toumaniego Toure, któremu zarzucali bezczynność. Zamachowców do oddania władzy zmusiła z kolei Unia Afrykańska. Korzystając z chaosu, Tuaregowie bez walki zajęli całą północ Mali i w kwietniu ogłosili tam powstanie niepodległego Azawadu. W czerwcu wspierający Tuaregów partyzanci saharyjskiej filii Al-Kaidy pokonali ich w krótkiej, bratobójczej wojnie i zrobili z Azawadu własny kalifat. Kiedy w styczniu partyzanci Al-Kaidy ruszyli na Bamako, Francja dokonała zbrojnej inwazji na Mali i w 100 dni rozgromiła pustynny kalifat Al-Kaidy.

Lipcowo-sierpniowe wybory mają zakończyć czas chaosu, wyłonić prawowite władze, które ciesząc się poparciem Malijczyków i społeczności międzynarodowej, zaprowadzą porządek w kraju. Na nowy rząd czekają już 4 mld dolarów pomocy, jaką obiecał Zachód, a w porządkowaniu kraju pomoże Malijczykom 12,5 tys. żołnierzy wojsk pokojowych ONZ.

Obserwatorzy malijskich wyborów za dowód tego, że po miesiącach braku władzy Malijczycy tęsknią za silnym przywódcą uznali nawet najwyższą w historii kraju frekwencję podczas lipcowej pierwszej tury wyborów prezydenckich. Wybierać prezydenta przyszło aż 51,5 proc. uprawnionych, a elekcja przebiegła spokojnie.

Odwołującego się do rządów silnej ręki IBK wspiera też malijskie wojsko, które od zeszłorocznego zamachu stanu pozostaje w ostrym konflikcie z cywilnymi politykami. IBK jest wyjątkiem. W marcu zeszłego roku kiedy zamachowcy polowali w Bamako na cywilnych polityków z rządu i opozycji, IBK okazał się jednym z nielicznych, którzy nie trafili do aresztu i nawet nie byli przesłuchiwani. Jawna życzliwość wojskowych wobec IBK zraża do niego innych cywilnych polityków. Jego niedzielny rywal Soumalia Cisse został nie tylko aresztowany i uwięziony przez żołnierzy, ale i brutalnie przez nich pobity.

Wojciech Jagielski (PAP)

wjg/ ap/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz