Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Obrona Widackiego chce znać reguły postępowania ze świadkami koronnymi

0
Podziel się:

Obrońcy prof. Jana Widackiego chcą, by
władze więzienne poinformowały o zasadach postępowania z osobami
będącymi świadkami koronnymi. Widacki, adwokat i poseł
(Demokratyczne Koło Poselskie), jest oskarżony o przekazywanie
grypsów między przestępcami i nakłaniania ich do składania
określonych zeznań.

Obrońcy prof. Jana Widackiego chcą, by władze więzienne poinformowały o zasadach postępowania z osobami będącymi świadkami koronnymi. Widacki, adwokat i poseł (Demokratyczne Koło Poselskie), jest oskarżony o przekazywanie grypsów między przestępcami i nakłaniania ich do składania określonych zeznań.

Na procesie Widackiego i pięciorga oskarżonych (m.in. Krzysztofa F., pseud. Bandzior, skazanego na dożywocie za dwukrotne zabójstwo, i syna lidera gangu pruszkowskiego "Wańki" - Artura D.) świadkowie zeznają, że osoby mające status świadka koronnego mają do dyspozycji telefony komórkowe oraz że mogą bez ograniczeń kontaktować się z innymi i ustalać korzystne dla siebie wersje zdarzeń.

Jeden z nich, Piotr W., pseud. Generał, zeznawał w piątek przez kilka godzin w sądzie - rozprawa w tej części była niejawna i nie wiadomo, co powiedział. Widacki powiedział PAP, że jego zeznania były "zupełnie obok" zarzutów, które go dotyczą.

Widacki jest oskarżony o to, że w 2003 r. przekazał żonie "Bandziora" grypsy z więzienia (oskarżonego wtedy o podwójne zabójstwo, dziś odsiaduje dożywocie) oraz że w 2004 r. nakłaniał Sławomira R., ps. Woźny (recydywistę odsiadującego 25 lat m.in. za zabójstwo i gwałt), do fałszywych zeznań i zdyskredytowania świadka koronnego (Piotra W.), co miałoby być korzystne dla lidera grupy pruszkowskiej Mirosława D., "Malizny" - którego wtedy Widacki reprezentował jako adwokat.

Widacki jest też oskarżony o to, że w 2005 r. poprzez innego adwokata miał grozić lobbyście Markowi Dochnalowi i nakłaniać go, aby nie zeznawał o Janie Kulczyku przed komisją śledczą ds. PKN Orlen. Widacki był przed komisją pełnomocnikiem Kulczyka.

Oskarżony do niczego się nie przyznaje i wskazuje na prokuraturę - kierowaną wówczas przez Zbigniewa Ziobrę i Jerzego Engelkinga jako inicjatorów całego oskarżenia.

W czwartek w sądzie zeznawał Sławomir R. - "Woźny". "Gazeta Wyborcza" napisała, że to on napisał list do członka komisji ds. Orlenu Zbigniewa Wassermanna, w którym stwierdził, że Widacki "robi za posłańca, a w moim przypadku posłańca od pruszkowskiego bossa". W czwartek przed sądem Sławomir R. oświadczył, że "to pismo nie do końca" było pisane przez niego.

Nie chciał odpowiedzieć, kto mu pomagał; uzasadniał to obawą o swe życie. Przyznał zaś, że gdy był w areszcie, odwiedziło go dwóch członków komisji ds. PKN Orlen i dziennikarka Dorota Kania, która pisała potem o tej sprawie.

Zarówno w czwartek "Woźny", jak i w piątek "Generał" oraz świadek Daniel J. zeznawali o nieprotokołowanych spotkaniach z funkcjonariuszami CBŚ i prokuratorami. Świadek J. powiedział nawet, że gdy w 2006 r. poszedł na widzenie do Piotra W., nie musiał się poddawać kontroli na bramce aresztu, wystarczyło, że pokazał swój dowód osobisty. "To wszystko było bardzo dziwne, wszyscy byli przygotowani na moją wizytę. Jakby gościli premiera" - mówił.

Obrona Widackiego chce poznać zasady obchodzenia się ze świadkami koronnymi. "Mamy tu zeznania, jak świadkowie koronni będący w areszcie mają widzenia, choć nie powinni, mają telefony i dzwonią z nich gdzie chcą" - mówił sam Widacki, uzasadniając ten wniosek. Sąd rozpozna go za dwa miesiące.

Do tych słów nawiązał "Bandzior". "Ja siedzę w zakładzie karnym od 9 lat ze statusem +N+ (niebezpiecznego przestępcy - PAP) i nie mam żadnego dostępu do telefonu komórkowego. Dlatego mnie nie wrobili, bo mogą się kontaktować" - oświadczył.

Dodał też, że "wybacza współoskarżonemu Sławomirowi Z., który go niewinnie pomówił" o wysyłanie grypsów. "Jestem nawróconym chrześcijaninem, ewangelikiem, dlatego nic już do Z. nie mam" - powiedział.

Sam Sławomir Z. powiedział natomiast, że to była jego własna inicjatywa. "Byłem młody, w więzieniu siedziałem. Chciałem się przypodobać i to wymyśliłem. Nie wiedziałem, że przez to mogą zrobić coś panowi profesorowi" - mówił, przepraszając Widackiego.

Następne rozprawy - w kwietniu. (PAP)

wkt/ itm/ jbr/

wiadomości
pap
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(0)