Notowania

komisja śledcza
27.08.2009 18:22

Policjant od podsłuchów przed komisją śledczą ds. Olewnika

Szef policyjnej sekcji ds. techniki operacyjnej z Płocka zeznał w czwartek przed sejmową komisją śledczą do sprawy Krzysztofa Olewnika, że nie było żadnych problemów z uzyskiwaniem billingów od operatorów telefonicznych, o które zwracała się prowadząca śledztwo policja. Posłowie komentują, że to nowa wiadomość, bo wcześniej policjanci twierdzili, że brak billingów utrudniał im pracę.

Podziel się
Dodaj komentarz

Szef policyjnej sekcji ds. techniki operacyjnej z Płocka zeznał w czwartek przed sejmową komisją śledczą do sprawy Krzysztofa Olewnika, że nie było żadnych problemów z uzyskiwaniem billingów od operatorów telefonicznych, o które zwracała się prowadząca śledztwo policja. Posłowie komentują, że to nowa wiadomość, bo wcześniej policjanci twierdzili, że brak billingów utrudniał im pracę.

Andrzej Kucharski, szef płockiej sekcji ds. techniki operacyjnej, zeznawał w czwartek za zamkniętymi drzwiami. Jako policjantowi, który zajmuje się podsłuchami czy obserwacją, przysługuje mu ochrona wizerunku - sama treść zeznań jest jawna. Kucharski jako szef sekcji ds. podsłuchów i obserwacji pełnił rolę techniczną - nie miał wiedzy o samej sprawie, dostarczał jedynie sprzęt do prowadzenia podsłuchu. Jego przesłuchanie nie było długie, ale - jak ocenili posłowie Andrzej Dera (PiS) i Grzegorz Karpiński (PO) - "przyniosło wartościową wiadomość, rzucającą nowe światło na poprzednie zeznania policjantów".

Funkcjonariusze przesłuchiwani przez komisję jeszcze przed wakacjami twierdzili, że ich pracę utrudniały problemy z uzyskiwaniem billingów rozmów telefonicznych poszczególnych numerów. Twierdzili, że operatorzy telefonii komórkowej stwarzali im wiele kłopotów, gdy policja występowała o jakieś billingi. "Przekonywali nas wtedy, że dziś to co innego w porównaniu z dawniejszymi czasami. Apelowali, żeby nie przykładać dzisiejszej miary do początku lat dwutysięcznych, gdy prowadzili to śledztwo" - mówił PAP poseł Karpiński.

Tymczasem - jak powiedział PAP poseł Dera - w czwartek Kucharski zeznał, że nie było żadnych problemów z uzyskiwaniem billingów. "Załatwiano to od ręki, niekiedy nawet w jeden dzień, bo sprawa porwania Olewnika miała w policji priorytet" - dodał Karpiński. Uważa on, że to zeznanie rzuca nowe światło na całokształt sprawy, bo pokazuje, że policja miała możliwości pracy operacyjnej, ale w istocie jej nie wykonywała.

Natomiast w ocenie Dery, to zeznanie jest "kluczowe" dlatego, bo może świadczyć o tym, że wewnątrz struktury policji ktoś próbował torpedować sprawę i do prokuratury szła informacja, że nie da się wykonać niektórych działań operacyjnych. "Pozostaje pytanie, na jakim szczeblu policji ktoś działał na szkodę śledztwa" - powiedział PAP Dera.

Krzysztofa Olewnika uprowadzono w październiku 2001 r. w nocy, po imprezie w jego domu. Porywacze zostali zatrzymani dopiero w 2005 i 2006 r., mimo że już na początkowym etapie sprawy policja miała operacyjne informacje o sprawcach, które jednak nie zaowocowały ich zatrzymaniem. Błędy w śledztwie i niewyjaśnione wątki sprawy bada obecnie gdańska prokuratura i sejmowa komisja śledcza. (PAP)

wkt/ itm/ jbr/

Tagi: komisja śledcza, wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz