Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Pytlakowski: wpadłem w siatkę podsłuchów

0
Podziel się:

Moje przekonanie, że wpadłem w siatkę podsłuchów graniczy w tej chwili z
pewnością - zeznał w czwartek przed sejmową komisją ds. nacisków dziennikarz śledczy "Polityki"
Piotr Pytlakowski.

Moje przekonanie, że wpadłem w siatkę podsłuchów graniczy w tej chwili z pewnością - zeznał w czwartek przed sejmową komisją ds. nacisków dziennikarz śledczy "Polityki" Piotr Pytlakowski.

Komisja zajmowała się sprawą kontroli operacyjnej dziennikarzy, którą służby miały prowadzić w latach 2005-2007.

Pytlakowski powiedział, że wiosną 2007 r. dziennikarze Maciej Duda i Bertold Kietel powiedzieli mu, że zdobyli wiedzę, iż w Ministerstwie Sprawiedliwości minister Zbigniew Ziobro "wraz z innymi osobami odsłuchiwali nagrania z podsłuchów, w tym mojej rozmowy".

Dodał, że około 2 miesięcy później jego informator pokazał mu formularz Komendy Głównej Policji dotyczący kontroli operacyjnej z numerem jego służbowej komórki.

Pytlakowski mówił też o operacji "Cele" prowadzonej m.in. przez ABW. "Wiem, że był wtedy podsłuchiwany pewien mieszkaniec Sopotu, prywatny detektyw, który był informatorem wielu dziennikarzy, w tym moim. To jego podejrzewano, że stanowi jakieś zagrożenie dla ministra Ziobry. Nawet nie tyle fizyczne, co obawiano się próby kompromitacji ministra" - powiedział.

Pytlakowski zaznaczył, że spotkał się z nim w 2007 r. Dodał, że w rozmowie uczestniczył również "przedstawiciel jednej z korporacji prawniczych". "Wtedy mnie sondowano, czy byłbym zainteresowany materiałami, które miałyby być kompromitujące dla ministra Ziobry od strony natury obyczajowej. (...) Odmówiłem przyjęcia tych materiałów" - zeznał.

"Prawdopodobnie podsłuchiwano wtedy tego prywatnego detektywa z Sopotu. Kontaktowałem się z nim wielokrotnie. Prawdopodobnie objęto kontrolą operacyjną pięciodniową także mój numer telefonu" - dodał Pytlakowski.

Świadek powiedział, że jego wiedza na temat pobierania billingów jest żadna, a o szczegółach dowiedział się z artykułu "Gazety Wyborczej". Zarzucił także bagatelizowanie sprawy przez prokuratorów w Zielonej Górze.

O sprawie inwigilacji dziennikarzy w latach 2005-2007 niedawno napisała "Gazeta Wyborcza". Dotarła ona do materiałów ze śledztwa, które prowadziła i w maju tego roku umorzyła, nie stwierdzając przestępstwa, zielonogórska prokuratura. Według informacji GW, służby sięgały do historii połączeń telefonicznych nawet sprzed dwóch lat, a jednym z celów było ujawnienie źródeł informacji dziennikarzy, krytykujących poczynania ówczesnych władz państwowych. (PAP)

tgo/ la/ mag/

wiadomości
pap
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(0)