Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
wiadomości
04.12.2013 11:35

Sprawa śląskiej mafii paliwowej - Rutkowski wnosi o uniewinnienie

Właściciel firmy detektywistycznej Krzysztof Rutkowski, skazany w I instancji za udział w śląskiej mafii paliwowej, w środę przed sądem apelacyjnym wniósł o uniewinnienie. Nie miałem świadomości, że firma Henryka M. prowadzi nielegalne interesy - oświadczył.

Podziel się
Dodaj komentarz

Właściciel firmy detektywistycznej Krzysztof Rutkowski, skazany w I instancji za udział w śląskiej mafii paliwowej, w środę przed sądem apelacyjnym wniósł o uniewinnienie. Nie miałem świadomości, że firma Henryka M. prowadzi nielegalne interesy - oświadczył.

Sąd Apelacyjny w Katowicach już drugi dzień rozpoznaje odwołania od orzeczenia, które zapadło w marcu przed katowickim sądem okręgowym. Sprawa dotyczy grupy przestępczej kierowanej przez śląskiego barona paliwowego Henryka M., który wyłudził od Skarbu Państwa prawie 500 mln zł. Współpracowali z nią prawnicy i pracownicy kontroli skarbowej.

Sąd I instancji skazał wszystkich 20 oskarżonych (apelacje dotyczą 16 z nich), choć nie za wszystkie przestępstwa - część zarzutów umorzył z uwagi na przedawnienie. Oskarżeni zostali skazani na kary więzienia, od 10 miesięcy do 6,5 roku - w części przypadków w zawieszeniu - oraz grzywny. W kilku przypadkach sąd zakazał im prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie produkcji i obrotu paliwami i zasądził przepadek korzyści z przestępstwa.

Na ławie oskarżonych zasiadł także Rutkowski (zgodził się na podawanie nazwiska), któremu prokuratura zarzuciła m.in. pranie brudnych pieniędzy i powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych. Został przez sąd I instancji skazany na 2,5 roku więzienia i zobowiązany do zwrotu Skarbowi Państwa 2,9 mln zł pochodzących z przestępstwa. Rutkowskiemu sąd okręgowy przypisał także udział w grupie przestępczej M. W środę prokuratura - z uwagi na przedawnienie części zarzutów - wniosła o wymierzenie Rutkowskiemu kary 2 lat i 3 miesięcy więzienia.

Zdaniem oskarżenia, Rutkowski miał uczestniczyć w praniu pieniędzy wyłudzonych przez M., polecając pracownikom swego biura wystawienie faktur na 2,5 mln zł za fikcyjne usługi na rzecz jego firmy. W związku z zarzutami spędził w areszcie 9 miesięcy i - jak powiedział w środę przed sądem - było to "dno piekła". Ocenił, że "wpadł w tryby festiwalu zatrzymań".

Odnosząc się do samych zarzutów, podkreślił, że nie ma mowy o praniu pieniędzy i fikcyjnych usługach, bo do firmy EM-Trans, należącej do M., rzeczywiście delegował czterech swoich pracowników, którzy służyli swą wiedzą. "Dla prokuratury kwoty za te usługi są szokujące, ale jest wolny rynek. Mogę sobie zażyczyć za jedną konsultację 50 tys. zł" - powiedział Rutkowski.

Jak zapewnił, nie miał świadomości, że EM-Trans prowadzi nielegalną działalność. Przez bramy tej firmy non stop przyjeżdżały cysterny, ciągle trwały kontrole skarbowe, a na imprezach u M. bawili się notable - wspominał. "W moim charakterze nie jest pomaganie przestępcom" - podkreślił. Powiedział też, że "od 25 lat walczy z bandytami" i jego powrót za kratki nie byłby w interesie społecznym. Teraz ciągle odbudowuje firmę, która ucierpiała po jego aresztowaniu.

Adwokat Rutkowskiego mec. Jerzy Sierżant - podobnie jak inni przemawiający w środę obrońcy - kwestionował wiarygodność Henryka M., który obciążył współoskarżonych. Przekonywali, że baron paliwowy był rozżalony kilkuletnim aresztowaniem i tym, że wszyscy są przeciwko niemu. "Pomawiał wszystkich, jak leci" - ocenił jeden z obrońców.

Prokurator Wanda Ostrowska odpowiadała, że wyjaśnienia M. są w pełni wiarygodne i poparte innymi dowodami. Odwołania od wyroku z I instancji sąd będzie rozpoznawał do czwartku, być może tego samego dnia zapadnie wyrok.

Według ustaleń prokuratury i sądu okręgowego, gang śląskiego barona paliwowego zajmował się wyłudzaniem podatku VAT i akcyzy, a szef grupy z przestępstw korupcyjnych i płatnej protekcji uczynił codzienność. Prokuratorskie postępowanie w tej sprawie zostało zamknięte w kwietniu 2007 r. Proces ruszył w listopadzie 2008 r. Henryk M. już w czasie śledztwa przyznał się do zarzutów. Zaczął współpracować z prokuraturą w czasie trwającego blisko pięć lat aresztowania. W procesie, podobnie jak pozostali podsądni, odpowiada z wolnej stopy. (PAP)

kon/ bno/ jra/

Tagi: wiadomości, pap
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz