Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

W. Brytania: "Times": Misja afgańska źle przygotowana

0
Podziel się:

Dowódcy wojskowi oraz biurokraci zignorowali ostrzeżenia, że skierowanie
brytyjskich sił do afgańskiej prowincji Helmand z początkiem 2006 roku było źle przygotowane i
słuchali tylko tych opinii, które wpisywały się w ich politykę - napisał środowy "The Times".

Dowódcy wojskowi oraz biurokraci zignorowali ostrzeżenia, że skierowanie brytyjskich sił do afgańskiej prowincji Helmand z początkiem 2006 roku było źle przygotowane i słuchali tylko tych opinii, które wpisywały się w ich politykę - napisał środowy "The Times".

Gazeta doszła do takiego wniosku w wyniku dwumiesięcznego dochodzenia, w czasie którego jej reporterzy rozmawiali z 32 dowódcami wojskowymi i wysoko postawionymi urzędnikami resortów rządowych.

Jedno spośród zignorowanych ostrzeżeń było zawarte w tajnym raporcie sił specjalnych SAS z 2005 roku, w którym napisano, że brytyjska grupa zadaniowa w Helmandzie napotka na opór, na który nie jest przygotowana.

Rozmówcy "Timesa" wskazują zarazem, że operację afgańską uzasadniano chęcią ożywienia misji NATO, potrzebą militarnego pokonania talibów oraz zademonstrowania brytyjskiego potencjału wojskowego po niepowodzeniach irackich.

Cztery główne zarzuty stawiane przez gazetę hierarchii ministerstwa obrony i innych resortów to: bagatelizowanie zagrożenia ze strony talibów, zignorowanie ostrzeżeń, że brytyjski kontyngent jest za mały, mówienie ministrom tego, co chcieli usłyszeć oraz ustanowienie niespójnego systemu dowodzenia i kontroli.

"Nielicznym osobom (w siłach zbrojnych - PAP) mającym wątpliwości zabrakło odwagi, by powiedzieć (biurokracji rządowej i ministrom - PAP), co naprawdę myślą, bądź też byli zbyt ostrożni" - cytuje "Times" rządowe źródło.

Z daleko idącą krytyką dowództwa wojskowego wystąpił generał brygady Andrew Mackay, który dowodził siłami brytyjskimi w Helmandzie, a w ubiegłym roku odszedł z wojska. Według niego "wojskowi byli zbyt ulegli wobec polityków i wpisywali się w ich polityczne oczekiwania". Podobny zarzut formułowano wobec brytyjskich służb wywiadowczych w okresie poprzedzającym inwazję na Irak.

"Genezą tej postawy jest zadufanie, przekonanie, że wojsko stanie na wysokości zadania. Skutkiem było to, że wysokie szczeble rządu weszły do Helmandu z zamkniętymi oczyma, trzymając kciuki, żeby się udało" - zaznaczył Mackay.

W styczniu 2006 roku ówczesny minister obrony John Reid skierował do Helmandu 3,3 tys. żołnierzy w ramach misji nazwanej stabilizacyjną. Jego plan zakładał, że Brytyjczycy zostaną w południowym Afganistanie trzy lata, a koszty z tym związane nie przekroczą 1 mld funtów szterlingów.

Od tego czasu liczebność brytyjskich sił wzrosła do ok. 8 tys., liczba ofiar sięgnęła 293, koszty wzrosły, a Brytyjczycy mają się przenieść z Helmandu do sąsiedniego Kandaharu, co nie zapowiada ich rychłego wycofania się z Afganistanu.

W komentarzu redakcyjnym "Times" napisał, że "wygląda na to, iż arogancka nieudolność stanęła na przeszkodzie zastosowaniu w Afganistanie lekcji wyniesionych z Iraku".

Ta "arogancja", zdaniem gazety, wyraźnie kontrastuje z postawą Amerykanów, którzy po analizie niepowodzeń w Iraku przygotowali nową strategię wojny antypartyzanckiej.

"Times" argumentuje, że w brytyjskiej armii nie dzieje się dobrze. Brytyjczycy po raz ostatni mieli do czynienia z wojną antypartyzancką na Malajach, a z działaniami antyterrorystycznymi w Irlandii Płn. Część obecnego pokolenia dowódców wojskowych dorastała w okresie zimnej wojny, a w polityce awansów premiuje się posłuszeństwo, a nie twórczą krytykę - twierdzi gazeta.

Ministerstwo obrony odcięło się od twierdzeń generała Mackaya, jakoby wysłano Brytyjczyków do Helmandu na wyprawę w nieznane, "zamykając oczy i trzymając kciuki". Według ministerstwa, na które powołuje się BBC, "afgańską kampanię poprzedziła szczegółowa analiza". (PAP)

asw/ az/ ap/

wiadomości
pap
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(0)