Forum Polityka, aktualnościGospodarka

Teraz pora na naukowców

Teraz pora na naukowców

skomentuj
były naucznyj z 7-letnim stażem / .* / 2004-09-21 12:06
Komentarze do wiadomości: Teraz pora na naukowców.
Wyświetlaj:
Artur / .* / 2004-09-22 08:58
Temat bardzo ważny i "naukowy". Szkoda tylko, że gramatyka i interpunkcja poniżej poziomu matury. :-))))))))) Za moich czasów trzy błędy dyskwalifikowały autora, ale może pan Rafał jest już "po reformie"?Pozdrawiam.
kamyk / .* / 2004-09-23 15:26
Odpuść Pan, Panie Arturze, Autorowi. On naprawdę robi, co może. Że wspomnę hasło z Dzikozachodnich saloonów:"Nie strzelać do pianisty! On naprawdę gra najlepiej, jak potrafi!"
Cezar / .* / 2004-09-23 17:14
Rewolwery do kabury, muzyka , muzyka ( traść ) Panowie.
George / .* / 2004-09-22 07:58
Faktycznie. Model uprawiania nauki w Polsce nie uległ żadnej zmianie. Te same twarze, to samo biadolenie i chorobliwa niechęć do zmian. Przez kilka lat "robiłem" w nauce i kiedy niedawno odwiedziłem macierzystą uczelnię, jakbym trafił do skansenu rodem z lat 80-tych. Czas się zatrzymał. Narzekania na niskie zarobki i warunki pracy jak przed 15 laty, na boku korepetycje (oczywiście niopodatkowane), "żniwa" przy egzaminach wstępnych... Po prostu okropne. Bez żadnej szkody dla nauki można by wylać z roboty 80% tej pseduonaukowej kadry i zapewne nauka by tego nawet nie zuważyła. Moim zdaniem najpierw należałoby zastanowić się jak ma docelowo wyglądać uprawianie nauki w Polsce, wysłać na emeryturę niereformowalne grono starych profesorów, skończyć z praktyką "etatu na całe życie", wdrożyć nowoczesne metody zarządzania uczelniami i wyszkolić kadrę profesjonalnych menedżerów nauki. A potem można mówić o pieniądzach.
jendrek / .* / 2004-09-21 20:19
Panu Belce zabieranie proponowalbym zacząć od siebie (patrz artykuły "Wprost"). Potrafi wpompować publiczne pieniądze w prywatne inicjatywy tylko po to, żeby żonie i kilku innym załatwić lukratywne posady - ewentualnie i sobie odskocznię. Mamy już szkoły społeczne, studia w szkołach prywatnych, licencjaty itd. Deprejacja szkolnictwa wyższego,przebiega logarytmicznie - w końcu o to chodzi. Jak już zlikwiduje szkolnictwo wyższe publiczne to na gruzach powstanie szkoła wyższa im. Belki i Kwaśniewskiego, która wyprodukuje klony swoich znamienitych założycieli. Nikt nie będzie potrafił nawet wbić gwoździa, UE da dotacje na namioty, zajmiemy się agroturystyką, będą turyści przyjeżdźać i dawać nam cukierki i lizaki.
Marek / .* / 2004-09-21 17:06
Wiele stanowisk w otczeniu struktur władzy to lukratywne synekury.Naukowcy bez zaplecza i środków na badania nie sa wolni od tych pokus.Kraj jest za biedny i trudno liczyc na badania gdzie trzeba włozyc ogromna kasę a poza tym kto da pieniądze nauce rodem z socjalizmu? Jak Kleiber chciał wiazać ofset z naszymi instytutami to Amerykanie z politowaniem kiwali głowami i sie tylko usmiechali.Dlaczego? Profesura chała dotacji ale bez wtracania sie wto co robią. Ogromna liczba róznych instutucji para-budżetowych to siedlisko para-naukowców szukajacych miejsca dla siebie.Im szybciej zrobi sie porzadek tym lepiej.Inaczej UE nie da grosza.
Cezar / .* / 2004-09-21 15:41
Cieszę sie , że ktoś , czyli nasz ulubiony autor, polemista a nie "poprawista" rodem z Gazety Wyborczej częściowo zaczyna potwięrdzać moją wyrażoną tu w Money tezę , że Belka realizuje pewien plan niekoniecznie sld-owski. Tu pokazano jak narusza kolejne tabu, święte krowy polskiej profesury. Paradoksalnie, jest to w mojej ocenie jedno z 2 środowisk, które odniosło sukces w III RP. Drugim jest środowisko związane z zarządzaniem dobrami kościelnymi. Oczywiście środowisko to ma swoich sukcesorów ale i czarne owce. Paru profesorów siedziało w ciupie, paru jeszcze będzie ale dla mnie jako całość jest synonimem sukcesu biznesowego ( czy naukowego to sie okaże ?). Patrz nazwiska profesorów Kożmińskiego ( szkoła im. jego ojca ), Filipiaka (Comarch S.A., Cracovia ) lub twórca szkoły w Nowym Sączu. Cieszę się, że im i ich studentom i współpracownikom sie powiodło.Myślę , że z tego środowiska i i tego drugiego wymienionego wyżej, ( kościelnego ) będzie czerpała kadry IV RP.( i co Panie Kamyku ?)
darson / .* / 2004-09-21 15:01
Finansowanie nauki w krajach postkomuny to kwadratura koła. Model, w którym państwo finansowało tzw. badania i ludzi nauki w obecnej gospodarce jest nie do utrzymania, a innych źródeł finansowania nauki nie widać. Kto niby ma finansować badania? Przedsiębiorstwa rodzime sa za słabe i bardziej opłaca sie im dotować polityków, bo ci mogą je ewentualnie uratować przed zniknięciem pod powierzchnia gospodarki państwowego kapitalizmu, niż naukowców, którzy i tak przysłowiowego koła nie wymyślą. Firmy zagraniczne mają instytuty badawcze przy swych firmach matkach i tam inwestuja poważne pieniądze w badania (często drogi i bardzo zaawansowane). Jedyna ich oferta to drenaz mózgów, a nie rozbudowywanie ośrodków i ich finansowanie w kraju do, którego wola przywieźć technologię, wykorzystując na miejscu niskie podatki i tania siłę najemnę. Administracyjne "zatrudnianie" naukowców przez przymus wykonywania różnych ekspertyz i opinii tez nie jest wyjściem, bo często klientowi potrzebny jest nie profesor tylko jego tytuł pod ekspertyzą. Nauka raczej bedzie w Polsce więdnąć, zwłaszcza ta wymagająca dużych nakładów na badania. Mamy jednak dużą szansę w naukach teoretycznych jak np. Hindusi, którzy juz dzisiaj stanowia dość pokaźną siłę w matematyce, fizyce teoretycznej czy informatyce. Stan dzisiejszy naszej nauki to powiedzieć krótko: zemsta PRLu.
kamyk / .* / 2004-09-21 16:18
Zgoda ze wszystkim, ale czy nie sądzi Pan, że zgoda na taki uwiąd jest zgodą na deprecjację cywilizacyjną kraju?I czy można coś zrobić poza biadaniem?"Że tyle kobiet upadanad tym trzeba bolećale każdy woli biadaćniż zwalczać gołoledź"
darson / .* / 2004-09-22 07:35
Są takie sytuacje, że można tylko konstatować stan istniejący. Przyzna Pan, że przyczyny, o których pisałem sa natury obiektywnej i trudno zrobić baletnicę z kogoś kto urodził się z krzywymi nogami. Zrobić można zapewne więcej w szkolnictwie średnim i gimnazjalnym. Głównie należałoby zaostrzyć kryteria przyjęć na studia i wprowadzić w szkołach system rówania "w górę" a nie "w dół". Ograniczenie roli związków nauczycielskich też powinno pomóc. Dzisiaj mamy chorą sytuację, w której ilość zabija jakość i tworzy bylejakość. Nie zapobiegnie to z pewnością ucieczce najlepszych za granicę, czego przykładem są lekarze. Do dzisiaj powszechnie pokutuje przekonanie, że wyższe wykształcenie należy się każdemu. Otóż wg. mnie nie należy się samo z siebie tak jak przysłowiowemu psu miska. Państwo może mieć większy pożytek z mniejszej ilości magistrów inżynierów, ale solidnie wykształconych niż z hordy niedouczonych absolwentów quasiuczelni, które są głównie wynikiem pogoni kadry akademickiej za dodatkowym pieniądzem. Jeśli ma Pan styczność z tzw. światem nauki to dobrze Pan wie o czym piszę. Prawie wszystko w Polsce reformowano po 1989 roku, ale nauki polskiej nie zreformowano w stopniu dostatecznym do dzisiaj. Polska jest też państwem korporacyjnym, o czym Pan doskonale wie.
kamyk / .* / 2004-09-22 08:57
Nie wiem, czy cała Polska jest krajem korporacyjnym (bo co wtedy powiedzieć o Francji?), ale nadmierna rola związków nauczycielskich jest dla mnie również widoczna. Nabór do pracy w szkole prowadzony jest często na zasadzie negatywnej i prócz wielu nauczycieli pracujących z pasją i odpowiednimi kwalifikacjami jest mnóstwo leniuchów i niedouków pracujących w szkole, bo nigdzie indziej nie znaleźliby roboty.Nie uważam również, aby istniała potrzeba ograniczania dostępu chętnym na qusiuczelnie - to powinien weryfikować rynek pracy, który już teraz odpowiednio ocenia absolwentów takich, pożal się Boże, uczelni, gdzie magistrowie zarządzania mogą sobie pozarządzać kserokopiarką - o czym było przy innej okazji na forum.Pana słuszna diagnoza pozwala jednak sformułować konstruktywne wnioski, np. o konieczności innego ukierunkowania strumienia pieniędzy na naukę. Wielokroć bolałem na forum nad poziomem absolwentów szkół różnego poziomu, którzy nie potrafią napisać trzech zdań złożonych o sobie, nie robiąc przy tym błędu. Rzeczywiście, powszechność (matury, wyższego wykształcenia) prowadzi do spadku ich wartości. Można jednak dyskutować, czy per saldo nie jest to opłacalne z punktu widzenia konkurencyjności naszego kraju w świecie i jakości życia, mierzonej również stopniem zrozumienia otaczającej rzeczywistości.
Cezar / .* / 2004-09-22 19:15
Umknęła mi tu ciekawa dyskusja do której jeszcze się włączę choć pewnie zbyt późno.Zgróbnie pisząc, moim zdaniem:1/ lepiej jest mięć więcej maturzstów, bakałarzy, magistrów niż mniej.2/ Z tego szerokiego zbioru, wybije się ten co ma siłę, czyli lepiej aby ten zbiór był wiekszy.3/ Juz o tym pisałem ale moim zdaniem przeciętny polski maturzysta ( mgr )jest lepszy, żądniejszy sukcesu, drapiężniejszy i mądrzejszy od swojego odpowiednika z pożal sie Boże Francji lub ( Boże wybacz pogańskie słowo ) niemiec.4/ Pewnie , że w związku z tym matura a matura ( mgr/mgr) mogą być różne.5/ Panie a przed wojną to dopiero była matura.
darson / .* / 2004-09-23 11:07
ad1) Chyba jednak nie. Stawia kolega tezę, że lepiej mieć więcej samochodów, które nie jeżdżą niż mniej ale sprawnych. Ilość matołów opuszczających różnego rodzaju szkoły jest zatrważąjąca. Mam z nimi styczność na co dzień. O ile pamietam to kiedyś studenci utrzymywali sie m.in. z korepetycji. Dzisiaj ich spora liczba bierze korepetycję. Nie wspomne jak tacy osobnicy obniżają prestiż szkoły, którą ukończyli i tytuły, które otrzymali. Nic dziwnego, że wtedy Lepper po zawodówce może przegadać doktora po uniwersytecie, który ma problemy z wyartykułowaniem swoich racji.ad2) Z tego zbioru wybija sie w Polsce częściej ten co ma układy. Pracodawca może przebierać w "magistrach" jak w ulęgałkach, a że często spotyka półidiotów, którzy dziwne, że legitymują sie maturą, to dochodzi do wniosku, że przyjmie swojaka bo pożytek bedzie taki sam a może większy, bo i tak wszystko w rodzinie zostanie.ad3) Teza nie udowodniona chyba, że kolega ich egzaminuje i tym samym jest zorientowany w poziomie ich wiedzy. Rozumiem, że to jeszcze takie nawyki z PRLu i leczenie kompleksów. Tam też zdrowy, czysty i przaśny umysł chłoporobotnika był cenniejszy niż zepsuty dekadencją reakcyjny umysł "yntelygenta". A propo Niemców. Tak, przegrać wojnę i być przodującym gospodarczo państwem w Europie to oczywiście oznaka głupoty.ad4) Zawsze były różne i będą różne. Studia to nie fabryka klonów. Chodzi o to by był zachowany jakiś przyzwoity poziom wiedzy i umiejętności, który posiadać winien każdy absolwent np. szkoły wyższej. Będą jednostki wybitne i mierne. Problem w tym by nie zaniżać poziomu. Obserwacja inżyniera, który nie może sobie poradzic z logarytmowaniem nasuwa wątpliwości czy faktycznie ukończył politechnikę X, czy też tylko nawiedził Stadion 10-lecia.ad5) Nie wiem jak było przed wojną, ale znam z relacji wielu ludzi, że ci ludzie dźwigali kraj z upadku bezpośrednio po IIWŚ, zanim zastapiono ich miernotami w gumofilcach, którzy często ledwie sie legitymowali szkołą powszechną. Efekty tej "sprawiedliwości dziejowej" odczuwamy do dzisiaj i z niej m.in. wynikaja nasze trudności z dogonieniem lepiej od nas rozwniętych krajów.Na zakończenie dodam, ze wymienione przez kolegę: "żądza sukcesu, drapieżność" nie poparte faktyczną wiedzą to zwykłe chciejstwo. Jeżeli się pisze "że jest lepszy", to warto by napisać w czym lepszy. Co do mądrości to przypuszczam, że kolega nie widzi różnicy między: mądrością, inteligencją, wiedzą i cwaniactwem.Naszym problemem jest to, że są w Polsce ludzie dobrze wykształceni, którzy muszą sie coraz częściej realizować za granicą. To powinno dać wszystkim sporo do myślenia.
kamyk / .* / 2004-09-23 14:42
Porównanie z samochodami (1) jest niezasadne.T nie jest taki wybór, bo słaby poziom wykształcenia części absolwentów nie wyklucza dobrego wykształcenia innych, którzy i tak zdobyliby (lub nie) wysokie wykształcenie, gdyby pozostawić je elitarnym.Właściwsze wydaje się porównanie: dawać tylko luksusowe auta w limitowanej serii czy dopuścić również trójkołówki albo i rowery z silniczkami.Otóż jestem za tym drugim. Uważam, że każde wykształcenie, nawet nędzne i zdobyte za zawyżoną opłatą z kiepskiej uczelni jest lepsze niż jego brak. Zmiana dotyczy tylko oczekiwań: w jednym wypadku od absolwenta można oczekiwać sporej wiedzy a od auta dobrych osiągów, w drugim - trzeba sprawdzić co otrzymało dyplom albo tablicę rejestracyjną. Można to określić jako zbędną fatygę, ale uważam, że podniesienie, choćby o troszkę, ogólnego rozgarnięcia szerszych mas jest tego warte.Nie lekceważyłbym też "żądzy sukcesu, drapieżności", ponieważ energia i wewnętrzny napęd były i pozostaną podstawowym czynnikiem rozwoju. Czasem pozostaną chciejstwem a czasem nie. Za to ich brak oznacza stagnację, niezależnie od faktycznej wiedzy.
Cezar / .* / 2004-09-23 17:47
Panom Kamykowi i Darsonowi dziękuję i proszę o wyrozumiałość za spóźnienie.Trwam przy swojej tezie , że lepiej wybierać z szerszego zbioru niż z węższego.Lepiej wybierać z maturzystów niz absolwentów szkoły zawodowej.Nie wiem jak Panowie ale ja jako absolwent eS-gepisu r' 81 uważam , że jest to wykształcenie elitarne ( choc z pewnymi wadami ). Teraz to nie jest juz takie jednoznaczne bo są dobrzy absolwenci marnych szkół i marni tych dobrych. Miesza się wszystko zanim coś się wyłoni.W '39 r. mieliśmy 80 tys. ludzi po maturze. Około 20 tys. wymordowali bolszewicy w Katyniu i okolicach, jeszcze więcej ( Boże przebacz pogańskei imie ) niemcy. Ileś tysięcy rozproszyło się po świecie. Po wojnie w Polsce było około 20 tys. ludzi mających wykształcenie średnie lub wyższe. Warto o tym pamiętać. Efekt tego mordu to dzisiejsza nasza dyskusja.
S.R. / .* / 2004-09-21 14:37
Rząd coś przydzieli , naukowcy i tryby urzędnicze to podzielą i jakoś to będzie . W ostateczności , przy pomocy utytułowanych kolegów , trzeba będzie załapać się na jakiś grant . Niestety małe nakłady na naukę to nie wszystko . Autor miał całkowitą rację porównując tą niby naukę do PKP . Poziomy myślenia i działania są dokładnie takie same . Większość naukowców to poprostu ludzie goniący za dodatkowymi robotami i pieniędzmi a dla tych ostatnich nie cofną się przed niczym . Tak dla sprawiedliwości trzeba przyznać , że są to efekty traktowania nauki przez samo państwo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat .
S.R. / .* / 2004-09-21 14:36
Rząd coś przydzieli , naukowcy i tryby urzędnicze to podzielą i jakoś to będzie . W ostateczności , przy pomocy utytułowanych kolegów , trzeba będzie załapać się na jakiś grant . Niestety małe nakłady na naukę to nie wszystko . Autor miał całkowitą rację porównując tą niby naukę do PKP . Poziomy myślenia i działania są dokładnie takie same . Większość naukowców to poprostu ludzie goniący za dodatkowymi robotami i pieniędzmi a dla tych ostatnich nie cofną się przed niczym . Tak dla sprawiedliwości trzeba przyznać , że są to efekty traktowania nauki przez samo państwo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat .
kamyk / .* / 2004-09-21 13:29
Zgadzając się z większością tez (Panie Rafale, naprawdę!) Autora jedną kwestię pozostawiłbym otwartą: czy aby wieloetatowość nie jest skutkiem niskiego finansowania nauki?Nawet etat profesorski nie daje odpowiedniego zabezpieczenia socjalnego. Kilkuletnia praca w dowolnej firmie komercyjnej pozwala zdobyć podobny do profesorskiego poziom wynagrodzenia.Rozmienianie się na drobne osób o talentach badawczych prowadzi w prosty sposób do spadku osiągnięć naukowych - przy jednoczenej poprawie poziomu dochodów.Warto zauważyć, że tylko te dyscypliny, w których trudno dorabiać na boku szkoleniami czy ekspertyzami nawiązują jeszcze kontakt z naukową czołówką światową: fizyka, chemia, biologia.Przedstawiciele tych nauk nie mają po prostu nic innego do roboty - i prowadzą badania! Pewnie mogliby robić to lepiej, ale miejsca w świecie w granicach 10-15 w liczbie i jakości publikacji nie są złe.A w naukach technicznych, humanistycznych czy ekonomicznych - a to wykładzik, a to szkolonko czy tłumaczonko, czasem artykulik no i z badań - nici.Ale za to porównanie do PKP - pierwsza klasa! Potwierdzam obserwację!
pomoc do noszenia / .* / 2004-09-21 12:10
Panie Rafale! A dlaczego ten nasz P.er Pan prof.H dzwiga tyle teczek i skoroszytów ??Zawsze jak widze go w telewizji z ta sterta dzwiganych papierów to pusty smiech mnie ogarnia. Czuy chce pokazac że jest taki madry czy taki pracowity?Tylko po co robi z siebie błazna?.Pod poubliczkę?
były naucznyj z 7-letnim stażem / .* / 2004-09-21 12:06
Nauka w Polsce nigdy nie przeszła transformacji i nadal tkwi w socjalizmie po uszy.Prawdziwe nieszczęscie to tabuny pseud-naukowców skaczacych z katedr na stołki rządowe i samorzadowe Przy braku doswiadczenia biznesowego,administracyjnego daje to wyniki opłakane .Miejsce naukowców jest w badaniach,i doradztwie a nie rzadeniu! Cięzko przepracowani w stukturach władzy wracaja na swojekatedry..odpocząć!? To jest chore..
skomentuj

Najnowsze wpisy