Koci żwirek zamiast prochów ukochanego ojca, przemycanie urn w plecakach, nielegalne ceremonie gdzieś w oddalonym od cywilizacji lesie. Mimo zagrożenia karą nadal rozsypuje się u nas prochy, tyle, że dzieje się to w ukryciu i z dala od oficjalnego ceremoniału. Wszystko przez obowiązujące w Polsce prawo czyniące przestępców z bliskich wykonujących ostatnią wolę zmarłych.

Ostatnim życzeniem ojca było rozsypanie jego prochów. Nie chciał jednak by stało się to w wyznaczonym do tego celu ogrodzie pamięci, a w miejscach niezwykłych, z którymi był związany sentymentalnie. Poprosił, by jego prochy rozsypać na norweskich fiordach, które tak go fascynowały i w okolicach zbudowanego przez siebie domu na Mazurach. Ponadto wydawało mu się dość praktycznym rozwiązaniem dla całej rodziny, pochowanie trzeciej części swojego spopielonego ciała w rodzinnej krypcie na jednym z warszawskich cmentarzy.

- Fantastyczne było zaangażowanie całej rodziny, która zdecydowała, że wola bliskiego dla nich człowieka jest święta i należy dołożyć wszelkich starań, by ją wykonać. Największe tłumy oczywiście pojawiły się na cmentarzu. Później najbliższa rodzina, skromniejsza już liczebnie, zdecydowała, że na Mazury i do Norwegii również muszą pojechać razem - wspomina Anna Borowik, mistrz ceremonii pogrzebowych, jedyna kobieta w tym zawodzie w Polsce.

Ten niezwykły pogrzeb miał miejsce przed laty, kiedy nie obowiązywał jeszcze zakaz rozsypywania prochów wprowadzony za rządów PiS w 2007 roku, jako niezgodny z naszą tradycją. Zakazane jednak było dzielenie prochów, zatem i w tym przypadku złamano prawo. Poza wspomnianą nowelą cały czas obowiązują przedwojenne przepisy dotyczące pochówku, nieco tylko zaktualizowane w 1959 roku z powodu zmian ustrojowych.

Dopiero od roku w sejmie trwają prace, by te przepisy bardziej przystawały do zmian cywilizacyjnych jakie dokonują się w tej materii. Według informacji, do których dotarł tygodnik Polityka, rząd ma pozytywnie zaopiniować rozsypywanie prochów w ogrodach pamięci, które powstawały na polskich cmentarzach od około 2000 roku, do wspominanego już 2007.

Wola zmarłego powinna być święta

- Ludzie wolą się narazić na prawne nieprzyjemności i kłopoty, niż chodzić spać ze świadomością, że zawiedli bliską osobę w sytuacji, kiedy ona już nie mogła zadbać o swoje interesy - mówi Borowik, która w czasach, kiedy takie pogrzeby odbywały się oficjalnie brała w nich udział. Teraz odmawia odpowiedzi na pytanie, czy jest mówcą podczas uroczystości odbywających się niejako w podziemiu.

Różnicą w ceremonii jest nie tylko brak trumny i grobu, ale sam moment rozsypania popiołów. - Sprowadziłem z Niemiec urnę w kształcie cylindra ze specjalnym mechanizmem, który powodował powolne wysypywanie. W momencie, w którym podczas tradycyjnych pogrzebów trumna jest opuszczana do grobu, pracownik wchodził na łąkę pamięci i przechadzał się z nią do momentu całkowitego opróżnienia urny - mówi Roman Kowalski, właściciel warszawskiego zakładu pogrzebowego Requiem.

 

By uniknąć dalszego przemieszczania się prochów i ewentualnego ich rozwiewania, przed i po pogrzebie trawa była zraszana, nikt też poza pracownikiem domu pogrzebowego nie wchodził na nią.  W każdym stworzonym do czasu zakazu ogrodzie pamięci stoi też kamień bądź postument do którego przykręcane są tabliczki z nazwiskami osób, które zostały w ten sposób pochowane.

 

Mimo silnej tradycji związanej z dochowywaniem woli tych, którzy odeszli, nie wszyscy zgadzają się, że rzeczywiście ona jest tu kluczowa. - Wszystko zależy od postawy światopoglądowej. Jeśli ktoś uznaje, że to nie jest jeszcze koniec naszej drogi, to na takie potraktowanie prochów na pewno się nie zgodzi. Powiem prosto z mostu: jak chcecie żeby ptaki i koty bezcześciły was po śmierci, to proszę bardzo, ale to nie jest zgodne z naszą polską tradycją - przekonuje ksiądz opiekujący się jednym z większych polskich cmentarzy, który z obawy przed reakcją swoich zwierzchników nie chce oficjalnie wypowiadać się w tej sprawie. - Patrząc na to historycznie, nawet w pradziejach i czasach jeszcze przed chrztem Polski, nasi pradziadowie prochy swoich ojców zakopywali pod ziemią tak, by zwierzęta nie miały do nich dostępu. Wolę zmarłego możemy uszanować, jednak w ramach rozsądku - dodaje.

- Uszanowanie życzenia zmarłego jest bardzo korzystne dla bliskich. To symboliczne podtrzymanie więzi i kontaktu z tą osobą, dzięki temu łatwiej sobie poradzić z poczuciem winy czy złości - mówi Sebastian Szczepanowski, psychoterapeuta często pracujący z ludźmi pozostającymi w żałobie. - Z kolei nie uszanowanie woli może być ciężkim bagażem i traumą, z którą niełatwo będzie sobie poradzić. Może do nas wracać  bolesne wspomnienie tego, że się nie zrobiło dla zmarłego tej ostatniej rzeczy, o którą sam przecież nie mógł zadbać - dodaje.

- Polacy powinni się szczycić pamięcią o zmarłych i tym, że mamy do szczątków ludzkich wyjątkowy szacunek. Ostatnia wola jest oczywiście istotna, ale w swoim zawodzie jestem też od niesienia pomocy ludziom w tych trudnych chwilach. Chcę im oszczędzić problemów, a takie potraktowanie prochów wzbudza kontrowersje i niepotrzebne tarcia wewnątrz rodzin, dlatego odradzałbym powrót do takich ceremonii - mówi Sławomir Moch, wiceprezes Polskiej Izby Pogrzebowej, która jest zdecydowanie przeciwna zmianom prawnym w tym zakresie.

Na drugiej stronie przeczytasz o ile tańszy jest pochówek z rozsypaniem prochów

Czytaj także
Polecane galerie