Ubiegły rok nie był łatwy dla zagranicznych mediów w Chinach. Po tym, jak w styczniu światło dzienne ujrzały ustalenia śledztwa Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ) na temat powiązań najwyższych urzędników chińskiej partii komunistycznej z rajami podatkowymi, władze działały błyskawicznie.

Chcąc ukryć przed społeczeństwem sensacje odnośnie ogromnych majątków polityków i ich rodzin poukrywanych w rajach podatkowych, władze zablokowały wszystkie zagraniczne media, które wspomniały o raporcie ICIJ. Sankcje dotknęły takie tytuły, jak "The Guardian", "Le Monde", "El Pais" i CBC.

Podobnie postąpiono z zagranicznymi serwisami informacyjnymi w czerwcu ub.r., w 25. rocznicę masakry na placu Tiananmen i raz jeszcze po proteście parasolek w Hongkongu, który zaczął się we wrześniu.

Pod koniec ubiegłego roku zaledwie kilka zagranicznych serwisów informacyjnych mogło normalnie funkcjonować w chińskiej sieci.

Czytaj także
Polecane galerie