Kilkaset złotych miesięcznie na każde dziecko, likwidacja ZUS, jedna stawka podatkowa, a nawet wypłata obywatelom żywej gotówki z tytułu wzrostu PKB - to tylko niektóre z obietnic, które politycy składają przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. W money.pl przypominamy najważniejsze z nich i pytamy, ile to wszystko będzie kosztować.

Aktualizacja, 22.10

Prawo i Sprawiedliwość

Od początku kampanii wyborczej Beata Szydło podkreśla, że PiS będzie chciało obniżyć wiek emerytalny i wrócić do systemu, w którym mężczyźni przechodzili na emeryturę w wieku 65 lat, a kobiety - 60. Przypomnijmy, że po reformie emerytalnej wprowadzonej przez obecny rząd, wiek emerytalny idzie systematycznie w górę, tak by osiągnąć 67 lat od 2020 roku w przypadku mężczyzn i 67 lat od 2040 roku w przypadku kobiet.

PiS postuluje też, by rodzice dostawali po 500 złotych miesięcznie na drugie i każde kolejne dziecko. Ci mniej zamożni mieliby dostawać pieniądze już od pierwszego dziecka. Ma to zachęcić młodych ludzi do posiadania dzieci i tym samym zapobiec katastrofie demograficznej. A większość ekonomistów ocenia, że tego typu pomysły to rozdawnictwo, zagrażające finansom publicznym. I prześcigają się w wyliczeniach kosztów obietnic.

- Propozycja 500 złotych na dziecko to koszty rzędu 20-25 miliardów złotych rocznie - ocenia w rozmowie z money.pl prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, a obecnie główny ekonomista BCC. - Trudno ocenić to bardziej precyzyjnie, bo na razie nie poznaliśmy szczegółów projektu. Natomiast obniżka wieku emerytalnego niosłaby ze sobą koszty na poziomie około 10 miliardów złotych w pierwszym roku. Potem poszłyby one w górę nawet do 30 miliardów złotych rocznie. Kolejnych kilkanaście miliardów złotych mniej wpłynęłoby do budżetu państwa po podniesieniu kwoty wolnej od podatku, tak jak chce PiS.

Jednocześnie PiS zapewnia jednak, że możliwe jest znalezienie środków na sfinansowanie obietnic. I wskazuje, że system podatkowy w Polsce jest dziurawy, a co roku uciekają z niego grube miliardy złotych.

Ile? Profesor Konrad Raczkowski, członek rady gospodarczej PiS i jednocześnie ekonomista specjalizujący się w tematach związanych z szarą strefą w gospodarce, szacuje, że tylko w ubiegłym roku do kasy państwa nie wpłynęło około 180 miliardów złotych, które w dużo większej części trafiłyby tam, gdyby prawo podatkowe w Polsce było skuteczne egzekwowane, a organy podatkowe sprawnie wykonywały swoją pracę.

- Trzeba znaleźć sposób na skuteczne uszczelnienie systemu podatkowego. Wówczas pieniądze się znajdą - przekonuje ekonomista i jednocześnie krytykuje tych, którzy "500 złotych" na drugie i kolejno dziecko w rodzinie nazywają rozdawnictwem.

- Stoimy w obliczu załamania systemu rent i emerytur już za 5-6 lat i katastrofy demograficznej, o czym zresztą informował NIK w 2014 roku. Jeżeli nic się nie zmieni, to w 2050 roku liczba ludności w Polsce zmniejszy się o 4,5 miliona, liczba osób na rynku pracy zmniejszy się o 2,8 miliona, a samych emerytów w grupie wiekowej powyżej 75 lat przybędzie dodatkowo 6,3 miliona. Dlatego już dziś trzeba podjąć wysiłki systemowe, które zabezpieczą dzisiejsze pokolenie dwudziesto- i trzydziestolatków w podstawowe emerytury, a proponowana kwota wsparcia rodzin jest jednym z elementów tego systemu. Kto tego nie rozumie, to myśli krótkowzrocznie i skazuje dużą część przyszłych emerytów na wegetację i życie w ubóstwie - przekonuje profesor Konrad Raczkowski.

W ramach szukania środków na spełnienie postulatów wyborczych PiS chciałoby dodatkowo opodatkować banki, a także sklepy wielkopowierzchniowe. Jak pisaliśmy w money.pl, wpływy z podatku od supermarketów to kwota rzędu 3 miliardów złotych rocznie, a podatku bankowego - 5 miliardów złotych rocznie. Pytanie tylko, czy podatek bankowy nie będzie miał negatywnych skutków w postaci spowolnienia akcji kredytowej w bankach, a co za tym idzie - spowolnienia gospodarki.

W ostatnich dniach PiS przedstawiło również zupełnie nową propozycję, której wprowadzenie miałoby zdaniem polityków wpłynąć na poprawę sytuacji gospodarczej. Otóż partia chciałaby zaangażować we wsparcie gospodarki Narodowy Bank Polski. Ta instytucja na wzór Europejskiego Banku Centralnego miałaby udzielać bankom tanich pożyczek. W grę wchodziłoby również dokapitalizowanie Banku Gospodarstwa Krajowego. Jak wskazywaliśmy, te propozycje wpłynęły na bardzo wyraźne osłabienie złotego w ostatnich dniach.

Eksperci z Forum Obywatelskiego Rozwoju, kierowanego przez prof. Leszka Balcerowicza, dość krytycznie podeszli do propozycji prezentowanych przez PiS. Ich zdaniem wprowadzenie w życie wszystkich obietnic tej partii prowadziłoby do zwiększenia długu publicznego o prawie 140 miliardów złotych do końca 2019 roku. Bardziej w finanse publiczne według FOR uderzyłoby tylko wprowadzenie propozycji SLD.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
malwinka 258
83.142.180.* 2015-10-27 17:43
No to dla kogo mają być te setki miliardów, jeśli nie dla ludzi ? Mają być tylko dla polityków, bo nie rozumiem tematu.
Moher Obserwator
213.238.86.* 2015-10-27 08:43
Powiem tak, artykuł jest tendencyjny i pozbawiony merytorycznej analizy. Nie przedstawia rozwiązań np. systemowych, a w zamian jak mantrę powtarzane są te same ograne p*******".
To co napiszę, to już "musztarda po objedzie", ale czy zauważyliście, że pani Kopacz przyznała się przed kamerami w TV że rząd RP wyasygnował z budżetu kwotę na pomoc dla uchodźców i przekazał ja do Brukseli? Dziwnie w mediach o tym cicho... Ale wracając do tematu, żeby zrealizować to co się przedstawiało w programach wyborczych chociażby PiS nie potrzeba na to dodatkowej kasy, wystarczy :
Budować autostrady tak jak to robią np. Węgrzy /50% taniej niż my/ Szwajcarzy /30% taniej/ Dokonać zmniejszenia zatrudnienia w administracji państwowej, a w tym zlikwidować urzędy marszałkowskie - dublowane urzędy wojewódzkie, Można wprowadzić dodatkowy podatek od reklam w mediach itd.
Moim zdaniem, jeżeli PiS podejmie takie działania, że zmniejszy bezrobocie do poziomu 3, 4% to z palcem w d.... może zrealizować wszystkie swoje obietnice.
dziobalek
176.58.22.* 2015-10-23 15:07
obiecują i obiecują a guzik robią czy to obecny rząd czy następny,oni jeżdżą po tych miastach i wsiach nie tam gdzie potrzeba,niech zejdą na ziemie i spotkają się z ludźmi którzy mają jedno lub dwoje dzieci,pensje po 1.400 z tego zrobić opłaty i co zostaje?wielkie nic,dziecko może zdolne a rodziców nie stać na dodatkowe zajęcia,czy ktoś o tym pomyślał?szkoła nie pomoże bo nie ma gmina albo urząd umywa ręce nie moje więc poco pomagać.A poza tym czy oni chcą zrobić drugą Grecje?????
Zobacz więcej komentarzy (139)