Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
dziś w money
02.11.2007 09:34

Środa i czwartek - dwa różne oblicza rynków akcji

Środowy handel giełdy europejskie rozpoczęły neutralnym otwarciem. Nadal jednak tracił dolar, a kurs EUR/USD atakował poziom 1,46 USD.

Podziel się
Dodaj komentarz

Środowy handel giełdy europejskie rozpoczęły neutralnym otwarciem. Nadal jednak tracił dolar, a kurs EUR/USD atakował poziom 1,46 USD.

Po publikacji danych makro, a przed komunikatem FOMC, indeksy bardzo wyraźnie wzrosły. Jednak w czwartek giełdy europejskie nie zareagowały na amerykański optymizm. Duża strata Credit Suisse i cena ropy zbliżająca się do 96 USD za baryłkę zmroziły nastroje. Indeksy od początku sesji spadały, a końcówka sesji była wręcz fatalna (spadki prawie dwuprocentowe).

Spójrzmy na to, co działo się w ciągu ostatnich 2 dni w USA. W środę gracze na amerykańskich giełdach z optymizmem czekali na decyzje FOMC. Pomagały im dane makroekonomiczne, chociaż jednoznaczne nie były. Raport ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym pozytywnie zaskoczył inwestorów. Według ADP zatrudnienie wzrosło o 106 tysięcy (oczekiwano tylko 60 tys.). To może być zapowiedź tego, co zobaczymy w piątek w oficjalnych danych.

Okazało się też, że w trzecim kwartale PKB w USA rósł jeszcze szybciej niż w drugim. Oczekiwano, że wzrost wyniesie 3,1 proc., a tymczasem wyniósł 3,9 procent, czyli o 0,1 pkt. proc. więcej niż w drugim. Zadziwiający był deflator, czyli wskaźnik inflacji. Wzrósł jedynie o 0,8 proc, (oczekiwano wzrostu o 2 proc.). Za to bazowy wskaźnik wydatków osobistych (PCE core) wzrósł aż o 1,7 proc. (spodziewano się wzrostu o 1,5 proc.). Trzeba pamiętać jednak, że są to dane wstępne.

Zakładam, że weryfikacja będzie znaczna i wtedy dopiero zobaczymy, co tak naprawdę dzieje się w gospodarce amerykańskiej. Kolejna partia danych już tak jednoznaczna nie była. W październiku indeks Chicago PMI (pokazuje jak rozwijała się gospodarka w regionie) spadł wchodząc w zakres sygnalizujący recesję. Zaskoczył rynki duży spadek zapasów ropy.

Po tym zestawie danych, a przed ogłoszeniem komunikatu przez FOMC indeksy giełdowe rosły, bo gracze po pierwsze byli zadowoleni z utrzymującego się wzrostu gospodarczego, a po drugie nadal czekali na obniżkę stóp. Popatrzmy teraz na komunikat FOMC. Pogłoski zawarte w artykule Wall Street Journal okazały się być nietrafione.

Komitet zrobił dokładnie to, co mu rynki kazały zrobić, czyli obniżył stopy o 25 pb. Trudno nawet powiedzieć, żeby w komunikacie znalazło się coś, co wykluczałoby kolejne obniżki. Co prawda członkowie Komitetu uważają, że ,,ryzyko wzrostu inflacji jest mniej więcej takie samo jak ryzyko spowolnienia gospodarczego", ale zwrócili również uwagę na to, że tempo wzrostu gospodarczego spadnie z powodu problemów rynku nieruchomości.

Pojawiła się też obawa o to, że rosnące ceny surowców mogą zwiększyć presję inflacyjną. Można powiedzieć, że Fed na razie zaprzestanie obniżania stóp, ale nie wyklucza, że znowu to zrobi w przyszłości. Był to bardzo niejasny komunikat pozostawiający dużo swobody interpretacyjnej. Jedno wydawało się być pewne - Fed nie spodziewa się, żeby gospodarka weszła w recesję.

Gracze na rynkach finansowych zareagowali tuż po publikacji komunikatu stereotypowo. Prawie wszyscy zakładali, że do takiej obniżki dojdzie, więc pojawiła się chęć do realizacji zysków. Dolar zaczął się wzmacniać, a indeksy giełdowe rosnące przed decyzją o około 0,8 proc. błyskawicznie spadły do poziomu wtorkowego zamknięcia. Był to jednak bardzo krótki spazm podaży, po którym wszystko wróciło do poprzednich trendów.

Kurs EUR/USD mocno wzrósł, a ceny akcji (szczególnie na NASDAQ) wręcz eksplodowały. Po tej erupcji nastąpiła bardziej stonowana realizacja zysków, ale indeksy i tak w końcu sesji wróciły na szczyty. Nie ma sensu szukać w tym zachowaniu logiki i pokrętnych wytłumaczeń. Rynek jest w ,,byczym" nastroju, a koniec miesiąca i ,,window dressing" tylko ten nastrój poprawia.

W komentarzu publikowanym na stronie www.stooq.pl przypominałem jednak tuż po zakończeniu środowej sesji, że bardzo często prawdziwą reakcję po posiedzeniu FOMC widzimy dopiero następnego dnia. Okazało się, że tym razem rzeczywiście tak było. Przeniesione z Europy pesymistyczne nastroje wywołane bardzo słabymi wynikami między innymi Credit Suisse wpłynęły mocno na otwarcie sesji w USA. Poza tym widać było bardzo wyraźnie, że gracze przemyśleli to, co powiedział im w środę Fed i najwyraźniej nastroje im się pogorszyły. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że jeśli się spojrzy na różne rynki to widać, iż ta zmiana nie szła w jednym kierunku.

Jeszcze przed publikacją danych makro w USA wyraźnie wzmacniał się dolar tak jakby reagując na środowe dane makro i sygnalizując niewiarę inwestorów w kolejne obniżki stóp. Jednak rentowność obligacji gwałtownie spadała pokazując, że tam oczekiwania są krańcowo różne. W niczym nie zmieniły tej tendencji słabe dane makro, co sygnalizowało, że gracze po prostu reagowali na wewnętrzne uwarunkowania techniczne.

Raport o wydatkach/przychodach Amerykanów pokazał, że co prawda wydatki wzrosły (0,3 proc.), ale mniej niż tego oczekiwano. Bazowy wskaźnik wydatków osobistych (PCE core) wzrósł jednak tak jak oczekiwano o 0,2 proc., wiec dane te zostały w zasadzie zlekceważone. Nieco lepszy był raport o tygodniowej zmianie na rynku pracy, ale przed danymi miesięcznymi został też zlekceważony. Pogorszył się odczyt indeksu ISM dla sektora produkcyjnego. Spadł on z 52 do 50,9 pkt., czyli jest już bliski graniczy 50 pkt. oddzielającej recesję od rozwoju.

Jak widać bardziej prawidłowo na te dane reagowały obligacje. Dolar wzmacniał się chyba tylko w wyniku realizacji zysków i z ostrożności - przed piątkowymi danymi z rynku pracy. Jednak od godziny 16.00 ten rynek wrócił do trendu - korekta się zakończyła i kurs EUR/USD znowu wrócił w okolice 1,445 USD. Umocnienie amerykańskiej waluty przeceniało surowce. Traciły złoto, ale szczególnie mocno taniała miedź (obawy o wejście gospodarki USA w recesję jej ciągle szkodzą). Sytuacja na rynku ropy zmieniała się niezwykle dynamicznie. Przed rozpoczęciem handlu w USA baryłka gwałtownie drożała, potem zwyżka załamała się i rozpoczęła się równie gwałtowna realizacja zysków, ale koniec handlu nie był już tak bardzo dla byków niełaskawy - cena spadła o niepełny jeden procent.

Na rynku akcji sesja rozpoczęła się od gwałtownego spadku indeksów. Nocne przemyślenia po decyzji FOMC zmniejszyły optymizm i wiarę w pomoc Fed. Straty Credit Suisse i Exxon Mobil (rosnąca cena ropy już zmniejsza zyski) od początku sesji gnębiły posiadaczy akcji. Najgorzej ciążył indeksom sektor finansowy. CIBC World Markets obniżył rekomendację i prognozy dla Citigroup - podobno bank będzie musiał wyprzedać aktywa i zwiększyć kapitał oraz zmniejszy dywindendę po to, żeby zachować współczynniki bezpieczeństwa. CIBC obniżył też rekomendację dla Bank of America. Indeksy spadły szybko o około dwa procent (na szerokim rynku) i wokół tego poziomu bujały się prawie przez całą sesję. W końcówce niedźwiedzie zaatakowały i mimo prób obrony sesja zakończyła się bardzo dużym spadkiem indeksów.

Można powiedzieć, że widzieliśmy prawdziwą realizację zysków po decyzji FOMC. Jeśli wszyscy pod tę decyzję grali i jej oczekiwali to dziwne by było, gdyby nie nastąpiła. Jak to się często dzieje pojawiła się na drugi dzień po ogłoszeniu decyzji. Spadek nie sygnalizuje jeszcze, że niedźwiedzie przejęły kierownicę, ale jest poważnym sygnałem ostrzegawczym. Byki muszą szybko zaatakować, żeby ocalić rynek przed większą przeceną.

Dzisiaj najważniejszym wydarzeniem jest publikacja miesięcznego raportu z amerykańskiego rynku pracy. Jak zawsze ostrzegam, że ma on większe znaczenie dla rynku walutowego niż dla rynku akcji. Poza tym bardzo często pierwsze reakcje są bardzo mylące, a równie ważna jak sam raport jest weryfikacja danych z poprzednich miesięcy. Zazwyczaj dane słabe są niekorzystne dla dolara, ale często pomagają rynkowi akcji, bo wzrasta prawdopodobieństwo cięcia stóp.

Rynek oczekuje wzrostu zatrudnienie mniejszego niż 100 tysięcy. Odchylenie od prognozy o 20 procent nie powinno doprowadzić do mocniejszych ruchów. Tylko zdecydowanie zaskakujące dane zmuszą graczy do widocznej reakcji. Dowiemy się też, jakie we wrześniu były w USA zamówienia fabryczne. Oczekiwania są pesymistyczne, wiec jest miejsce na pozytywna niespodziankę. Gdyby nie spadły to pomogą dolarowi i akcjom.

Przedświąteczny marazm i poświąteczna zapowiedź spadku indeksów

W środę złoty umacniał się od początku dnia reagując na wzrost kursu EUR/USD. Od południa jednak zdecydowanie przeważyła chęć realizacji zysków przed posiedzeniem FOMC i czwartkowym świętem i kursy walut ruszyły na północ. Niczego nie zmieniła decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która nie podwyższyła poziomu stóp procentowych. Korekta zakończyła się jednak w okolicy godziny 14.00, kiedy to po publikacji danych makro w USA dolar zaczął tracić do euro. Złoty błyskawicznie się wzmocnił do obu głównych walut.

W czwartek, kiedy nasze banki odpoczywały kursy walut odwróciły się. Osłabienie euro doprowadziło do gwałtownej korekty, w stosunku do euro i mniej znaczącej w stosunku do dolara. W obrazie rynku nie widać jednak jeszcze dużych zmian. Można powiedzieć, że nic istotnego się nie wydarzyło, a winna tego osłabienia była mała płynność rynku. Dzisiaj decydujące będzie zachowanie kursu EUR/USD po publikacji raportu z amerykańskiego rynku pracy. Jeśli rzeczywiście będzie to raport lepszy od oczekiwań (tak wynikało z tego, co w środę zobaczyliśmy w raporcie ADP) to kurs EUR/USD powinien spaść, a to osłabiłoby złotego.

W środę indeksy na GPW rozpoczęły sesję neutralnie, ale przed południem WIG20 zaczął rosnąć. Liderami zwyżki były akcje sektora mediów (Agora i TVN), ale nie dotrwały do końca sesji, a akcje TVN nawet straciły na wartości. Pomagały naszym bykom rosnące indeksy na innych giełdach europejskich. Trwało to jednak bardzo krótko i już przed południem indeksy zaczęły się osuwać. Zapanował marazm, który zaowocował spadkiem indeksów. Obroty były jednak tak małe, że tej sesji (tak jak i wtorkowej) nie można traktować poważnie.

Dzisiaj początek sesji wydaje się być przesądzony. Mało kto będzie pamiętał o decyzji FOMC i środowym wzroście indeksów na całym świecie. Za to wszyscy będą pamiętali o wczorajszej przecenia na rynkach Europy i USA. Do tego jeszcze dochodzi słaby wynik Exxon Mobil źle rokujący wynikom naszych spółek sektora paliwowego oraz duży spadek ceny miedzi. To wszystko są atuty, które grają na korzyść niedźwiedzi. Grozi nam otwarcie sesji oknem bessy i duży spadek na zakończenie tygodnia. Jest jednak mała nadzieja, że gracze dojdą do wniosku, że spadki indeksów w USA były tylko realizacją zysków i zaczną polować na odbicie w Stanach. Czy tak będzie przekonamy się jednak dopiero po 13.30, czyli po publikacji raportu z amerykańskiego rynku pracy.

Tagi: dziś w money, giełda, komenatrze giełdowe, wiadomości, gospodarka, komentarze giełdowe, komentarz, komentarze
Źródło:
Xelion
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz