Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
komentarze walutowe
16.10.2007 09:30

Zwyżka akcji KGHM podniosła WIG20

Poniedziałek złoty rozpoczął od wzmocnienia do dolara - była to reakcja na wzrost kursu EUR/USD. W stosunku do euro nasza waluta wzmacniała się jedynie nieznacznie.

Podziel się
Dodaj komentarz

Poniedziałek złoty rozpoczął od wzmocnienia do dolara - była to reakcja na wzrost kursu EUR/USD. W stosunku do euro nasza waluta wzmacniała się jedynie nieznacznie.

Sytuację zmieniły publikacje danych makro. Po ich publikacji złoty zwiększył dynamikę umacniania się do obu głównych walut. W drugiej połowie dnia skala tego umocnienia zmniejszyła się, bo kurs EUR/USD zaczął się korygować, ale jednak nasza waluta znowu umocniła się do dolara i euro.

Dane makro trochę zaskoczyły rynek. Okazało się, że we wrześniu inflacja gwałtownie wzrosła. Oczekiwano, że zwiększy się z 1,5 do 1,9 proc., a tymczasem sięgnęła 2,3 proc. Drożała przede wszystkim żywność. Trzeba pamiętać o tym, że umacniający się złoty bronił nas przed importem inflacji. Szczególnie, jeśli chodzi o ceny paliw to upadek dolara w stosunku do złotego chronił polskich konsumentów przed wzrostem cen ropy. Jeśli mocny złoty nie wystarcza, żeby wyhamować inflację to RPP nie bardzo ma wyjście - musi szybko podnieść stopy procentowe. Myślę, że jednak dopiero w listopadzie, bo chyba członkowie Rady nie będą chcieli zrobić takiego prezentu nowemu rządowi w końcu października.

Pomagał też naszej walucie mniejszy od oczekiwań deficyt obrotów bieżących. Pozostałe dane były w zasadzie neutralne. Co prawda przeciętne wynagrodzenie wzrosło nieco mniej niż tego oczekiwano, ale wzrost był i tak wysoki (9,5 proc.), co nie zmniejsza prawdopodobieństwa podwyżki stóp. Wzrosło też zatrudnienie (4,7 proc.), co dobrze świadczy o stanie gospodarki.

GPW rozpoczęła poniedziałkową sesję wzrostem. WIG20 natychmiast odrobił straty z piątku, a MWIG40 kontynuował zwyżkę. Liderem wśród dużych spółek były akcje KGHM. Dziwić mogło tylko to, że bardzo słabo zachowywały się akcje koncernów paliwowych mimo dużego wzrostu ceny ropy. Najwyraźniej rynek obawia się, że droga ropa nie poprawi zysków spółek, a wręcz przeciwnie - doprowadzi do ograniczenia ich marż. Rynek miał chwilę słabości koło południa, ale byki szybko opanowały sytuację.

Minusem (istotnym) był mały obrót niepotwierdzający wzrost indeksów oraz to, że w końcówce sesji we wzroście WIG20 zwyżka akcji KGHM miała ponad 0,5 pkt. proc. udziału. Tak naprawdę była to więc sesja neutralna, mimo że WIG20 wzrósł. Znowu bardzo dobrze zachował się MWIG40, ale tutaj mamy problem, bo ten rynek jest już wykupiony i czeka na korektę. Tę korektę na początku dzisiejszej sesji zobaczymy, bo słabe zamknięcie sesji w USA wymusi negatywne otwarcie. Jednak nie znaczy to, że indeksy muszą spaść. W czasie naszej sesji dojdzie do publikacji danych makro z USA oraz raportów kwartalnych spółek, a to może pchnąć indeksy w dowolnym kierunku.

Ostrzeżenie Citigroup i droga ropa szkodzą posiadaczom akcji

Poniedziałek giełdy europejskie zaczęły bardzo ostrożnym wzrostem indeksów. Można by je nazwać neutralnym. Kurs EUR/USD szybko rósł po piątkowej korekcie, a to nie poprawiało nastrojów posiadaczom akcji europejskich eksporterów. Szkodził też spadek kursu akcji Philipsa po publikacji raportu kwartalnego. Straszyła też drożejąca ropa. Wszystko to gracze europejscy wytrzymywali, ale nie wytrzymali pierwszych godzin sesji w USA - indeksy całkiem wyraźnie spadły.

W USA tylko początek sesji był pozytywny. Najwyraźniej gracze chcieli kontynuować trend z piątku. Sprzyjały im (częściowo) dane makro, bo indeksNY Empire State niespodziewanie i gwałtownie wzrósł. Oczekiwano spadku z 14,7 do 14 pkt., a tymczasem wzrósł do 28,75 pkt. Zwolennicy obniżki stóp lekko się tym zmartwili, ale obawy przed recesją zmalały. Ta publikacja ograniczała wzrost kursu EUR/USD, ale wypowiedź Rodrigo Rato, Dyrektora Zarządzającego MFW, który stwierdził, że dolar jest nadal przewartościowany, nie pozwoliła na odrobienie strat.

Osłabienie dolara i oczekiwanie na dalszą utratę przez niego wartości było głównym impulsem podnoszącym ceny surowców. Wymyślano różne powody zwyżki, z których najbardziej popularny mówił o wzroście cen z powodu zwiększenia popytu z Chin, ale to był tylko i wyłącznie pretekst. Popyt z Chin rzeczywiście rośnie, ale nie tak, żeby doprowadzić do rekordowych cen surowców. Poza tym Chiny robią wszystko i zrobią więcej, żeby gospodarkę trochę spowolnić. Pretekstem podnoszącym cenę ropy był też wzrost napięcia między Turcją i Irakiem.

Wzrost cen ropy (powyżej 86 USD za baryłkę) zwiększył obawy o wzrost inflacji. Co prawda cena ropy coraz mniej wpływa na inflację w USA, ale wszyscy wiedzą, że jest gdzieś poziom, który podniesie ceny na szerokim rynku. Drożejąca ropa pomagała akcjom w sektorze paliowym, ale szkodził szerokiemu rynkowi. Byki miały jeszcze nadzieję na to, że publikowany przed sesją raport kwartalny Citigroup coś im pomoże, ale srodze się pomyliły. Raport był w zasadzie zgodny z niedawnymi zapowiedziami (nawet nieco lepszy) o obniżeniu zysku z powodu strat na rynku instrumentów opartych na kredytach hipotecznych. Jednak spółka ostrzegła również, że nie oczekuje poprawy sytuacji w sektorze finansowym do końca tego roku. Nic więc dziwnego, że przecenia uległy ceny akcji w całym tym sektorze.

Nie pomogły informacje o stworzeniu przez Citigroup, JPMorgan Chase i Bank of America oraz kilka innych instytucji funduszu mającego ratować rynek papierów komercyjnych w razie pojawienia się kolejnych problemów funduszy. Tracił też sektor deweloperów, bo UBS w swoim raporcie napisał, że ożywienie na rynku nieruchomości pojawi się najwcześniej w 2009 roku. Martwiło też graczy to, że grupa finansowa, która chciała kupić Sallie Mae (pożyczki dla studentów) wycofała ofertę.

Na dwie godziny przed końcem sesji indeksy spadały solidarnie po około jeden procent, ale wszyscy czekali na ostatnią godzinę, która najczęściej pokazuje, jakie nastroje naprawdę panują na rynku. I rzeczywiście, indeksy spadały do 21.30 - spadki były już naprawdę całkiem poważne - ale popyt zaatakował i w ciągu ostatnich 30 minut indeksy odrobiły część strat. Dzięki temu nie można uznać tej sesji za klęskę byków, która zapowiada dłuższą przecenę.

Bardzo ciekawe było nocne (z naszego punktu widzenia) wystąpienie Bena Bernanke w Economic Club w Nowym Jorku. Tytuł tego wystąpienia brzmiał ,,Ostatnie zawirowania na rynkach finansowych i jego konsekwencje dla gospodarki i polityki monetarnej". Najważniejsze według mnie było to, że szef Fed uważa, iż co prawda najgorsze już minęło (bardzo optymistyczny pogląd), ale odrodzenie rynków potrwa czas dłuższy i nie obędzie się bez porażek. Stwierdził też, że kryzys rynku nieruchomości będzie poważnym obciążeniem dla gospodarki również w przyszłym roku.

Nie była to jednak zapowiedź obniżki stóp, bo w tej kwestii Bernanke wygłosił formułę ,,Fed będzie dokładnie obserwował sytuację i reagował tak, żeby zapewnić efektywne funkcjonowanie rynków, stabilność gospodarczą i cenową". Ponieważ sytuacja jest zdecydowanie lepsza niż była to takie słowa nie zapowiadają cięcia stóp w październiku. Nic dziwnego, że dolar lekko się w nocy umocnił. Dla graczy było w tym przemówieniu dużo elementów, ale nie możemy być pewni, co gracze sobie z niego wybiorą. Nie powinno szkodzić posiadaczom akcji.

We wtorek wydarzeniem będą raporty kwartalne publikowane po sesji przez Intela i Yahoo. Przed sesją też kilka większych spółek opublikuje raporty i to właśnie będzie miało największy wpływ na rynek. Publikowane będą też dane makroekonomiczne, ale mam duże wątpliwości, czy będą one miały wpływ na zachowanie rynków. Przed południem indeks koniunktury opublikuje niemiecki instytut ZEW, ale ma on zdecydowanie mniejsze przełożenia na rynki niż podobny indeks publikowany przez instytut Ifo. Również dane o europejskiej inflacji wywołają co najwyżej wzruszenie ramionami i drgnięcie na rynku walutowym.

Publikowane po południu amerykańskie raporty też nie będą miały większego wpływu na decyzje inwestorów. Nie reagują oni od dawna na dane o przepływach kapitałów do USA. Podobnie jest z raportem o dynamice produkcji przemysłowej i wykorzystanie potencjału produkcyjnego, ale w tym przypadku nie można wykluczyć, że dane o produkcji mogą być pretekstem do wywołania ruchu na rynkach.

Ruchu zgodnego z nastrojami rynków, a one są bycze. Teoretycznie obserwowany powinien być podawany przez NAHB indeks rynku nieruchomości. Stan tego rynku jest bardzo zły, więc dane mogą jedynie pomóc posiadaczom akcji (gdyby były lepsze od oczekiwań).

Tagi: komentarze walutowe, giełda, komenatrze giełdowe, dziś w money, wiadomości, gospodarka, komentarze giełdowe, komentarz, komentarze
Źródło:
Xelion
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz