Notowania

Michał Boni robi urzędnikom krzywdę. Z tą ustawą będą problemy

O rewolucji w gminach pisze Bartosz Chochołowski.

Podziel się
Dodaj komentarz

Pierwszą dużą zmianą w Polsce było zmuszenie gminnych urzędów do założenia strony internetowej. Prawo nałożyło na nie tworzenie i publikowanie Biuletynów Informacji Publicznej w internecie. Więc musiały założyć strony z BIP-ami. Zmuszanie do istnienia w sieci idzie o krok, a nawet wiele kroków dalej - teraz większość spraw będzie można załatwić on-line, bez stania w kolejkach, wypełniania na kolenie druków.

Brzmi pięknie, jednak piękno ustaw często znika zderzając się z rzeczywistością. Bo jeśli szef konkretnego urzędu jest wyznawcą pieczątki przybitej na papierze, to żaden przepis nie wyeliminuje papierowego obiegu dokumentów.

W pewnym niemałym urzędzie w jednym z największych polskich miast maile od petentów - pardon, od klientów - aby nabrały mocy urzędowej, muszą zostać wydrukowane i zaniesione do biura podawczego. Dopiero od tego momentu zaczynają być traktowane jak list, czyli serio. Gdyby nastąpił forward, przekaż dalej, byłyby bezużytecznym zbiorem zero-jedynkowych danych.

Zmuszanie urzędów do istnienia w internecie jest poniekąd koniecznością, bo z własnej woli tego nie zrobią. Z drugiej strony, _ z niewolnika nie masz pracownika _, czyli zrobią niezbędne minimum, ale żadna ustawa mentalności nie zmieni.

Gmina musi mieć stronę, to ma. Jednak skoro już ponosi wydatki na jej utrzymanie, to może ją wykorzystywać w celu promocji regionu, czyli ściągania ludzi, aby wydawali tu pieniądze. To według wielu włodarzy jednak nie ma sensu.

Przed minionym weekendem - znając prognozę pogody zapowiadającą 37 stopni w cieniu - chciałem uciec z miasta. Nad wodą najlepiej - uznałem. No i szukam informacji o plażach, fajnych kąpieliskach przy największym zbiorniku wodnym w regionie. Niewiele. Poszukałem strony gminy, w której ów zalew jest. Wiele poważnie nazwanych działów: _ Strategia gminy _, _ Uchwały Rady Gminy _, itp. Żadnej zakładki _ Dla turystów _, zamiast tego w informacjach o gminie tekst w tonie pretensji, że _ jest potencjał _, że _ zbiornik wodny powinien być ponadregionalną atrakcją turystyczną _.

Być powinien, ale skoro gminie na tym nie zależy, nie wskazuje 40 procentom Polaków (korzystającym z internetu), gdzie przyjechać, gdzie są plaże, gdzie zaparkować, gdzie są noclegi, to kto powinien o to zadbać? Zadbał oczywiście Google, bo na zdjęciach satelitarnych widać, gdzie kawał piachu nad wodą, a gdzie las lub zapora wodna.

Tylko czy ustawa Boniego zmieni takie podejście do informowania w internecie? Śmiem wątpić. Wiele urzędów nie pogodzi się z załatwianiem spraw bez pieczątki na papierowym formularzu. Wymyślą zapewne jakiś myk prawny, który wykorzystają i każą przyjść petentowi - oj, znów przepraszam, klientowi - z wydrukowanym z internetu podaniem do urzędu po pieczątkę.

Musi nastąpić zmiana pokoleniowa we władzach urzędów, bo to wojewodowie, starości, prezydenci miast i burmistrzowie, wójtowie, różnego rodzaju naczelnicy i dyrektorzy wydają dyrektywy, jak sprawy załatwiać.

Jakiś czas temu zachęcony publikacjami na temat EPUAP-u, czyli Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej, założyłem sobie na niej konto. I dzięki temu dowiedziałem się, że w urzędzie jednego z największych miast Polski on-line mogę załatwić... Nic. Dokładnie nic. Jaki kraj, taka cyfryzacja.

Czytaj więcej w Money.pl
Internet w Polsce wolny i trzykrotnie droższy niż w bogatym Luksemburgu Za wyższą cenę dostajemy lepszą jakość? A skąd! W całej Unii Europejskiej łącza są o 40 procent szybsze.
Administracja publiczna on line? Idą zmiany Nowe przepisy mają ułatwić kontakt obywatela, przedsiębiorcy i cudzoziemca z administracją publiczną i sądami oraz zwiększyć liczbę i jakość usług świadczonych drogą elektroniczną.

Autor felietonu jest zastępcą redaktora naczelnego Money.pl

Tagi: cyfryzacja polski, michał boni, dziś w money, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz