Notowania

Politycy zaczynają bać się ludzi. W Polsce już też

O politycznym szantażu i strachu pisze Maciej Czujko.

Podziel się
Dodaj komentarz

Nam, czyli społeczeństwu, powinno być bardzo przykro. Premier nie chce urządzić referendum, w którym zapytałby nas, czy pragniemy wydłużenia wieku emerytalnego. To dziwne, bo przecież jego partia zdobyła większość. Teraz większość wyborców powinna więc zagłosować za jego koncepcją, którą przecież jeszcze przed wyborami - cicho, bo cicho - ale zapowiadał.

Patrząc na sprawę w ten sposób, można wyrobić sobie przekonanie, że referendum powinno się premierowi udać. Takie spojrzenie jest jednak złudne z kilku powodów. Po pierwsze, wielu z tych, którzy głosowali za gwiazdą Tuska robiło to, by wybrać mniejsze zło. Ci nie chcą zapewne, by urzędujący premier robił cokolwiek, bo nie widzą w nim nadziei, a jedynie szansę przetrwania.

Po drugie, na wybory poszła tylko połowa społeczeństwa, a po reszcie - tej, która na wybory nie chodzi - nie wiadomo, czego się spodziewać. Owszem, może to są ludzie, którzy do urn nie idą, bo widzą, że kolejne rządy nic nie robią i dlatego nie chcą ich legitymować swoim nazwiskiem. Ci pewnie w referendum powiedzieliby, że chcą pracować dłużej. No, ale jest przecież zagrożenie, że ci, którzy nie głosują, to jednak reform nie chcą. Wtedy - a ta wersja jest bardziej prawdopodobna - koncepcja wydłużeniu wieku pracy w referendum by upadła.

Dlatego właśnie powszechne głosowanie jest dla rządu ryzykowne, a nawet więcej - śmiertelnie niebezpieczne. Zresztą, najbliższa demokracji forma podejmowania kluczowych dla kraju decyzji, czyli właśnie referendum, zdewaluowało się zupełnie. Dziś już nikt w tę metodę nie wierzy i używa się jej tylko jako straszaka.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/56/203576.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/wywiady/artykul/jak;premier;zapowiada;zmiany;to;nie;znaczy;ze;one;beda,153,0,1021849.html) *Jak premier zapowiada zmiany, to nie znaczy, że one będą * Szef klubu parlamentarnego PSL stawia warunki w sprawie emerytur.

Tak jak w Grecji. Gdy byłemu premierowi Papandreu Unia kazała wprowadzić bolesne reformy, to on - żeby pokazać swą miłość do narodu i bezgraniczne mu oddanie - zagroził, że zarządzi w tej sprawie referendum.

Oczywiście blefował - wszyscy wiedzieli, że skończyłoby się to bankructwem kraju, a premierowa deklaracja była tylko zagrywką PR-ową. Naród popatrzył na niego życzliwiej, a w końcu Unia kasę dała.

Tak samo jest teraz w naszym kraju. Opozycja i _ Solidarność _ zbierają podpisy pod żądaniem przeprowadzenia referendum w sprawie wydłużenia emerytalnego, a PSL gra na tym swoje.Wicepremier Pawlak powiedział, że jak PO z Ludowcami się dogada- czytaj PO przyjmie ich pomysł na wyróżnienie w tej ustawie matek - to konieczności przeprowadzania referendum nie będzie. Wniosek: straszą się nami tam w Sejmie, ile wlezie, ale do głosu nam dojść nie dadzą.

Raz na jakiś czas możemy się jednak wszyscy w sprawie polityki wypowiedzieć. Przecież wybory to też swego rodzaju referendum. Jest z nimi tylko jeden kłopot. No bo w zasadzie dostajemy w nich kartkę z pytaniem: _ Kto, według ciebie, powinien rządzić krajem _. Takie pytanie, w zasadzie mądre. Ale co z tego - pozostaje westchnąć - jak na kartce, w teście zamkniętym, same głupie odpowiedzi.

Czytaj więcej o reformach emerytur
Solidarność zablokuje reformę emerytur? Ponad 700 tysięcy osób poparło pomysł referendum w sprawie utrzymania obecnego wieku emerytalnego.
"Maleją szanse na wyższe emerytury" Balcerowicz: Dzień podpisania przez prezydenta zmian w OFE, jest złym dniem dla demokratycznego państwa prawa w Polsce.
Tusk o zmianach w OFE: Przyjdzie mi zapłacić Premier zapowiedział, że PSL zaakceptowało rządowy projekt zmian w systemie emerytalnym, choć - jak przyznał - bez entuzjazmu.

Autor felietonu jest dziennikarzem Money.pl

Tagi: reforma emerytalna, referendum, emerytury, tusk, rząd, psl, dziś w money, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz