Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Jan Osiecki
|

Nowe święto - Dzień Protestu?

0
Podziel się:

Na ulice wyszli zwolennicy PO, LPR i PiS - według danych policji w sumie w stolicy swoje poglądy polityczne demonstrowało 21 tys. osób.

Nowe święto - Dzień Protestu?
(Tomasz Gzell/PAP)

*Kilka tysięcy osób manifestowało swoje poglądy polityczne w centrum Warszawy. Na ulice wyszli zwolennicy PO, LPR i PiS, według danych Policji w sumie w stolicy swoje poglądy polityczne demonstrowało 21 tys. osób. *
Pojedynek na aktywność działaczy i sympatyków partyjnych wygrała Platforma Obywatelska. Na Błękitnym Marszu według szacunków policji było ponad 11 tys. osób. Przychodziły całe rodziny. W tłumie było widać sporo młodzieży. Podczas marszu panowała atmosfera pikniku.

PiS na wiec poparcia dla premiera przyciągnął ok. 6 tys. osób. Pojawili się głównie ludzie starsi. Nie zabrakło wiernych słuchaczy Radia Maryja.
W tłumie panowała niechęć do przeciwników politycznych oraz mediów. Dziennikarkę Programu Trzeciego Polskiego Radia szarpała starsza pani. Sporo problemów miał także dziennikarz TOK FM.

Wielkimi przegranymi okazała się Liga Polskich Rodzin. W piątek buńczucznie zapowiadano przyjazd kilku tysięcy zwolenników partii. Ostatecznie w Marszu Białej Róży wzięło udział mniej niż 2000 osób. Podobnie jak na demonstracji PiS w tłumie panowała atmosfera jak w „oblężonej twierdzy”

*Liga się dwoi i troi *
W sobotnim maratonie wieców politycznych jako pierwsza wystartowała Liga Polskich Rodzin. Jednak jej Marsz Białej Róży – okazał się klęską.
Na kilka minut przed godzina 11 liderzy Ligi patrzyli z niedowierzaniem na pusty plac przed sejmem. Zamiast wyczekiwanych tysięcy zwolenników Ligi na rozpoczęcie marszu przyszło mniej więcej 500 osób. – Główna grupa jeszcze nie dojechała. Wszystkiemu winne są roboty drogowe – pocieszali się.

Start marszu zaczął się opóźniać. Zdaniem policji, przed gmachem Sejmu o 11.45 (a więc trzy kwadranse po godzinie rozpoczęcia wiecu) było ok. 900 osób. Wśród liderów Ligi nastąpiła konsternacja.
„Niewykluczone, że dojdzie do prowokacji ze strony środowisk liberalnych, dlatego prosimy nie wypowiadać się dla mediów. Tylko posłowie i senatorowie mają kontaktować się mediami, inni, którzy się wypowiedzą, będą wypraszani z marszu, jako podejrzani o udział w prowokacji| – apelował poseł LPR Radosław Parda.

Zebranym z taśmy odtworzono piosenki powstańcze oraz warszawskich. Tłumek skandował hasła: "Tusk, Rokita niechaj zmyka" oraz "Zgoda buduje".
Na transparentach widniały napisy: "LPR z rządem dla Polski", "Antypolonizm -ZOBACZ TAKŻE:

stop", "Eurosodoma - halt", "Złodziejstwu -nie, "Czy Polska ma być drugą Palestyną".
Ostatecznie manifestacja rozpoczęła się z ponad godzinnym opóźnieniem. Pod sejm dotarło, według szacunków policji, prawie 2000 osób.

Podenerwowanemu fiaskiem akcji Romanowi Giertychowi zaczęło się najwyraźniej dwoić i troić w oczach bo oświadczył, że w marszu wzięło udział 11 tys. osób.
Marsz stał się atakiem na media. Liderzy LPR ogłosili, ze chcą zmiany prawa prasowego. „Zrobimy to po to, aby w telewizji przestali kłamać. Chcemy telewizji, która respektowałaby wartości narodowe i chrześcijaństwo" – mówił Giertych. Po czym uderzył w TVN, który ujawnił ostatnio kulisy negocjacji koalicyjnych. „Przestańcie kłamać, bo upodobnicie się do telewizji PRL" – stwierdzi.

„LPR od dzisiaj nie jest młodszą siostrą PiS" - wołał Giertych na manifestacji przed Sejmem. Przez miniony rok - mówił szef LPR - Liga zdobyła "moralne prawo", by współdecydować o zmianach w kraju.
Podkreślił, że Liga chce współpracować z PiS, ale i mieć realny wpływ na kierunek zmian. Wśród koniecznych zmian, szef LPR wymienił zmianę na stanowisku prezesa NBP. "Balcerowicz musi odejść" - wołali zgromadzeni na manifestacji LPR.

Giertych zaapelował też do marszałka Sejmu, o wprowadzenie pod obrady Izby projektu ustawy dekomunizacyjnej autorstwa LPR. A pod siedzibą NBP działacze Ligi demonstrowali swoją radość z bliskiego końca kadencji Leszka Balcerowisza. "Więcej pana do polskiej gospodarki nie dopuścimy" – krzyczeli.

*Piknik Platformy *
Gdy działacze Ligi Polskich Rodzin narzekali na problemy z frekwencją w miejscu zbiórki uczestników Błękitnego Marszu PO gęstniał tłum. Najwyraźniej działacze i sympatycy Platformy nie napotkali na swojej drodze żadnych robót drogowych.

Zgodnie z hasłem marszu niebieskie koszulki i błękitne kurtki z logo Platformy założyli mieszkańcy m.in. Płocka, Łodzi, Gdańska, Ostródy, Zielonej Góry, Olsztyna.
Tłum w oczekiwaniu na rozpoczęcie marszu świetnie się bawił. Uczestnicy podrzucali maskotkę kaczki i krzyczeli „rzuć tę kaczkę”. Zabawka pokonała w ten sposób spory dystans.

„Przyszliśmy, żeby Polska zobaczyła, jak wyglądają wykształciuchy - panie Dorn, jak wyglądają łże-elity - panie Kaczyński. Żeby cała Polska zobaczyła, jak wygląda Polska!" – witał zebranych Donald Tusk. „Panie premierze Kaczyński, to nie jest ZOMO, to jest Polska - oświadczył Tusk, wskazując na zgromadzonych zwolenników i działaczy PO. Potem marsz, na czele którego uczestnicy nieśli transparent w kształcie wielkiego serca z napisem Kocham Polskę, ruszył Krakowskim Przedmieściem na Plac Zamkowy.

W tym marszu uczestniczyło najwięcej młodych ludzi. Na czele szła młoda dziewczyna z kartka na piersi: „Mam na imię Karolina, mam 22 lata. Jestem z ZOMO” (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej. W PRL ta formacja wyposażona w transportery opancerzone, broń gazową i armatki wodne była wykorzystywana do brutalnego tłumienia strajków i demonstracji – red.)
„Ostatnio pan premier powiedział, że każdy kto jest przeciwko partii rządzącej jest z ZOMO to uznała, ze to się tyczy także mnie” – tłumaczy Karolina Hoffman. „Jeśli w tej chwili ZOMO jest interpretowane jako przeciwnik rządu to jestem ZOMO-wcem” – dodała.
Uczestnicy marszu domagali się dymisji rządu. „Sorry Kaczory – jutro wybory” – krzyczał tłum.

"Polska wolna, solidarna!", "Wolne media!", "Chcemy demokracji!" - wołali manifestanci. Nieśli transparenty z napisami: "Dość kaczorów, chcemy wyborów!", "Prawo i Sprawiedliwość to semantyczne nadużycie", "Przeproście i Spadajcie", "Ira, siad -Kaczor,sio!".

„Polakom potrzeba normalności i przyzwoitości. Marzenia Polaków spełnią się pod warunkiem, że Polska będzie wolna i solidarna. W Polsce będzie się żyło lepiej dopiero wtedy, gdy nikt już nigdy w Polsce nie przeciwstawi jednego Polaka drugiemu Polakowi – mówił Donald Tusk. „Rządzić powinni ludzie, którzy pamiętają być może najważniejszą dla Polaków papieską lekcję, że solidarność, to nigdy jeden przeciw drugiemu. Nie ma solidarności bez miłości. My tę lekcję pamiętamy” - dodał.
Lider PO oświadczył, że jego partia chce zdobyć władzę, aby rozwiązywać problemy zwykłych ludzi, a nie toczyć wojny polityczne. „Chcemy nowych wyborów, chcemy lepszego rządu” - wołał Tusk.

*PiS przeciw mediom *
Na placu przed Pałacem Kultury i Nauki gromadziły się głównie osoby starsze. Widać było sporo transparentów z logo Radia Maryja. Mimo, ze miał to być wiec poparcia dla rządu szybko zmienił się w manifestację przeciwko mediom. „TVN i PO osiągają dno”, „TVN łże”, „Hańba medialnym łajdakom” – to tylko niektóre hasła trzymane na transparentach uczestników demonstracji PiS”

Gdy prowadzący imprezę europoseł Michał Kamiński poinformował, iż TVN24 podaje, że więcej uczestników zgromadził wiec PO niż PiS. Dodał, że stacja nie podaje prawdziwych informacji , a tłum natychmiast zaczął się radykalizować. „Przestańcie kłamać, przestańcie kłamać” – ryczał Kamiński, a wraz z nim zebrani na placu. Emocje rosły. Starsza pani po głowie uderzyła reporterkę Programu Trzeciego Polskiego Radia. W obronie dziennikarza TOK FM przed tłumem musiała stawać reporterka Radia Zet.

"To jest spotkanie za naprawą Rzeczypospolitej, za nowym kształtem życia publicznego, za sprawiedliwością, za solidarnością, za prawdą, za budową wspólnoty, naszej wspólnoty, wspólnoty Polaków, wspólnoty narodowej" - mówił premier Jarosław Kaczyński. „Praca, mieszkanie, opieka zdrowotna, edukacja, poczucie bezpieczeństwa - to są elementarne prawa, których realizacji mamy obowiązek i prawo domagać się od państwa. Bo państwo powinno być niczym innym, jak emanacją wspólnoty obywateli powinno wspólnocie służyć i działać, aby te prawa, te dobra były zapewnione" – obiecywał Kaczyński.

„Przyjechałam tu popierać rząd bo zrobił bardzo dużo dobrego. Ma wiele planów i nie chce żeby młodzi ludzi wyjeżdżali z Polski i chce żeby pracowali dla naszego kraju. A zrobił już wiele dobrego bo powołał nowe służby, rozwiązał stare i walczy z komunistami” – tłumaczyła swoja obecność jedna z młodych uczestniczek wicu poparcia. „Jestem tu wspierać premiera bo podoba mi się co zrobi premier – oświadczyła starsza pani w moherowym berecie. Na pytanie co konkretnie robi premier oświadczyła, że to temat na zbyt długą dyskusję i odwróciła się.

*Spokojny dzień w Warszawie *
Według policji i władz miasta, sobotnie demonstracje w Warszawie zgromadziły ok. 21 tysięcy zwolenników i przeciwników rządu. Manifestacje przebiegły spokojnie. Doszło jedynie do dwóch prób zakłócenia marszy. Policja zatrzymała mężczyznę, który miał przy sobie petardy i jajka. Manifestację zabezpieczało 2000 funkcjonariuszy prewencji.

Pracą policji poczuli się rozczarowani uczestnicy sobotnich demonstracji. Zwłaszcza Roman Giertych. Lider LPR oświadczył, że w koleżeńskiej przysłudze da wicepremierowi Ludwikowi Dornowi (szefowi MSWiA) kalkulator lub liczydło. Zdaniem Giertycha, gdy marsz "Białej Róży" zatrzymał się pod Narodowym Bankiem Polskim, uczestniczyło w nim 11 tys. osób.

Według komendanta stołecznego policji Jacka Kędziory, dane dotyczące liczby manifestantów, policja uzyskała na podstawie liczby autokarów i pociągów, które przyjechały z nimi do Warszawy (ok. 300), monitoringu z kamer i helikoptera oraz wyliczeń samych policjantów zebranych w miejscach w których gromadzili się i którymi przechodzili demonstrujący.

wiadomości
gospodarka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)