Notowania

podróze
03.10.2006 11:02

Sejmowe biuro podróży

Parlamentarzyści lubią podróżować. Statystycznie każdy z posłów w ciągu ostatniego roku wyjechał za granicę przynajmniej raz, za bilety podatnicy zapłacili przeszło 1,5 mln złotych.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Paweł Kula)

Posłowie w gmachu Sejmu spędzili od dnia wyborów całe 67 dni. Znacznie trudniej policzyć ile czasu przebywali za granicą na koszt podatników. Z sejmowych statystyk, do których dotarliśmy, wynika, że praktycznie nie było _ Do połowy września odbyło się w sumie ok. 330 sejmowych wyjazdów. Z darmowych biletów skorzystało przeszło 650 posłów. A więc statystycznie każdy z nich podróżował co najmniej raz – a dokładnie 1,4 raza. _dnia w których przynajmniej jeden poseł nie opuściłby granic Rzeczpospolitej z paszportem dyplomatycznym w ręku. Większość podróży wybrańcy narodu odbywali samolotami. I to nie były tanie wojaże. Zgodnie z sejmowymi zasadami wszystkie loty trwające powyżej czterech godzin parlamentarzyści spędzają w luksusowej klasie biznes.

Od października 2005 do lipca 2006 (danych za sierpień i wrzesień jeszcze w Sejmie nie ma) na przeloty za granicę posłowie wydali z naszych podatków 1 517 470,83 zł.

Podróżniczka roku pamięta o wenezuelskiej polonii

Tytuł globroterki należy się bezwzględnie Halinie Olędzkiej (PiS). Posłanka może nie wyjeżdżała często, ale za to wybierała atrakcyjne podróże. Najpierw w towarzystwie czterech kolegów wyjechała do Kenii. A dwa miesiące później, wybrała się, tym razem już samotnie, do Wenezueli. „Do Nairobi polecieliśmy na forum Unii Międzyparlamentarnej. Debatowaliśmy tam o bardzo istotnych rzeczach takich jak sprawy równego statusu mężczyzn i kobiet czy sprawach pokoju na Bliskim Wschodzie” – przekonuje Olędzka. Ale o efektach konferencji niewiele mówi.

_ W Sejmie Olędzka, z wykształcenia lekarz, nie wyróżnia się niczym. Pracuje jako szeregowa członkini komisji zdrowia oraz komisji finansów. _Powodem wyjazdu do Puerto Cabello w Wenezueli była, jak tłumaczy posłanka, uroczystość odsłonięcia pomnika Gustawa Berguda. Monumentu ku czci polskiego oficera, bohatera walk o niepodległość Wenezueli. Parlamentarzystka PiS zapewnia, że wyjazd nie był jej kaprysem, lecz pojechała na prośbę marszałka Sejmu. Dlaczego wyjechała skoro na uroczystości był obecny ambasador polski w Wenezueli? „Bo chciałam się spotkać z polonią, która tam została po jednej i drugiej wojnie światowej. Tych ludzi nie odwiedzali dotąd parlamentarzyści” – mówi.

W Sejmie Olędzka, z wykształcenia lekarz, nie wyróżnia się niczym. Pracuje jako szeregowa członkini komisji zdrowia oraz komisji finansów. Pytana czy nie lepiej było oszczędzić pieniądze i zamiast na poselskie podróże wydać je na służbę zdrowia żachnęła się, że pytanie jest niestosowne i nie należy rozpalać emocji dotyczących sytuacji służby zdrowia.

W jedną kadencję dookoła świata

Rekordzistą w podróżowaniu jest jednak Tadeusz Iwiński (SLD). W dwanaście miesięcy zdążył odwiedzić: dwukrotnie Belgię, jedenaście razy _ Poseł Iwiński jest znany z zamiłowania do podróży. W poprzedniej kadencji zyskał przydomek „plecak". _ Francję, Grecję, Kanadę, dwukrotnie Kazachstan, Portugalię, trzykrotnie był w Rosji. Trafił także do Rumunii, Szwajcarii, Turcji i na Ukrainę. W sumie był 25 razy za granicą.

Iwiński uwielbia podróże. Jeszcze jako współpracownik premiera Millera wyjeżdżał wszędzie z szefem rządu za granicę. „Pan minister Iwiński zna wszystkie języki świata, nawet te których jeszcze nie wymyślono" – żartował premier tłumacząc wyjazdy swojego współpracownika.

Niewiele mniej niż doświadczony wycieczkowicz Iwiński podróżowali jednak debiutanci z PiS. Poseł Karol Karski wyjechał w tym czasie 19 razy. Zdążył zwiedzić dwukrotnie Austrię, sześciokrotnie Francję, dwukrotnie bawił się na Ukrainie i Węgrzech. A poza tym trafił także do Azerbejdżanu, Czech, Finlandii, Maroko, Monaco, Portugalii i Rosji.

Pierwsza trójkę podróżników zamyka szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Zalewski (PiS). Przez 12 miesięcy był za granicą 15 razy. Poza krajami Europejskimi odwiedził Oman, RPA oraz USA.

Festiwal w Cannes a racja stanu

O ile można zrozumieć wyjazdy na Białoruś, Ukrainę (nasi posłowie byli międzynarodowymi obserwatorami podczas wyborów parlamentarnych i prezydenckich), lub miejsc związanych z działaniem UE w Belgii i Francji czyli do Brukseli i Strasburga, itp. to znacznie trudniej pojąć po co posłowie (Paweł Kowal oraz Jan Ołdakowski – obaj PiS) np. wybrali się na festiwal filmów do Cannes albo do innych egzotycznych miejsc? Jedyna odpowiedź jaka przychodzi do głowy to to, że wyjeżdżali tam dla rozrywki.

W przyszłym roku niewątpliwie posłowie zadziwią nas jeszcze bardziej swoimi wojażami. W budżecie Sejmu na międzynarodowe podróże zarezerwowano bowiem przeszło 4 miliony złotych.

Tagi: podróze, wiadomości, gospodarka, polityka, najważniejsze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz