Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Artykuł poleca Pili Pili

Największy sukces Pili Pili – "to jednoczenie, nie dzielenie" – wywiad WP z Wojciechem Żabińskim

Podziel się:

Z Wojciechem Żabińskim, przedsiębiorcą działającym na Zanzibarze i autorem projektu Pili Pili, rozmawiamy o początkach i rozwoju biznesu prowadzonego 7000km od Polski, o zaangażowanej społeczności wspierającej ludność lokalną, bezpieczeństwie turystyki na Zanzibarze w czasach pandemii… oraz o tym, czy szklanka jest w połowie pusta, czy pełna.

Największy sukces Pili Pili – "to jednoczenie, nie dzielenie" – wywiad WP z Wojciechem Żabińskim
(materiały partnera)
bFgkwrAR

Jak trafiłeś na drugi koniec świata, 7 000 km od Polski?

Utarło się powiedzenie, rzucił wszystko i wyjechał na Zanzibar, a tak wcale nie było, bo brzmi tak, jakbym spalił wszystkie mosty i wyjechał daleko od Polski. Stało się zupełnie inaczej: ja mostów nie spaliłem, tylko zbudowałem. Dziś poprzez Pili Pili przyleciało na Zanzibar już kilkanaście tysięcy Polaków, którzy zaczynają uważać tę wyspę za swój drugi dom.

Zobacz także: Webinar Fisher Price_ Edukacja przez zabawę – jak zadbać o zrównoważony rozwój dziecka?
bFgkwrAT

Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia, czy początki tej znajomości były trudne?

Trafiłem na Zanzibar 5 lat temu, dokładnie w listopadzie 2016 roku Tak jak moje pierwsze dni były jednym wielkim rozczarowaniem, to następne okazały się wielką miłością do Zanzibaru. Jak widać znak zodiaku Bliźnięta zobowiązuje… a od złości do miłości – jeden krok.

Te pierwsze doświadczenia z wyspą – najlepsze doświadczenie jakie Cię spotkało? Albo coś, czego nie chciałbyś powtórzyć?

bFgkwrAZ

Pierwszy pobyt na Zanzibarze zawirował mi zupełnie w głowie, zmienił pogląd na życie. Zacząłem się interesować nieruchomościami i przeznaczenie sprawiło, że trafiłem na nieruchomość moich marzeń. Dom nad samym oceanem, gdzie turkusowa woda uderzała w taras. Pamiątka z wakacji, nie figurka masaja, nie magnes na lodówkę, ale dom nad oceanem, który zburzyłem i zbudowałem na nowo, już nie jako dom, ale mały pensjonat w Jambiani, Pili Pili House. I tak się zaczęła moja przygoda z Zanzibarem trwająca do dziś.

Pierwszy pensjonat otworzyłem 4 lata temu, czyli w 2017 r. 

Często odnosisz się do "prawdziwego" Zanzibaru. Czym ten "prawdziwy" różni się od tego dla turysty?

bFgkwrBa

Gdy rozpoczynałem działalność hotelową na Zanzibarze, założyłem jedno. Nie chcę unikać prawdziwego Zanzibaru, nie chce tworzyć sztucznego świata, nie chcę tworzyć życia jak w Seksmisji. Kocham zwiedzać świat, ale nie turystycznie, jednak też nie tak zupełnie podróżniczo, bo dla własnego dobrego samopoczucia lubię jednak pewien komfort. Nie lubię sztucznych, idealistycznych wysp, ale nie jadam też dżdżownic czy nie śpię pod mostem (choć na leżaku na Zanzibarze spałem nie raz).

Czyli lubię środek i taki kierunek nadałem Pili Pili: komfort, który nie będzie oderwany od rzeczywistości. I chyba całkiem ten koncept spodobał się Polakom, dla których buduję most Polska – Zanzibar. Most, który powoduje, że wiele osób, które nawet nie marzyło o Zanzibarze, dziś ten Zanzibar odwiedziło wiele razy. Bo goście Pili Pili to społeczność, która żyje Zanzibarem; nie tylko gdy wpadają na wakacje, ale również gdy rano w Polsce wstają do pracy, do szkoły, czy zasiadają do śniadania, porannej kawy.

Pili Pili to nie tylko sieć hotelowa, prawda?

bFgkwrBb

Pili Pili to również Pili Pili Radio, miesięcznik Pili Pili Travel Buddy, sklepy Pili Pili Market czy też projekt kulinarny w Gdańsku i niebawem w Warszawie. Wszystkie te miejsca mają pokazać, jaki jest Zanzibar, jaka jest Afryka; że świat może być przyjazny i otwarty, że polska społeczność to nie barykady i walka, ale jedna wspólnota ludzi, którzy dużo mogą dać światu. Że jesteśmy pozytywnym społeczeństwem, zgranym.

Potwierdza to ogromne zaangażowanie Polaków w projekt Pili Pili Pomagam, gdzie realizujemy ogromne jak na Zanzibar projekty wsparciowe i edukacyjne dla lokalnej społeczności. Mamy też swoją ligową drużynę piłkarską Pili Pili Dulla Boys. Aktualnie, po roku pracy z Mateuszem Cetnarskim, który zamieszkał na Zanzibarze i prowadzi tę drużynę, weszła ona na szczyt ligi Zanzibaru, a przed nią Liga Tanzanii (Champion League).

Często używasz słowa społeczność…

Wskazałem drogę Polakom, dałem miejsce, gdzie z dala od wszystkiego (bo 7000 km od Polski) Polacy mogą strzelać do jednej bramki, w dobrym celu, nie pytając się wzajemnie o poglądy polityczne, religijne czy jakiekolwiek inne. Po prostu jesteśmy razem i działamy w dobrym celu. Dziś "Życie na Zanzibarze", mój profil społecznościowy, to prawie 250 000 obserwujących i to bardzo aktywnych, bardzo zaangażowanych Polaków z całego świata. Bo również jednoczymy się z Polonią z całego świata. To największy sukces Pili Pili: jednoczenie, nie dzielenie.

bFgkwrBc

Kiedyś to nam pomagano, wspierano; dziś my mamy szansę być tymi, którzy mogą pomóc innym. Afryka nie jest bogata, Afryka potrzebuje wielu rzeczy, które u nas już nawet nie są zauważane, bo są fundamentalne. Afryka nas potrzebuje, a my chcemy czuć się potrzebnymi. Idealna symbioza. Symbioza tak odległych narodów, a jednak udało się.

Czy prowadzenie biznesu na Zanzibarze jest trudniejsze czy łatwiejsze niż w Polsce?

Projekt jest spontaniczny. Gdzieś z tyłu są oczywiście tabelki i cyfry, bo marzenia mają to do siebie, że – aby się spełniały – muszą mieć twardy, realny fundament. I to musi też się zgadzać, jeśli coś budujemy na lata, na niekończącą się wieczność.

Często słyszę, że jestem odważny, takie przedsięwzięcie w tak egzotycznym miejscu, Tanzania, Zanzibar… a ja patrzę zawsze i mówię: Nie, to Wy jesteście odważni, bo prowadzenie działalności w Polsce jest dużo trudniejsze, mniej przewidywalne.

Gdy zaczynamy prowadzić działalność na Zanzibarze, pojawiają nam się europejskie lęki: list z urzędu, pismo, wezwanie, kontrola… Tak, to wszystko jest, ale przez dwa lata docierało do mnie to, co mi powtarzał Masoud, mój zanzibarski prawnik: Wojtek, ale nikt ci nie zrobi krzywdy; to zaproszenie do spotkania, zaproszenie do rozmowy. Dwa lata docierało do mnie, że tu nikt nie chce nikomu zrobić krzywdy. No chyba że świadomie łamiemy przepisy, że cwaniakujemy, że to my będziemy Zanzibarczyków pouczać… To wtedy możemy spotkać opór i otrzymamy pstryczka w nos.

Brzmi to trochę nierealnie dla polskiego przedsiębiorcy… Dostałeś takiego pstryczka?

Życie pokazało, że ja, bez znajomości jakichkolwiek na wyspie, bez znajomości angielskiego (tak, tak uczę się do dziś), otoczony dobrymi lokalnymi prawnikami i księgowymi, z przyjaznymi managerami na pokładzie – z takim otoczeniem można sobie poradzić. Ale najważniejsze to szanować lokalne otoczenie, bo to zawsze uważałem i uważam za najważniejsze.

Głośno jest ostatnio o monumentalnych projektach na i wokół Zanzibaru, mających nie tylko pozytywny wpływ na gospodarkę, ale i negatywny na przyrodę. Jak Pili Pili i Ty sam odnajdujecie się w tych sprzecznych interesach różnych stron?

Społeczność na Zanzibarze przyjęła mnie od razu z otwartymi rękoma i tak jest do dziś dnia. Sąsiedzi przyjęli Pili Pili bardzo serdecznie, a Pili Pili w zamian również stara się odwdzięczyć za tę otwartość i serca okazane nam. Stąd moja słabość ogromna do lokalności. 

Biały człowiek w środku afrykańskiej wsi… Ok, odwróćmy role: Zanzibarczyk otwierający hotel w środku wsi w Polsce. Nie wszędzie było by lekko, taka prawda. Poczynając od przepisów do codziennego życia. Na Zanzibarze się udało i myślę, ze Polska też niedługo będzie otwarta na taką zamianę ról. 

Życie na Zanzibarze ma wiele twarzy. Gdy otwierałem pierwszy hotel w 2017 r. Polacy byli gdzieś na 12/13 miejscu jeśli chodzi o przyjazdy turystyczne. Dziś jesteśmy na 3 miejscu, na podium. Z Europy wyprzedzają nas tylko Francuzi.

Jako że Zanzibar stał się jednym z bardziej popularnych kierunków turystycznych dla Polaków, sporo informacji docierało do kraju – jak tak naprawdę Zanzibar przeszedł / przechodzi przez COVID?

Zanzibar od początku miał inną politykę niż reszta świata. Najpierw polityka skrajnie rygorystyczna – bo gdy inni śmiali się z wirusa, to Zanzibar zamknął lotnisko i koniec zabawy w turystykę. Potem zmiana polityki i Zanzibar z uwagi na uwarunkowania klimatyczne, odstąpił od zamknięcia lotniska. Czemu?

Zanzibar ma średnią temperaturę 28 – 32 stopni. Cały rok. Dzień i noc. Praktycznie stały klimat. To powoduje, że miejsca publiczne często są na powietrzu; restauracje i bary to nie zamknięte pomieszczenia, a wszystko "pod palmą"; tu nawet autobusy to przerobione ciężarówki bez szyb – zwane dala dala. Klimat jak w Polsce jest lipcu czy sierpniu. A tym samym okoliczności, w których można się wzajemnie zarazić jest dużo, dużo mniej. Gdy przychodzi do Polski jesień, zima, wiosna – ludzie przenoszą się do zamkniętych pomieszczeń, a tym samym wzajemne przekazywanie wirusa staje się codziennością. To jest to, co nie występuje na Zanzibarze.

A szczepienia?

Zanzibar aktualnie testuje na Covid, szczepi (sam się zaszczepiłem na Zanzibarze) i przestrzega zasad prewenecji covidowej (maseczki w zamkniętych pomieszczeniach, dezynfekcja rąk). Ale też nie dał się zwariować i szukał swojego środka na odnalezienie się w sytuacji. Jak nie zburzyć gospodarki, dla której turystyka to około 80% dochodów. Czyli jak nie umrzeć z głodu, aby nie zachorować na COVID.

Myślę, że genialnie udało się zrobić to osiągnąć: turystyka jest kontrolowana pod względem Covid, ale nie jest zamknięta. Działa, rozwija się.

A Pili Pili rozwija się również?

Pili Pili urosło z 1 hotelu 4 lata temu do 16 hoteli dziś. Mamy 3 czartery z Warszawy; dziś mogę przyjąć około 700 gości jednocześnie. I tak się też dzieje.

Z uwagi na to, że świat w dużej części się zamknął, Zanzibar zakwitł i rośnie w oczach.

Płacimy podatki, kupujemy lokalnie, zatrudniamy pracowników lokalnych. Dziś Pili Pili to około 800 pracowników, mamy największą licencję hotelową na wyspie. Jako społeczność jesteśmy świetnie postrzegani, bo poza tym, że wydajemy tu swoje pieniądze, to jeszcze mocno się angażujemy w lokalne inicjatywy… Ten most, o którym mówiłem – most pomiędzy Polską a Zanzibarem – jest mocny, serdeczny. Tak, udało nam się wypromować Polskę na Zanzibarze i Zanzibar w Polsce. 

Wspaniała symbioza. 

Od pewnego czasu zapowiadałeś duże zmiany i ważne nowości w listopadzie – czego możemy się spodziewać?

Pili Pili rozwija się, nadszedł naturalny czas na działanie z innymi krajami, tak aby Zanzibar i Pili Pili odwiedzali ludzie z całego świata. Podbijamy świat (śmiech). Niebawem sfinalizujemy pierwszy czarter zza granicy; będą kraje europejskie, ale będą też nasi sąsiedzi afrykańscy, jak np. RPA. Gdy powiedziało się "A", trzeba powiedzieć B. Zaczynałem od jednego pensjonatu i 6 pokoi… a dziś jest 16 hoteli z ponad 300 pokojami.

A jaki jest cel? Jest jakiś cel ostateczny?

Cel nie jest ostateczny - jest elastyczny. W życiu nie ma rozczarowań, są wyzwania. Dziś wiem, że na pewno Pili Pili urośnie do wielkości około 2500 gości w jednym momencie. To wynika z inwestycji, które realizuję. Są to również kondominia, czyli Polacy kupują domy i apartamenty na wyspie, a Pili Pili je wynajmuje do prowadzenia działalności hotelowej.

Nabywcy mają zwrot z inwestycji w 8 lat, Pili Pili może się rozwijać, a bonus dodatkowy to 21 dni pobytu rocznie w ramach pobytu inwestorskiego. Pogoda na Zanzibarze nas rozpieszcza, sezon mamy praktycznie przez 340 dni w roku…

Jak tak słucham to wydaje się, że dla Ciebie szklanka zawsze jest przynajmniej w połowie pełna…

To my musimy zdecydować jak chcemy tę szklankę, tę wyspę postrzegać. Niedługo jeszcze bardziej zaistniejemy na Zanzibarze, już nie tylko jako największy deweloper, największa sieć hoteli, ale są jeszcze inne projekty, które umocnią jeszcze bardziej pozycję Pili Pili w tym jakże egzotycznym miejscu,

Tym samym nie wiem jaki będzie koniec. Jedno jest pewne: mamy nowe miejsce na świecie, gdzie możemy się wykazać, gdzie się wykazaliśmy i trzymajmy wszyscy kciuki, żeby takich miejsc na świecie było więcej. Niech Polacy pokazują, że Polak to brzmi dumnie, serdecznie i z uśmiechem. 

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
bFgkwrBu
Artykuł poleca Pili Pili
Źródło:
Materiał Partnera