Notowania

wybory
20.06.2010 07:30

Czy Polakom nie chce się głosować?

W maju Brytyjczycy wybierali parlament w zwykły, roboczy czwartek. Do urn poszło 65 proc. wyborców. W Czechach przez dwa dni zagłosowało 62,6 proc. uprawnionych. Podobny wynik w dzisiejszych wyborach prezydenckich w Polsce, byłby dużą niespodzianką.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Tomasz Gzell)

W maju Brytyjczycy wybierali parlament w zwykły, roboczy czwartek. Do urn poszło 65 proc. wyborców. Na początku tego miesiąca w Czechach przez dwa dni zagłosowało 62,6 proc. uprawnionych. Podobny wynik *w Polsce jest niemożliwy, bo od lat - niezadowoleni z tego, co dzieje się w kraju – bojkotujemy wszelkie wybory.*

W dzisiejszych wyborach prezydenckich głos może oddać przeszło 30,5 mln Polaków. Od godz. 6 do 20 do ich dyspozycji jest 25,7 tys. lokali wyborczych. Z sondaży wynika, że do urn pofatyguje się mniej niż 50 proc. uprawnionych do głosowania.

To oznacza, że pobity może zostać niechlubny rekord z wyborów prezydenckich w 2005 roku. Wtedy w I turze zagłosowała niecała połowa wyborców (49,7 proc.). A decydujące starcie międzyDonaldem Tuskiem, aLechem Kaczyńskimrozstrzygnęło się za sprawą decyzji niemal 51 proc. wyborców.

źródło: PKW

Pięć lat temu frekwencja była aż o 17 pkt. proc. niższa niż w 1995 r., gdy bitwę o Pałac Prezydencki po raz pierwszy wygrałAleksander Kwaśniewski. - _ Myślę, że tym razem frekwencja będzie podobna do tej z 2005 r.. I choć tak jak 15 lat znów mamy starcie dwóch mocnych kandydatów to za sprawą katastrofy z 10 kwietnia i powodzi temperatura sporu jest niższa niż wtedy _ - przewiduje dr Mikołaj Cześnik z ISP PAN, Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, autor opracowania_ Partycypacja wyborcza Polaków. _

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych wynika, że zaledwie co trzeci Polak jest w stanie wskazać właściwy czas otwarcia lokali wyborczych.

[

]( http://www.money.pl/wybory2010/ )

Aż 43 proc. - zapewne mając w pamięci ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego - uważa, że głosować można do godz. 22. - _ A sporo osób może zaplanować sobie oddanie głosu po powrocie z weekendowego wyjazdu _ - mówi dr Jarosław Zbieranek z PAN i ISP.

Zaledwie co piąty ankietowany wie, że po raz pierwszy osoby niepełnosprawne lub te, które ukończyły 75. rok życia mogą głosować za pośrednictwem pełnomocnika.

Jeszcze gorzej może być w ewentualnej II turze. Jeżeli dziś żaden z kandydatów nie zdobędzie co najmniej połowy głosów, prezydencka dogrywka rozegra się 4 lipca. Aż 41 proc. młodych wyborców - w wieku od 18 do 24 lat - zapowiedziało, że wakacyjne wojaże utrudnią im wzięcie udziału w głosowaniu. To też może mieć wpływ na wynik elekcji.

Do tego mogą dojść kłopoty z dotarciem osób poszkodowanych przez dwie fale powodzi. W efekcie to wszystko może przełożyć się na rekordowo niską frekwencję. - _ Są jeszcze czynniki pozapolityczne, jak pogoda. Jeżeli jest kiepska, może skłonić część osób do pójścia na wybory zamiast odpalenia grilla _ - dodaje Cześnik.

Polska w ogonie Europy

Niska frekwencja w wyborach to polska specjalność. Zainteresowanie wyborem posłów i senatorów też jest u nas mizerne.

źródło: PKW

Okazuje się, że odstajemy nie tylko od krajów o ugruntowanych tradycjach demokratycznych: Belgii - gdzie udział w wyborach jest obowiązkowy i z reguły głosuje ponad 90 proc. wyborców, Wielkiej Brytanii - gdzie do urn idzie się w środku tygodnia, a od 1945 r. tylko raz frekwencja spadła poniżej 60 proc. (59,4 proc. w 2001 r.) czy Niemiec - gdzie w ubiegłorocznych wyborach odnotowano najniższy po II Wojnie Światowej odsetek wybierających deputowanych do Bundestagu - 70, 8 proc. Ale też od państw postkomunistycznych, które tak jak Polska po 1989 roku wkroczyły na ścieżkę demokracji.

Różnice było widać już tuż po przemianach. W pierwszych, częściowo wolnych, wyborach w Polsce wzięło udział 43 proc. wyborców. Pierwsza elekcja po aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji skłoniła do pójścia do urn 96 proc. naszych południowych sąsiadów. Na tym tle Polska jest zdecydowanym outsiderem ze średnią frekwencją 47,3 proc. wypada bardzo mizernie.

źródło: ISP na podstawie danych IDEA

Skąd się biorą takie różnice? Jedną z przyczyn może być fakt, że odsetek pracujących w Polsce jest niższy niż w innych krajach UE. - _ A takie osoby często czują się psychologicznie wyłączone poza wspólnotę, jaką jest społeczeństwo _ - mówi dr Cześnik.

Dodatkowo, już w latach 80. w Polsce pojawił się trend manifestowania niezadowolenia z tego co dzieje się w kraju przez bojkot wyborów. - _ Na Zachodzie jeżeli nie podoba mi się rząd, to głosuję na opozycję. W Polsce nie idę głosować wcale i taka postawa jest powszechnie akceptowana _ - mówi ekspert SWPS.

Mimo że wybory prezydenckie, ze względu na swój bardziej bezpośredni charakter, cieszą się większą popularnością od wyborów parlamentarnych, także nie mamy powodów do dumy. Rekordowy wynik z II tury elekcji z 1995 roku - 68 proc. - na pewno nie zrobi wrażenia na Francuzach, gdzie w 2007 r. pojedynek Sarkozy - Royal rozstrzygnął się za sprawą głosów 84 proc. wyborców.

Co można zrobić, żeby było lepiej?

Socjologów i politologów niepokoi nie tylko nikłe zainteresowanie wyborami, ale też to, że z roku na rok ono coraz bardziej maleje. Niemal każde, kolejne wybory: parlamentarne, prezydenckie czy do PE przynoszą kolejne niechlubne rekordy. Najgorzej było rok temu. Europarlamentarzystów wybrała niespełna jedna czwarta uprawnionych do głosowania.

W ostatnich latach trend odwrócił się jedynie przy okazji przyspieszonych wyborów parlamentarnych w 2007 roku. Do urn poszło o 13 proc. wyborców więcej niż dwa lata wcześniej. Być może miały na to wpływ m.in. silnie obecne w mediach kampanie społeczne zachęcające do głosowania.

źródło: PKW

Znawcy tematu podkreślają, że można to zmienić. Jednym z pomysłów, który od kilku lat nie może doczekać się wprowadzenia jest wzorowana na m.in.: niemieckich, szwedzkich i ukraińskich rozwiązaniach idea wprowadzenia urzędowych powiadomień o terminie wyborów i miejscu głosowania.

Według dr Zbieranka udanym eksperymentem okazało się wprowadzenie dwudniowego głosowania przy okazji referendum w 2003 roku. Co prawda wtedy w pierwszym dniu do urn poszło 17 proc. wyborców. Być może właśnie dzięki temu niedzielna mobilizacja pozwoliła na przekroczenie wiążącego progu i ostatecznie frekwencja sięgnęła 58,8 proc.

A może korespondencyjnie?

Specjaliści wskazują dwa rodzaje absencji wyborczej:

- zawiniona *- wyborca nie głosuje, bo z jakiejkolwiek przyczyny nie chce iść na wybory,
- *
przymusowa
- gdy wyborca chce głosować, ale z przyczyn od niego niezależnych nie jest w stanie dotrzeć do lokalu

W kontekście wyborczym niewidzialną armią pozostają miliony Polaków, którzy wyemigrowali z kraju. Dziś często zniechęca ich konieczność pojawienia się w dniu wyborów w placówce dyplomatycznej.

I choć z relacji telewizyjnych w 2007 r. pamiętamy kolejki w Londynie, to według szacunków w wyborach bierze udział około 5 proc. Polaków mieszkających poza krajem.

Pomóc może umożliwienie głosowania korespondencyjnego. - _ To rozwiązanie stosowane w większości krajów UE. Jest to standard, a nie ekstrawagancja _- podkreśla dr Zbieranek.

Wielu obserwatorów sceny politycznej podkreśla, że frekwencję mogłoby zwiększyć wprowadzenie głosowania przez internet. Dziś taką możliwość mają Estończycy. A w kolejce czekają już Norwegowie. Mimo licznych zalet, to rozwiązanie budzi jednak pewne wątpliwości. Chodzi m.in. o kwestie bezpieczeństwa i stopień rozwoju e-administracji. - _ Dlatego nie ma się co łudzić, to kwestia raczej odległej przyszłości _ - przewiduje analityk ISP.

Na pewno nie ma szans na wprowadzenie obowiązkowego głosowania. W UE takie rozwiązanie obowiązuje w: Grecji, Luksemburgu i Belgii. W tym ostatnim kraju za absencję wyborczą grozi kara w wysokości do 55 euro. W Grecji tym, którzy są wyborczymi recydywistami, władze mogą odmówić wydania paszportu lub prawa jazdy.

- _ W PRL-u takiego zapisu nie było, ale on de facto obowiązywał. Dziś żaden polityk nie odważy się do tego nawiązać. Polacy bardzo nie lubią, gdy cokolwiek im się narzuca. No i nie wyobrażam sobie, jak miałby być egzekwowany taki zapis. A nie chodzi przecież o tworzenie kolejnego martwego prawa _ - argumentuje dr Cześnik.

Czytaj o wyborach w innych krajach UE
*Belgia po wyborach szuka nowego szefa rządu * Król Albert II rozpoczyna konsultacje od spotkania z obecnym premierem Yvesem Leterme\'em (na zdjęciu).W wyborach tryumfowali flamandzcy nacjonaliści z N-VA, którzy zostali największą siłą polityczną kraju.
*Premier Robert Fico chce nadal rządzić * W wyborach parlamentarnych na Słowacji zwyciężyła lewicowa partia premiera. Najprawdopodobniej jednak lewica nie będzie miała partnerów do utworzenia większościowej koalicji i władzę przejmą ugrupowania liberalno-prawicowe. Podczas tych wyborów odnotowano też rekordową frekwencję. Zagłosowało ponad 65 procent wyborców.
*Liberałowie wygrywają wybory parlamentarne w Holandii * Liberałowie wygrali minimalnie, zdobywając zaledwie o jedno miejsce więcej niż Partia Pracy - wynika ze wstępnych wyników ogłoszonych po przeliczeniu 98 proc. głosów.
*Czechy: Centroprawica zaczyna rozmowy koalicyjne * Czeskie partie centroprawicowe, które wspólnie okazały się zwycięzcą piątkowo-sobotnich wyborów parlamentarnych (choć najwięcej głosów zdobyli socjaldemokraci), przystąpiły w niedzielę do rozmów w sprawie utworzenia koalicji rządowej.
Tagi: wybory, giełda, wiadomości, gospodarka, raport, raporty gospodarcze, porady, najważniejsze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz