Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Informacja prasowa

Ratunkiem w czasie pandemii okazał się digital

Podziel się:

Za nami ponad rok życia z pandemią. Lockdown i obostrzenia mogą jednak pobudzić kreatywność i zmusić do odnalezienia nowych sposobów na biznes. Rozwiązaniem stał się digital i jego ogromny potencjał. Co to oznacza w praktyce i jaką szansą dla marek stał się brandcasting?

Ratunkiem w czasie pandemii okazał się digital
The Brand Casters (Materiały prasowe)
bEEbhRqt

Był początek 2020 roku. Jak zwykle nikt nie spodziewał się nadchodzącego żywiołu, który wywoła tak ogromne spustoszenie, uderzając z jednej strony w relacje społeczne, z drugiej – w życie gospodarcze. Łudziliśmy się, że co prawda gdzieś tam jest problem, ale może nas to ominie, może przejdziemy przez to suchą stopą. Firmy, jak zawsze, siadały do realizacji planów marketingowych, a agencje szykowały się do rywalizacji o budżety reklamowe. Twórcy na co dzień współpracujący z markami również mieli prawo optymistycznie patrzeć w przyszłość. Wszyscy – tak firmy, jak i pojedynczy ludzie – żyliśmy w przeświadczeniu, że nic złego nas nie czeka. Aż nadszedł marzec i przyniósł pierwsze przypadki zakażenia Covid-19, aż nastała pandemia i wszystkie plany można było wyrzucić do kosza.

Pandemia uderza w eventy

Skala pandemii i obostrzeń była dla wszystkich szokiem. Na rynku pojawił się niepokój, a nawet panika. Nie bardzo było na czym się wzorować, ani odnieść do czegokolwiek z niedawnej przeszłości. Wszystko stało się chwiejne i płynne. „Pod koniec stycznia 2020 roku zrobiliśmy doroczne spotkanie z naszymi pracownikami, na którym podsumowaliśmy miniony rok oraz wyznaczyliśmy plany na bieżący. I muszę przyznać, że pierwszy kwartał, tak jak zakładaliśmy, był naprawdę doskonały. Mieliśmy wyjątkową sprzedaż i naprawdę dobre perspektywy” – wspomina Artur Ucher, twórca i CEO specjalizującej się w eventach agencji Imagine Nation. „Ale już pod koniec marca cała ta precyzyjna agencyjna machina przygotowana do realizacji kilku eventów tygodniowo, z dnia na dzień stanęła”. Pięćdziesięciopięcioosobowe grono specjalistów tworzących zespół agencji, nagle zostało bez zleceń. Z dnia na dzień. Taka sytuacja zapanowała w całej branży eventowej.

bEEbhRqv

„Z dnia na dzień poodwoływano eventy, szkolenia i wykłady, które miałem prowadzić. Zrezygnowano z kolejnej edycji show Mam Talent, który prowadziłem od trzynastu lat. Nie mogłem wylecieć do USA aby zrealizować czwarty sezon produkowanego przeze mnie programu” – wylicza Marcin Prokop, dziennikarz i osobowość telewizyjna.

Podobnie sytuację sprzed roku wspomina Karol Paciorek, twórca internetowy, autor kanału na YouTube Imponderabilia. „Wprawdzie moja branża nie została pandemią wprost dotknięta, jednak firmy zaczęły ograniczać wydatki na reklamę w sieci. Niepewność co do najbliższej przyszłości skłaniała firmy z takich sektorów jak FMCG do dużej ostrożności, a w zasadzie cięcia bądź zamrażania budżetów. Ciągle słyszało się, że jakiś projekt przesuwany jest w przyszłość, nie wiadomo jak odległą. Odwołano, jak pamiętamy, piłkarskie mistrzostwa Europy oraz igrzyska olimpijskie, na które miałem lecieć i z Tokio je relacjonować” – opowiada Paciorek.

Stagnacja czy nowa szansa?

„Spoglądając wstecz, dochodzę do wniosku, że zawodowo jednak nie był to rok całkowicie stracony. Napisałem między innymi książkę o dziesięcioletniej podróży rowerowej dwójki Polaków, którzy przejechali w tym czasie ponad sto tysięcy kilometrów przez kilkadziesiąt krajów oraz rozwinąłem swoją agencję mówców Powerspeech” – mówi Marcin Prokop. Ważne, aby nie stać w miejscu. Można było bowiem rozkładać bezradnie ręce, złorzeczyć albo wziąć się w garść i szukać w nowej sytuacji szansy na rozwój. Najważniejsze wydawało się przetrwanie trudnych, niepewnych pandemicznych czasów. Najlepiej, poszukując nisz do zagospodarowania czy też alternatyw wobec tego co dotychczas.

bEEbhRqB

Internet jest dobry na wszystko

Internet, jak po raz kolejny się okazało, ma ogromną moc i potencjał. Z całym spektrum rozwiązań, narzędzi i platform pozwala na bardzo wiele. Karol Paciorek szybko zrozumiał, że jesteśmy po prostu świadkami niezwykłych zmian i być może nigdy nie wrócimy do rzeczywistości sprzed pandemii w postaci jeden do jednego. „Pomyślałem, że nie ma co płakać nad wydarzeniami, które się nie odbędą, tylko iść do przodu. Co więc robić? Już w marcu rozpocząłem transmisje live na YouTube. Trochę brakowało mi sprzętu, aby na przyzwoitym poziomie to robić, lecz to łatwo nadrobić. Raz, dwa razy w tygodniu realizowałem wieczór z udziałem widzów w cyklu Radio Paciorek, a później Paciorek i spać. Kupiłem kartę prepaidową i uruchomiłem drugi telefon, na który widzowie mogli dzwonić, łączyć się przez Skype’a, i jeśli mieli ochotę i odwagę, wejść na wizję. Puszczałem muzykę, rozmawialiśmy na żywo. Najpierw oglądało to kilkanaście tysięcy osób, później już kilkadziesiąt tysięcy. To dawało mi prawdziwy power” – wspomina Karol Paciorek. „Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie, jaskrawy przykład wejścia w nową rzeczywistość” – dodaje. Na przełomie wiosny i lata zawiesił ten projekt, ale podjął się nowego wyzwania, które okazało się internetowym hitem. Przeprowadził rozmowy na żywo ze wszystkimi, bez wyjątku, kandydatami na prezydenta. Z niektórymi udało się face-to-face, tuż przed lockdownem, z innymi zaś łącząc się online.

Wybuch pandemii oznaczał nagłą zmianę także dla agencji Imagine Nation. Na początku wszyscy zastanawiali się, jak długo to potrwa. Przecież świat eventów to żywioł oparty na spotkaniach i relacjach międzyludzkich. „Budowaliśmy różne scenariusze, na bazie których staraliśmy się cokolwiek prognozować. Świadomie mówię cokolwiek, bowiem danych, na których można by się oprzeć w zasadzie nie było. Staliśmy na początku drogi, co do której dziś, po roku trwania stanu epidemicznego, można powiedzieć, że nadal nie ma danych, na bazie których można tworzyć scenariusze rozwoju albo przetrwania” – mówi Artur Ucher.

Przenosiny eventu do digitalu

bEEbhRqC

Ale… jest przecież świat online! Wiadomo było, że w ślad za handlem, także szereg usług przeniesie się do sieci. „Było zatem jasne, że nas też nie może tam zabraknąć. I nie zastanawialiśmy się, czy eventy przeniesione do online’u będą miały przyszłość, czy nie. Zawsze gdy się czegoś podejmujemy, zwykliśmy robić to najlepiej jak się da. A wiedząc, że trudno jest w tym okresie cokolwiek zaplanować, przyjęliśmy że świat online’u jest dla nas obecnie jedyną alternatywą. Chcieliśmy ją maksymalnie wykorzystać” – przyznaje szef Imagine Nation. „Stworzyliśmy autorski projekt konferencji online mówiącej o tym, jak konferencje online tworzyć. W ten sposób zaczęliśmy naszą intensywną przygodę z eventami w digitalu” – wspomina Artur Ucher i podkreśla, że eventy są taką materią, w której każdy kolejny projekt może być czymś totalnie nowym. Czymś, czego nigdy wcześniej nikt nie robił. „Takich doświadczeń mamy setki, tym bardziej, że zawsze dbaliśmy, aby nasze oferty dawały świeże spojrzenie, innowacyjne rozwiązania oraz śmiałe koncepty. Nie bazowaliśmy na standardach. Przejście do eventów online nie było dla nas żadnym wyzwaniem” – zauważa Ucher.

Była jednak pewna trudność: zaufanie. Jak zawsze w przypadku czegoś nowego, rynek może się krzywić, nie zgadzać, skłaniać raczej ku czemuś, co zna z własnych doświadczeń. Co tu kryć, nikt nie lubi ryzyka. Imagine Nation była z marszu gotowa realizować różnorodne projekty digitalowe, jednak klienci w swojej większości nie byli na tę zmianę gotowi. „Najbardziej chyba bolała konieczność zredukowania zespołu. A tworzyli go ludzie przez lata precyzyjnie dobierani. Trzeba było jednak podjąć takie decyzje, aby przed kryzysem uchronić jak największą część firmy” – mówi prezes agencji. Przyznaje też, że wcześniej nigdy takiego roku jak 2020, nie przeżył. Tak intensywnego w zmiany, inwestycje, szkolenia, rozwój, programy oszczędnościowe i restrukturyzacyjne.

W stronę brandcastingu

Przy okazji tej cyfrowej transformacji eventów, można dostrzec szereg zjawisk związanych z digitalizacją kolejnych obszarów naszego życia. Wśród nich, wszechogarniającą nas, jak zauważa Artur Ucher, dezinformację. Jesteśmy bowiem świadkami, ale i uczestnikami, niebywałych zmian zachodzących w relacjach społecznych, które w dużej mierze wiązać można z przepływem informacji. „Na naszych oczach przekaz medialny staje się coraz mniej autentyczny. Codziennością stały się prześcigające się w nadawaniu sensacyjnych nagłówków platformy informacyjne, czy szeroko rozpowszechnione szczególnie w social mediach fake newsy” – mówi Artur Ucher. „W tak skomponowanym ekosystemie widz doznaje uczucia przesytu informacyjnego oraz swoistego zagubienia. Przestaje ufać krótkim i głośnym nagłówkom czy zbyt wybujałym historiom. Odbiorcy zaczynają poszukiwać jakościowej treści, zbudowanej na merytorycznych podstawach przekazów medialnych oraz osadzonych w autentycznych wartościach przekazów reklamowych. Dla nas, jako firmy eventowej, która poprzez swoje realizacje zawsze budowała autentyczne doświadczenie marki, taka konkluzja była jasnym drogowskazem, w którym kierunku powinniśmy się rozwijać. Zrozumieliśmy, że kierunkiem tym jest brandcasting” – wyjaśnia szef Imagine Nation.

bEEbhRqD

Ale o co chodzi?

Zjawisko, którym przyjęło się właśnie nazywać brandcastinigiem, na pozór trudno zdefiniować. Kiedy jednak wejdziemy w konkret, wszystko staje się jaśniejsze. „Dla mnie jest to sposób na taką komunikację marki, która jest niejako slow i która jest maksymalnie autentyczna. To komunikacja, która nie buduje tylko głośnych nagłówkowych przekazów reklamowych mających wywołać to odpowiednie uczucie podczas ich konsumpcji. Brandcastig jest sposobem na systematyczne opowiadanie o świecie marki, w którym jest czas na prawdziwą interakcję z konsumentami, w którym marka daje konsumentom możliwość prawdziwego zaangażowania czy nawet współtworzenia jej świata” – definiuje Ucher i podkreśla, że mając pod ręką nowy format jakim są eventy online, to właśnie brandcasting nabiera jeszcze pełniejszego kształtu.

„Myślę, że brandcasting jest naturalnym etapem ewolucji świata reklamy. Dzisiaj młodzi ludzie, będący bardziej świadomymi konsumentami mediów niż ich rodzice, sięgają tylko po te treści, które ich interesują, które uznają za wartościowe. I mają cały zestaw narzędzi oraz własnych umiejętności, aby jak najskuteczniej blokować intruza jakim jest reklama na ekranie ich urządzenia” – mówi Artur Ucher dodając, że marka musi znaleźć sposób, aby trafić w obszar zainteresowań konsumenta. Powinna mu opowiadać historie, w które będzie chciał się zanurzyć i stać ich częścią, lub które będą dla niego atrakcyjna rozrywką. „Marka powinna również mieć dla swojego konsumenta czas. Świetnym przykładem brandcastera jest dla mnie od lat RedBull” – tłumaczy Artur Ucher.

bEEbhRqE

Podobnie na to zjawisko patrzy doświadczony dziennikarz i człowiek mediów. „To sposób na promocję marek przez storytelling przy wykorzystaniu dobrodziejstw internetu. Fakt, że takie podejście do funkcjonowania marek doczekało się swojej definicji świadczy o tym, że jest to szybko rosnący trend, który został dodatkowo przyspieszony przez pandemię i przeniesienie większości naszych społecznych aktywności do sieci” – mówi Marcin Prokop. „Widzę tu analogię do reakcji telewizji na pojawienie się YouTube’a. Na początku telewizja zareagowała lekceważąco, twierdząc, że na YouTube nigdy nie pojawią się produkcje tej jakości i skali, co u nas, poza tym nikt nie będzie w Internecie oglądał filmików dłuższych niż pięć minut, więc nie stanowi on zagrożenia. Kiedy okazało się jednak, że po pierwsze YouTube bardzo szybko się profesjonalizuje, a po drugie widzowie mają dość biernego sposobu konsumowania treści – bo przez lata oglądali to, co telewizja serwowała im w określonej porze, a teraz chcą sami wybierać co, kiedy i na jakim urządzeniu oglądają – strategie telewizyjne zaczęły się szybko zmieniać. Dzisiejszy model to integracja telewizyjnych treści oraz online’owych sposobów ich konsumowania. Najlepszym dowodem na skuteczność tej strategii jest sukces Playera, który dawno już przestał być wyłącznie internetową przybudówką TVN-u, a stał się jego pełnoprawnym partnerem” – dodaje.

Dziennikarz zauważa również, że jeszcze parę lat temu marki bały się na przykład zorganizowania konferencji online, stawiając na tradycyjny event, ze sceną, konferansjerem, mikrofonem oraz bankietem. „Uważano, że robienie wydarzenia firmowego w sieci byłoby zubożeniem jego formuły, jakąś formą protezy. Tymczasem ostatni rok pokazał coś przeciwnego. Realizacje online bardzo szybko zamieniły się w multimedialne widowiska, konkurujące skalą realizacji z dobrymi programami telewizyjnymi. Nie przypadkiem do ich wyprodukowania zatrudnia się coraz częściej właśnie ekipy telewizyjne, mające największe doświadczenie w tego typu działaniach. Ale to tylko część zjawiska, które nazywamy brandcastingiem. W tym pojęciu mieści się przecież cała paleta form, jak choćby podcasty, zyskujące coraz większą popularność” – mówi Marcin Prokop.

Chociaż potrzeba rozwijania brandcastingu została wywołana przez pandemię, niekoniecznie mamy do czynienia ze zjawiskiem efemerycznym. Kiedy uporamy się z koronawirusem jako przeszkodą w swobodnym życiu, potencjał brandcastingu nie wygaśnie. „Tak go rozumiem, jako coś, co w przyszłości, kiedy wrócimy do dawnych realiów sprzed pandemii, będzie wciąż bardzo atrakcyjnym produktem czy rozwiązaniem dla marek” – przyznaje Karol Paciorek. „Nie ma sensu dziś oglądać się za siebie albo czekać, aż nastanie czas zbliżony do tego sprzed marca ubiegłego roku. Przeciwnie, idźmy do przodu. Wypracowujmy nowe pomysły adekwatne do innych czasów. Być może w przyszłości wrócą tradycyjne, stacjonarne eventy, lecz obok rozwijać się będą eventy w digitalu, a ich osią będzie ta aktywność brandów, którą nazywamy właśnie brandcastingiem” – dodaje.

Nie ulega wątpliwości, że obecne czasy, w których na różne sposoby eksploatujemy digital, dostarczają nam możliwości wcześniej nieosiągalnych. Świetnie ilustruje to anegdota z życia Karola Paciorka. Jako fan Neila deGrasse Tysona od zawsze pragnął przeprowadzić wywiad z tym astrofizykiem i popularyzatorem nauki. Kiedy pytał o taką możliwość polskiego wydawcy, a robił to przy okazji każdej kolejnej premiery książki autora „Kosmicznych rozterek”, słyszał tę samą odpowiedź. Nie ma szans. Przylot do Polski to dla bestsellerowego pisarza i gwiazdy mediów wyjęcie z życia dwóch dni. Ale wiosną 2020 roku nastała pandemia i wszyscy przenieśliśmy się do świata online’u. Okazało się, że godzinna rozmowa przez Zoom z Neilem deGrasse to zupełnie inna sprawa. „Gdyby nie okoliczności związane z pandemią, pewnie nigdy to by się nie udało” – przyznaje twórca YouTube’owego kanału Imponderabilia. Analogicznie, gdyby nie pandemia, która zahamowała rynek eventów, nie byłoby poszukiwań nowych rozwiązań i doznań w digitalu. Imagine Nation nie postawiłaby pewnie na brandcasting, a marki na taką skalę nie dążyłyby do bycia brandcasterami.

bEEbhRqW
Informacja prasowa
Źródło:
money.pl