Notowania

Technologia zmniejsza obywatelską frustrację

- Już teraz oszczędności z racji spójnego zarządzania infrastrukturą to co najmniej 2 proc. PKB - mówi Szwed Ott Velsberg, Chief Digital Officer w rządzie Estonii i jeden z niewielu publicznych CDO na świecie, gość tegorocznego Impact’19.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Shutterstock.com)

Czy CDO na poziomie kraju to raczej ciekawostka a może znak czasów i początek szerszego trendu – zarządzania państwami, miastami także poprzez dane?

Każdy rząd i większe miasto potrzebuje CDO – niezależnie od tego, jak nazwiemy taką funkcję. Wciąż jesteśmy daleko od tego stanu, ale popyt na takie osoby rośnie. CDO lub inny zarządzający w tej sferze jest bardzo potrzebny do stworzenia kultury opartej na danych, na budowaniu na nich kluczowych decyzji, do wpasowania jej na stałe w struktury. CDO pomaga tu ujednolicić standardy, wprowadzić spójną wizję, skutecznie zarządzić projektem.

Ott Velsberg, Chief Digital Officer w rządzie Estonii

Mówi to pan z perspektywy pracy dla ledwie niespełna 1,5-milionowego kraju. Czy wraz ze wzrostem skali rośnie poziom trudności projektu?

Trudne pytanie – oczywiście zarówno małe jak i duże kraje mierzą się tu z różnymi problemami. Np. my mamy trudności ze ściągnięciem najlepszych pracowników do sektora publicznego, podobnie jest w sektorze prywatnym. Stąd np. inwestycje Estonii w edukację w tych obszarach. Patrząc na mój projekt mogę powiedzieć, że jak dotychczas idzie nam świetnie, nie było ani jednej sytuacji, którą mógłbym nazwać kryzysem.

Na jak silne wsparcie ze strony oficjeli może pan liczyć?

Analiza danych, sztuczna inteligencja, zarządzanie danymi są w pełni przez nich wspierane. Coraz bardziej każdy z tych obszarów jest w strategicznym planie estońskiego rządu.

Wszyscy wokół powtarzają, że Estonia jest najbardziej cyfrowym krajem na świecie. Co to właściwie znaczy dla przeciętnego obywatela? Czy technologia sprawia, że życie jest łatwiejsze – ergo - szczęśliwsze?

Tak naprawdę technologia sama w sobie nikogo nie czyni szczęśliwszym. Ale za to ułatwia życie, a łatwiejsze życie pomaga mieszkańcom w szczęśliwszym życiu, w unikaniu codziennych frustracji.

Czy oprócz mniejszej liczby frustratów, są jakieś policzalne krótkoterminowe i długoterminowe koszty oraz zyski z e-rewolucji w Estonii?

Rocznie mówimy tu o oszczędnościach na poziomie 2 proc. PKB. Profity z wprowadzenia X-road, czyli unifikacji infrastruktury informatycznej, oznaczają potężne ilości czasu zaoszczędzone dzięki odciążeniu urzędników i obywateli. To ok. 12,3 mln godzin pracy, co przekłada się na koszt pracy w wysokości niemal 100 mln EUR. To 1 proc. ekstra do rządowego budżetu.

Jakie są 3 najmniej oczywiste obszary wykorzystywania danych przez estoński rząd?

Jeden to analiza obrazów satelitarnych, pokazująca czy plony zostały zebrane czy nie. Wykorzystujemy to do przewidywania wysokości dofinansowań dla rolników. Podobne projekty wdrożone zostały przy określaniu gatunków drzew, wycinki drzew czy np. zasięgu lodu. Drugi - w sferze medycznej wykorzystujemy dane by wykrywać zatrzymanie akcji serca. Trzeci to wykorzystanie np. Google Maps. Przydają się one do tego, by na podstawie ich zdjęć usuwać dzikie składowiska śmieci.

Dużo mówi się o social scoringu w Chinach, przywołującego Orwella. Czy społeczeństwo w Estonii nie obawia się nadmiernej digitalizacji danych? Jest tu jakaś linia kompromisu, zaufania?

Zaufanie jest ważnym aspektem społecznym w Estonii. Wierzymy, że rząd musi być otwarty, szczery we wszystkich swoich przedsięwzięciach tego typu. Dlatego na przykład obywatel może obecnie zobaczyć, kiedy i kto ma dostęp do jego danych. Podobnie, pracujemy nad umożliwieniem ludziom kontrolowania swoich danych, np. udzielania do nich dostępu itp. Tak stanie się w przypadku informacji medycznych, gdzie obywatele już wkrótce będą mogli udostępniać je np. grupom naukowców czy prywatnym firmom.

Wszyscy do Krakowa

Dokąd zmierza cyfrowa gospodarka i jak technologie wpływają na całe społeczeństwa? Żeby się tego dowiedzieć nie trzeba jechać do Krzemowej Doliny, Hong Kongu czy Londynu. 21 i 22 maja Kraków, podczas kongresu Impact’19 stanie samym sercem tygla, w którym realizują się innowacyjne idee i projekty. To wydarzenie, na którym przełomowe start-upy, naukowcy, biznes i politycy mówią tym samym językiem. Impact’19 to 4 sceny, 6 tysięcy gości, 250 speakerów i dziesiątki wydarzeń towarzyszących. Stałymi bywalcami są tam m.in. premierzy jak i ministrowie z Polski oraz szefowie rządowych agencji (np. PFR i NCBR). W tym roku dołączą do nich kluczowi politycy z regionu CEE, w Krakowie pojawią się również wysocy rangą przedstawiciele takich potentatów jak Google, Mastercard, PZU, AstraZeneca, Amgen, Allegro, Orlen, Azoty, Tauron, Grupa Volkswagen, BNP Paribas Bank Polska, ING czy Siemens. Oni wszyscy pokażą swoje pomysły na to, jak przy wsparciu technologii, zmienić świat na lepsze. Impact’19 przyniesie też premiery najnowszych inwestycji, rządowych strategii i kluczowych raportów. Tutaj powstają pomysły i tworzone są projekty, które mają kluczowy wpływ na rozwój cyfrowej gospodarki. perspektywy biznesu. Na Impact’19 dzisiejszy liderzy - wielki biznes, startupy, środowisko naukowe, administracja publiczna - decydują o tym jak będzie wyglądać jutrzejszy świat.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz