Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Bonek: Nie dam pieniędzy na Kaczyńskiego ani na Tuska

0
Podziel się:

No i się dzieje. Pierwsza kampania wyborcza, której tak ważnym elementem była aktywność kandydatów w internecie dobiega końca. Chcą się od nich uczyć polscy politycy, więc ich podglądają - na miejscu, nie przez sieć!

Bonek: Nie dam pieniędzy na Kaczyńskiego ani na Tuska
bESnznEB

No i się dzieje. Pierwsza kampania wyborcza, której tak ważnym elementem była aktywność kandydatów w internecie dobiega końca. Chcą się od nich uczyć polscy politycy, więc ich podglądają - na miejscu, nie przez sieć!

Oto kilka interesujących liczb:

  • - 46 proc. Amerykanów szukało informacji o wyborach w internecie,
    • - spośród wszystkich internautów odwiedzających strony kandydatów, 72 proc. odwiedziło stronę Obamy, a 28 proc. McCaina,
    • - 35 proc. Amerykanów oglądało wideo wyborcze na YouTube,
    • - 8 proc. internautów przekazało on-line datki na kampanię swojego kandydata!
bESnznED

Tymczasem w Polsce, jak czytamy w _ Dzienniku Internautów _, ostatnia kampania parlamentarna nie była zbyt intensywna w internecie: _ Oczywiście wzrost emisji reklam politycznych był w październiku zauważalny, jednak można było odnieść wrażenie, że był tylko przykrym obowiązkiem, który największe sztaby musiały wypełnić _. Partie polityczne postawiły raczej na tradycyjne media - prasę, radio i telewizję.

W Stanach odwrotnie. Nie ma się co dziwić, bo przecież społeczeństwo jest tam bardziej zinformatyzowane. No i są wymierne efekty kampanii w sieci - to się po prostu opłaca. Dwóm najpoważniejszym kandydatom, właśnie przez internet, udało się pozyskać całkiem spore fundusze na dalszą walkę wyborczą - np. Obamie ponad 100 mln dolarów.

Co robią Obama i McCain w sieci, aby pozyskać pieniądze? Mają profil na Facebook i MySpace. Ich spoty wyborcze są na Youtube. Można ich zobaczyć na Digg.com i Flickr.com. Obama ma też swój serwis społecznościowy - My.BarackObama.com. Wykorzystują blogi, fora, podcasty, newslettery, pozycjonowanie w wyszukiwarkach, RSS, XML - słowem: wszystko co tylko można.

ZOBACZ TAKŻE:

bESnznEJ

Z zainteresowaniem podglądają ich nasi politycy. Nawet z bliska - prawie wszystkie ugrupowania polityczne wysłały do Stanów swoich obserwatorów, którzy mają się uczyć, jak najpilniej, by doświadczenia amerykańskie w internecie przeszczepić w polskie realia przyszłych wyborów prezydenckich. Jakby nie można było śledzić internetowej kampanii wyborczej przez... internet!

Michał Kamiński już nawet zapowiedział, że ta przyszła kampania prezydencka nad Wisłą też będzie toczyła się głównie w sieci. Świetnie, będzie więc adresowana także do tych młodzieńców, którzy w czytelni biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego piją piwo i oglądają pornografię. Co za zmiana frontu.

Mimo że w Polsce internautów przybywa - w tej chwili około 45 proc. społeczeństwa powyżej 15 roku życia korzysta z sieci - na razie efekty działalności czołowych partii na tym polu są marne. Sprostowania.com, profil na Naszej-Klasie, filmiki na Youtube, czy wideoblog gotującego posła Hofmana - to raczej żenujące oblicze PiS. Platforma Obywatelska nie jest lepsza - ogranicza się do aktualizowania strony platforma.org.

bESnznEK

Czego nauczą się w USA partyjni spin doktorzy? Oby tylko nie próbowali już za dwa lata wśród polskich internautów zbierać datków na kampanie wyborcze... Bo się przeliczą. Na miliony złotych liczyć nie mogą. Polska to nie Stany, Kaczyński nie McCain, a Tusk nie Obama. Ja przynajmniej złamanego grosza nie dam!

Autor jest redaktorem naczelnym Money.pl

bESnznFe
wybory
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)