Notowania

Chochołowski: Czy Steve Jobs sprawdziłby się w polskiej polityce?

Ciekawe, czy łatwiej wypromować komputer niż Komorowskiego lub Kaczyńskiego?

Podziel się
Dodaj komentarz

Koncern Apple w 80 dni sprzedał 3 mln iPadów. iPad to kolejne cudowne urządzenie po *iPodzie i* iPhonie. Jak działa Steve Jobs, że jego sprzęt schodzi jak świeże bułeczki? Nie wymyśla niczego nowego, tylko doszlifowuje już istniejące rozwiązania. Konstruuje odtwarzacz mp3, telefon, czy tablet, który różni się od konkurencyjnych produktów najczęściej tym, że liczba przycisków zostaje zredukowana do jednej sztuki, jest trochę ładniejszy a cena jest sporo wyższa.

Cały kunszt polega na tym, że jeszcze przed wyprodukowaniem pierwszej sztuki, obwieszcza światu, że pracuje nad nowym urządzeniem, które zrewolucjonizuje rynek, że czegoś takiego jeszcze świat nie widział.

Następnie czas na premierę, podczas której pan w golfie przechadza się po scenie i mówi to samo, tylko zamienia czas przyszły na teraźniejszy. Pokazuje jak działa, rzuca parę żarcików i pod sklepami ustawiają się kolejki.

Jednak, żeby miliony uwierzyły, że sprzęt jest wyjątkowy, musi to powiedzieć Jobs. Premiera najnowszego iPhona sprawiała wrażenie spotkania sekty. Nie jestem pewien, czy Dominikanie albo inny Ryszard Nowak nie powinien się tym zainteresować i wciągnąć Appla na listę sekt niedobrych - co prawda nie ma listy sekt dobrych, ale te dobre specjalnej listy nie potrzebują.

Gdyby Jobs powiedział: _ daj mi dziś 500 dolarów, a nowe urządzenie Appla, którego jeszcze nie ma, ale niebawem zaczniemy nad nim pracować, zostanie Ci wysłane zanim pojawi się w sklepach _, to natychmiast na jego koncie pojawiłoby się co najmniej 50 mln dolarów.

Właśnie dlatego bardzo żałuję, że nie jest on do wynajęcia przez polityków. Jak wspaniała byłaby kampania wyborcza! Nawet znaczenia nie ma, czy zatrudniłby go Komorowski czy Kaczyński. I tak zleceniodawca byłby przecież najwspanialszy i wyborcy nie mogliby się doczekać, kiedy zacznie rządzić.

Jednak kontrakt z Jobsem musiałby obejmować nie tylko kampanię wyborczą, ale również pięć lat urzędowania. Żeby nie było rozczarowania tuż po 4 lipca. Wyobraźcie sobie, jak wspaniale by było: cały świat zazdrościłby nam prezydenta, na jego publiczne wystąpienia zjeżdżałyby się wycieczki z całego świata. Na gadżetach z nim związanych (koszulki z podobizną, długopisy, plakaty) kancelaria prezydenta zarobiłaby tyle, że zwróciłoby się honorarium dla Jobsa.

Czy jednak możliwa jest tak _ prosta _ recepta na zgodę narodową, zakończenie wojny polsko-polskiej i w dodatku sprawienia, że polski prezydent będzie popularniejszy od Baracka Obamy? I że będzie dostawał takie nagrody jak on?

Choć Jobs dzięki swojemu niezwykłemu PR-owemu talentowi potrafi z komputera iPad uczynić przedmiot kultu, to nie ma pewności, że dałby radę z komputerem marki Odra. Niestety nie można wykluczyć, że Komorowski lub Kaczyńskiprzerośliby PR-owe możliwości Jobsa.

Autor felietonu jest dziennikarzem Money.pl

Tagi: wybory prezydenckie 2010, wybory, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz