Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Dzik: Wiem, o co nie zapyta komisja hazardowa

0
Podziel się:

Polska jest krajem, w którym większość rzeczy musi być urządzone inaczej niż na świecie. Hazard jest tu dobrym przykładem.

Dzik: Wiem, o co nie zapyta komisja hazardowa

Weźmy choćby wydatki na niego. Wszędzie na świecie pod tym pojęciem rozumie się przegrane graczy, czyli różnice między wartością zawartych zakładów, a wypłaconymi wygranymi. U nas to pojęcie utożsamia się z wartością zakładów. Imponujące kwoty wydane na hazard, jakie od jakiegoś czasu z lubością cytują rodzime media, gdyby zostały obliczone według powszechnej na świecie metodologii, byłyby dwa do pięciu razy mniejsze.

Podobnie ma się rzecz z tym, co rozpętało aferę hazardową - projektem dopłat od gier na automatach i kasynach - swojskim wymysłem, który nie istnieje w żadnej innej jurysdykcji na świecie. Poruszając się w tak egzotycznej rzeczywistości, komisja hazardowa nie będzie miała łatwego zadania.

Pomijając wcześniejsze żenujące przepychanki personalne, podstawowym problemem z komisją jest to, że jej członkowie nie wiedzą, o co pytać. Nie wiedzą także, jak interpretować odpowiedzi.

Widziałem wywiad z ministrem Kapicą tuż po wybuchu hazardowej afery - wspomniał on o chęci zwiększenia obciążeń fiskalnych branży hazardowej. Zastanowiło mnie wówczas, że minister nie wie, bądź udaje, że nie wie, iż dopłaty obciążyłby nie branżę, ale graczy (na tej samej zasadzie jak VAT i akcyza obciążają kieszeń kierowców, a nie koncernów paliwowych). Gdybym był członkiem komisji hazardowej, zapytałbym ministra czy nie dostrzegał tej drobnej różnicy.

Minister Kapica przyznał przed komisją, że nigdy nie kontaktował się, nawet służbowo, z ministrem Drzewieckim. Wszystko pięknie, tylko biorąc pod uwagę, że poszerzone dopłaty miały finansować infrastrukturę na Euro 2012, można zadać pytanie dlaczego się nie kontaktował. Na zdrowy rozum nawet powinien.

Minister wspomniał również, że pomysł poszerzenia dopłat wyszedł od (nieistniejącego już) departamentu gier Ministerstwa Finansów. Ja słyszałem o nim już w 2005 roku z ust samego prezesa Totalizatora Sportowego. Ogólnie pomysł dopłat jest dużo starszy niż kadencja Jacka Kapicy jako nadzorcy hazardu i posłowie powinni o tym pamiętać, drążąc temat dopłat.

Wyjątkowo złośliwy członek komisji mógłby spytać Jacka Kapicę o jeszcze jedną kwestię - skoro trzy miesiące temu priorytetem było zwiększenie przychodów z hazardu, to czemu ostatecznie uchwalono nowelizację ustawy, która najbardziej dochodowy element tego sektora likwiduje?

Widząc jak eksperci komisji przesłuchują eksperta Ministerstwa Finansów nieodparcie nasuwa się powiedzenie _ prowadził ślepy kulawego _. Spiskowa teoria podpowiadałaby, że dokładnie wszystkim zależy, by zataić prawdę o polskiej legislacji hazardowej. Realistyczna teoria podpowiadałaby, że po obu stronach nikt tego tematu nie czuje i nie rozumie.

Może faktycznie lepiej by było, gdyby komisja ograniczyła swój zakres działania do siermiężnych pogaduszek Rysia i Zbysia na stacji benzynowej, przecieków i notatek wyciąganych z rękawa. Rzeczywistych mechanizmów rządzących hazardem w Polsce by to nijak nie wyjaśniło, ale przynajmniej mielibyśmy niezły swojski spektakl o złych lobbystach i dociekliwych posłach.

Autor jest ekonomistą specjalizującym się w zagadnieniach racjonalności,

ekonomii behawioralnej i psychologii hazardu

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(0)